fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ochrona zdrowia

Serce dla dziecka za 60 tysięcy

Rzeczpospolita
Rodzice płacą za wyjazd na zabieg, który za darmo można wykonać w Polsce. – Wszystko dla dziecka – tłumaczą
Dzieci jeżdżą na operacje serca do Monachium. Operuje tam profesor Edward Malec. W ubiegłym roku, po ostrym konflikcie z kolegami, wyjechał z uniwersyteckiego szpitala dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. – Sytuacja była tak napięta, że zagrażała szpitalowi – mówi Maciej Kowalczyk, dyrektor placówki.
Do dzisiaj profesor Malec zoperował za granicą trzydzieścioro dzieci. Kolejne pięćdziesiąt czeka w kolejce. – Rodzice mają do mnie zaufanie, dzwonią nawet, by wykonać proste operacje, a ja nikomu nie odmawiam pomocy – mówi prof. Malec.
Zupełnie inaczej te wyjazdy traktują lekarze w Polsce.
– Operacje w kraju są wykonywane na tym samym poziomie, co za granicą. Nie trzeba na nie wydawać jak na zabiegi w Niemczech wielkich pieniędzy – denerwuje się prof. Marian Zembala, szef Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
– Po wyjeździe profesora w Prokocimiu nie spadła skuteczność leczenia – zaznacza prof. Bohdan Maruszewski, krajowy konsultant ds. kardiochirurgii dziecięcej. – Te wyjazdy bulwersują całe środowisko kardiochirurgów w Polsce.
Jedna operacja kosztuje przynajmniej 16 tys. euro (ponad 60 tysięcy złotych), do tego dochodzą koszty pobytu rodziców w klinice w Monachium: 45 euro za każdy dzień.
Wokół zbierania pieniędzy na operacje serca w Monachium powstał już cały ruch społeczny: rodzice piszą blogi, uczestniczą w dyskusjach na forach, organizują koncerty. „Prof. Edward Malec to nasz cudotwórca, który ratuje życie naszej córeczki od samego początku. Tylko w jego ręce chcemy po raz kolejny oddać nasze dziecko. Zwracamy się o pomoc w sfinansowaniu operacji naszego dziecka” – piszą rodzice dwuletniej Julki. „Czytam twoją relację ze łzami w oczach” – odpowiadają rodzice innych dzieci.
Nie robię reklamy. Ale nikomu, kto prosi o operację, nie odmawiam prof. Edward Malec kardiochirurg
Profesor Malec jest otoczony prawdziwą miłością rodziców. W sobotę w Krakowie odebrał Order Uśmiechu. – Dla nas profesor Malec to dobro narodowe, cud, który spotkał nas i nasze dzieci
– mówi Beata Kulesza, jedna z matek z fundacji „Serce dziecka”. – Bardzo sobie cenię kontakt z rodzicami, uważam, że oni i ich dzieci są ważniejsi niż lekarze i asystenci – mówi prof. Malec.
Jednak to, co wzrusza rodziców, budzi prawdziwe oburzenie lekarzy. – Część rodziców jest przekonana, że w Polsce takich operacji, po wyjeździe profesora Malca, nie ma już kto wykonywać. Nic bardziej błędnego: robi się je nadal, w Krakowie i Łodzi – mówi prof. Maruszewski.
– Rodzice tworzą dwór zapatrzony w prof. Malca – uważają lekarze.Chociaż rodzice na oficjalnych stronach internetowych wystrzegają się pisania, że operacji nie da się w Polsce wykonać, to już koncerty na rzecz dzieci są organizowane pod hasłem: „Pomóżmy im ocalić życie. Pozwólmy, by ich serce mogło bić”.
Dlaczego rodzice nie chcą, by dzieci były operowane w Polsce? – Nikt takiego doświadczenia nie ma, a ja nie chcę, by ktoś uczył się operować na sercu mojego dziecka – mówi jedna z matek. – Profesor zna naszego synka. Poza tym w Prokocimiu operowane są dzieci słabe, pozostałe muszą czekać, a nasz synek radzi sobie z wadą serca. I w końcu: w Prokocimiu nasze dziecko nie było nawet przyjmowane na konsultacje – wylicza Piotr Kruczek, tata 1,5-rocznego Bartusia.
Dyrektor Kowalczyk przyznaje, że kolejka jest od lat, ale zaznacza, że klinika pod nowym kierownictwem operuje tyle samo dzieci, co do tej pory. – Zdarzyło się, że dziecko przygotowane już do operacji w Krakowie zostało zabrane dosłownie dzień przed nią i wysłane do Monachium. W tym czasie mógłbym operować inne dziecko – oburza się prof. Janusz Skalski, który przejął klinikę po prof. Malcu.
– Nie zabiegam o te przyjazdy, nie robię reklamy – odpowiada prof. Malec. – Nikt, kto tego nie przeżył, nie rozumie, co czują rodzice chorego dziecka i ile są w stanie mu poświęcić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA