fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Lokalna prasa nie może się bać

Józef Słowik z „Gazety Krakowskiej” (z lewej) i Jerzy Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego” – obaj oskarżeni z art. 212 kodeksu karnego – w grudniu 2011 r. protestowali przed Sądem Karnym w Nowym Sączu. Do dzisiaj ten przepis nie zniknął z kodeksu.
PAP, Grzegorz Momot Grz Grzegorz Momot
Sprawy sądowe o zniesławienia, wycofywanie reklam i zastraszanie dziennikarzy – tak się ogranicza wolność słowa.
Te problemy wskazali wydawcy, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym w maju przez Stowarzyszenie Gazet Lokalnych (SGL).
– Chcemy rozpocząć dyskusje na temat przestrzegania europejskich standardów wolności słowa. Mamy nadzieję, że jej efektem będzie wypracowanie dobrych praktyk w relacjach przedstawicieli władzy lokalnej z niezależną lokalna prasą – mówi Dominik Księski, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.
Stowarzyszenie przeprowadziło badanie w związku z finałem konkursu „Filary Demokracji" skierowanego do dziennikarzy, redaktorów naczelnych i wydawców prasy lokalnej o zasięgu gminnym i powiatowym. Dziś w Pałacu Prezydenckim Bronisław Komorowski w przeddzień Święta Wolności weźmie udział w uroczystości wręczenia nagród za najlepsze teksty w lokalnej prasie.

Straszny artykuł

O tym, że dyskusja o swobodzie wypowiedzi w mediach lokalnych jest potrzebna, świadczy to, że ponad połowa ankietowanych wydawców stwierdziła, iż w ciągu ostatnich pięciu lat spotkała się z sytuacjami zagrażającymi wolności słowa. Do najtrudniejszych należy nękanie dziennikarzy i wydawców sprawami o zniesławienie. Zdecydowaną większość z nich wydawcy wygrywają, ale sam proces sądowy stanowi dużą uciążliwość ze względu na poświęcany mu czas, koszty dojazdów do sądu czy ewentualne wynagrodzenie adwokata.
Zdaniem SGL problemem jest zwłaszcza słynny art. 212 kodeksu karnego, który osobom poddanym krytyce w mediach daje możliwość nadużywania prawa – za zniesławienie dziennikarz może trafić nawet na rok do więzienia. Środowisko wydawców wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka zabiegają o wykreślenie tego artykułu z kodeksu. Zwracają uwagę, że strach przed procesem może zwiększać ostrożność dziennikarzy w podejmowaniu kontrowersyjnych tematów.
– Z naszych obserwacji wynika, że art. 212 jest szczególnie dotkliwy dla mediów lokalnych – potwierdza Dorota Głowacka, prawniczka z Obserwatorium Wolności Mediów – Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Media te są słabsze chociażby pod względem finansowym niż  dzienniki czy tygodniki ogólnopolskie i w związku z tym nie mogą swoim pracownikom zapewnić w razie sądowego procesu odpowiedniego wsparcia.
Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów obrazujących ten problem jest sprawa wytoczona w zeszłym roku przez wicemarszałka Sejmu Eugeniusza Grzeszczaka z PSL „Kurierowi Słupeckiemu". Kurier napisał, że półtora roku wcześniej syn wicemarszałka Michał założył spółkę Cessans wydającą tygodnik „Głos Słupcy". Przychody tej spółki zaczęły rosnąć wraz z rozwojem kampanii wyborczej do Sejmu. Dziennikarze ustalili, że w ciągu dwóch miesięcy lokalny oddział PSL zlecił firmie Cessans usługi na ponad 120 tys. zł. Zasugerowali, że to zasługa wicemarszałka. Ten złożył w Sądzie Rejonowym w Słupcy prywatny akt oskarżenia o zniesławienie (art. 212 k.k.) przeciwko dziennikarzowi Zbigniewowi Walczakowi oraz właścicielowi i naczelnemu tygodnika Januszowi Ansionowi, a kilka dni później do sądu trafił pozew cywilny w tej samej sprawie.
– Toczące się wobec nas procesy paraliżują naszą codzienną pracę. Lokalne sitwy biznesowo–polityczne potrafią stosować szantaż moralny i finansowy, który bardzo utrudnia funkcjonowanie niezależnej prasy – podsumowuje Janusz Ansion. Następna rozprawa karna odbędzie się w tej sprawie w czerwcu.
Zdaniem ekspertów rynku medialnego zły przykład dają też inne najważniejsze osoby w państwie.
– Głośne ostatnio sprawy premiera Donalda Tuska przeciwko tygodnikowi „Nie" i ministra Sławomira Nowaka przeciwko „Wprost" są dowodem, że istnieje problem nadużywania ochrony osób publicznych w debacie publicznej. A sprawy zmierzają niepokojąco w stronę standardów typowych dla państw totalitarnych – mówi Ewa Barlik, dyrektor biura SGL.

Zastraszanie

Tego, jak bardzo ludzie władzy chcą mieć kontrolę nad wolnymi mediami, dowodzi ich polityka reklamowa. Ponad połowa ankietowanych wydawców stwierdza, że efektem krytycznych publikacji jest wycofanie reklam instytucji publicznych z gazety. – Nie można tego nazwać inaczej, jak tylko kupowaniem mediów – mówi Dominik Księski.
Połowa wydawców lokalnych stwierdza również, że dziennikarze gazet lokalnych bywają zastraszani. Tym sposobem politycy, ale też przedstawiciele biznesu próbują zniechęcić ich do opublikowania artykułu lub nawet do podejmowania kontrowersyjnego tematu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA