fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Eurosport: igrzyska znikają z wizji

Europejskie prawa telewizyjne MKOL sprzedał firmie SportFive, która zapłaciła około 250 milionów euro i teraz chce zarobić
AP, David Goldman David Goldman
Soczi 2014 i Rio 2016 to będą pierwsze od ćwierć wieku olimpiady bez transmisji w Eurosporcie. Wyłączność będzie mieć TVP
Pokazywał igrzyska właściwie od kiedy istnieje, zaczynając od Albertville i Barcelony 1992. Był dla wielu kibiców alternatywą dla transmisji w telewizji publicznej, bo podczas kilkunastu olimpijskich dni skupiał się na najlepszym sporcie, a TVP ma obowiązek skupiać się na startach Polaków, choćby nieudanych. Podczas ostatnich igrzysk w Londynie to w Eurosporcie można było zobaczyć na żywo finał kobiecego sprintu na 100 m, TVP pokazała go z kilkuminutowym opóźnieniem.
Taka formuła: najciekawsze wydarzenia danego dnia na jednym kanale, pokazywane ze światowej perspektywy, z wielkimi gwiazdami w roli ekspertów na stadionie lekkoatletycznym, skoczni czy pływalni, sprawdzała się zwłaszcza podczas zimowych igrzysk (bo podczas letnich dzieje się tak dużo, że do pokazania wszystkiego na żywo trzeba mieć teraz sześć kanałów).
Z trzech najchętniej oglądanych transmisji w historii polskiego Eurosportu dwie są z ostatnich igrzysk w Vancouver, gdy Adam Małysz leciał po srebrne medale. Ale i igrzyska w Londynie przyciągały do Eurosportu średnio 200 – 250 tysięcy widzów dziennie, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na kanał tematyczny.
Dlaczego teraz Eurosport igrzysk na żywo nie pokaże, poprzestając zapewne na pakiecie skrótów i newsów, a w najlepszym wypadku – powtórek? Bo prawa stały się za drogie.
Razem z Londynem 2012 skończyła się na rynku olimpijskich praw telewizyjnych era sentymentów. MKOl wypowiedział sojusz Europejskiej Unii Nadawców (EBU), do której należą nadawcy publiczni, ale też i Eurosport, założony w 1989 przez EBU i telewizję Sky.
To porozumienie przetrwało kilkadziesiąt lat, MKOl miał dzięki niemu gwarancję, że transmisje dotrą w każdy zakątek Europy, a w zamian telewizje skupione w EBU dostawały prawa olimpijskie po promocyjnej cenie. Kupowały je hurtem, składając się na ten zakup proporcjonalnie do siły rynku telewizyjnego w danym kraju. A ponadnarodowy Eurosport dokładał się do tego zakupu jak osobny kraj.

Są granice

Teraz jednak MKOl doszedł do wniosku, że więcej zarobi, wystawiając europejskie prawa na wolny rynek. I też sprzedał je hurtowo (poza kilkoma najbogatszymi krajami), ale już nie EBU, tylko firmie SportFive, która za pakiet transmisji do 40 państw zapłaciła ok. 250 mln euro i teraz odsprzedaje je z zyskiem.
Według naszych informacji, cena wywoławcza olimpijskich pakietów Soczi 2014 i Rio 2016 wynosiła średnio ok. 20 mln euro, czyli trzy razy więcej, niż TVP płaciła dotychczas za igrzyska. Trudno przypuszczać, by oferta dla Eurosportu była bardziej atrakcyjna, paryska centrala firmy (dziś jej większościowym udziałowcem jest prywatna francuska telewizja TF1) negocjowała zakup praw, ale nie doszła do porozumienia.
– Drożeją prawa do wszystkiego. Do Giro d'Italia, Tour de France, mistrzostw świata w lekkiej atletyce. Każdemu się wydaje, że może zaśpiewać dowolną kwotę. Jest granica – mówi „Rz" jeden z pracowników polskiego Eurosportu.
Nawet w TVP poważnie liczyli się z tym, że pierwszy raz igrzyska w Polsce pokaże inna telewizja niż publiczna. Albo kilka telewizji, bo początkowo SportFive chciała podzielić prawa na wiele pakietów, tak by każda stacja mogła kupić to, co ją z programu igrzysk najbardziej interesuje.
Potem ten pomysł upadł, ale i tak negocjacje w sprawie Soczi i Rio trwały bardzo długo. Umowa na zakup praw wciąż – jak wynika z informacji „Rz" – nie jest podpisana, ale już uzgodniona, zostały formalności.
Żadna ze stron nie chce rozmawiać na temat wynegocjowanej kwoty, ale jest jasne, że TVP udało się ją obniżyć, bo choć prawa trafiły na wolny rynek, to jednak w polskiej rzeczywistości nadal są skrojone pod takiego nadawcę jak telewizja publiczna.
Chodzi przede wszystkim o to, że SportFive kupując prawa hurtem, zobowiązała się wobec MKOl, że stacja, której igrzyska odsprzeda, pokaże co najmniej 100 godzin transmisji z igrzysk zimowych i 200 z letnich.
– Nadawca publiczny, mający kilka kanałów, może taką porcję skonsumować. Dla pozostałych jest to trudne: na 17 dni wszystko w ramówce podporządkować igrzyskom. Gdyby nie było takiego zobowiązania, pewnie igrzyskami byłaby zainteresowana każda telewizja – mówi „Rz" Tomasz Cieślik ze SportFive.

Dzielenie kodowanego

Polsat był zainteresowany igrzyskami, ale mniejszym pakietem, przede wszystkim gier zespołowych. TVN też na pewno nie porzuci nagle swojej widowni, żeby pokazywać igrzyska non stop.
Nie jest natomiast wykluczone, że TVP podzieli się z którymś z nadawców częścią praw kodowanych. Tak jak na zasadzie wymiany za pakiet ogólnodostępnych praw do Ligi Mistrzów dała nSportowi prawo pokazywania podczas igrzysk w Londynie m.in. tenisa i gier zespołowych, ale z wyłączeniem spotkań polskich siatkarzy.
Dziś w nc+ nikt nie wybiega w przyszłość dalej niż na półtora miesiąca, do połączenia kanałów, ale do Soczi jeszcze dziewięć miesięcy, a jak pokazały igrzyska londyńskie, akurat taką transakcję można odłożyć na ostatnią chwilę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA