fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nie ma dobrej metody na dyktatorów

Okupujący ministerstwa w Trypolisie chcą wyrzucenia z nich ludzi związanych z obalonym reżimem
AFP
Po obaleniu dyktatora każdy naród jest tak samo bezradny wobec rozliczeń z własną przeszłością.
Gdy 30 ciężarówek wyposażonych w działka przeciwlotnicze podjechało przed gmach ministerstwa sprawiedliwości w Trypolisie, pracownicy resortu wiedzieli, co się zaraz wydarzy. Spokojnie wyszli. Trzy dni wcześniej, w niedzielę, podobne konwoje podjechały przed budynki MSZ i MSW. W ministerstwie spraw wewnętrznych wybuchły walki, ale MSZ uzbrojeni mężczyźni zdobyli i rozpoczęli tam blokadę. Na ścianach resortu wywiesili transparenty wzywające do przyjęcia ustawy, która wykluczyłaby z życia politycznego zwolenników reżimu obalonego dyktatora Muammara Kaddafiego.
Nie tylko Libijczycy mają duży problem z rozliczeniami z przeszłością. Niemal każdy naród, który staje przed tym wyzwaniem, jest tak samo wobec niego bezradny.
Nieostrożność można przypłacić wybuchem wojny, o czym przekonali się Irakijczycy. Po obaleniu Saddama Husajna członkom jego partii Baas zakazano udziału w życiu publicznym, dokładnie jak chcą tego teraz okupujący libijskie resorty. Irakijczycy posunęli się dalej i rozwiązali też armię.
Te kilka rozporządzeń wywołało trwającą do dziś zbrojną rebelię. Jak na ironię, w Libii za największe zagrożenie uważane są nie siły związane z dawną władzą, lecz odmawiające rozbrojenia bojówki, które obaliły Kaddafiego.
Jedną z nielicznych naukowych prób odpowiedzi na pytanie, jak narody rozliczają się z przeszłością, były obejmujące lata 1979–2004 badania prof. Kathryn Sikkink z Columbia University i prof. Carrie Booth-Halling z University of Minnesota. Na 192 państwa, w 50 powołano trybunały praw człowieka, w 34 komisje prawdy, a w 85 krajach – oba tego typu ciała.
Problemów prawie zawsze nastręczało rozbrojenie bojówek, próby uniknięcia wymierzenia tzw. sprawiedliwości zwycięzców oraz znalezienie funduszy na procesy i odszkodowania.
– Największym problemem było jednak to, że działalność trybunałów i komisji stoi w sprzeczności, bo trybunały mają wymierzać sprawiedliwość, a komisje często deklarowały odstąpienie od kary w zamian za wyznanie prawdy – mówi prof. Booth-Halling.
Czy ważniejsze jest więc ukaranie zbrodniarzy czy ustalenie faktów? Czy należy karać wszystkich winnych? I czy wystarczy przyznać, że doszło do zbrodni, czy też ofiary powinny dostać odszkodowania za cierpienie?
„Oto klękam i proszę o wybaczenie dla Serbii za zbrodnię, którą popełniono w Srebrenicy” – mówił kilka dni temu prezydent Tomislav Nikolić, przepraszając za masakrę sprzed 18 lat. Serbom w rozliczeniu miał pomóc powołany przez ONZ międzynarodowy trybunał, ale jego wyroki, zamiast godzić, częściej dzieliły. Choć świat dawno uznał, że w Srebrenicy doszło do ludobójstwa, Nikoliciowi to słowo przez gardło wciąż nie przeszło.
Często już pierwszy krok na drodze do rozliczenia z przeszłością, czyli ustalenie faktów i nazwanie ich po imieniu, nastręcza najwięcej problemów. Bywa, że zakłamywanie przeszłości trwa dekady. Francja uznała swój udział w Holokauście dopiero w 1995 r., gdy Jacques Chirac wyraził ubolewanie z powodu deportacji 70 tys. Żydów przez kolaborujący z Hitlerem reżim Vichy.
Prezydent Nicolas Sarkozy podczas wizyty w Algierze w 2007 r. uznał system kolonialny za „niesprawiedliwy z natury”, ale słowo „przepraszam” nie padło. – Czy przyznalibyście się do zbrodni swych dziadków, jeśli nigdy by do niej nie doszło? – to pytanie lubił powtarzać Onur Öymen, który w tureckim MSZ odpowiadał za zwalczanie „ormiańskiej propagandy” o rzezi w latach 1915–1917. Nawet Szwecja złapała tego wirusa, odmawiając pomocy w odnalezieniu nazistów, których przyjęła tuż po II wojnie światowej.
Przełomem w rozliczaniu z przeszłością i wymierzaniu sprawiedliwości miały być procesy w Norymberdze, ale w imię zachowania równowagi między Wschodem z Zachodem uznano, że o wielu zbrodniach lepiej milczeć.
Kolejnym milowym krokiem miało być powołanie 11 lat temu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Tak długo wydawał się on jednak atrapą sprawiedliwości, że nawet ostatnio, gdy wreszcie odnosi sukcesy, traktowany jest ze sceptycyzmem.
Libijczycy w międzynarodową sprawiedliwość nie wierzą i nie chcą Trybunałowi wydać m.in. Abdullaha al-Senussiego, szefa wywiadu Kaddafiego. MTK oskarża go o zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości podczas tłumienia powstania w 2011 r. Libijskie władze twierdzą, że zapewnią mu uczciwy proces. Na wypadek gdyby rząd zmienił zdanie, zbrojne bojówki dotąd nie przekazały do państwowego więzienia syna Kaddafiego, Saifa al-Islama. Bojownicy z Zintanu zapowiadają, że w tym miesiącu sami go osądzą.
„Dajcie mi kawałek balkonu, a będziemy rządzić. Tłum jest tylko chwilami niebezpieczny, głupi jest zawsze” – słowa z „Fletu z mandragory” mogłyby być mottem każdego dyktatora. Tyle że kiedy tyran odchodzi, tłum zostaje.
Despota osieroca zastępy lojalnych mu współzbrodniarzy, usłużnych urzędników, ale przede wszystkim milczącą większość.
Muammar Kaddafi, gdy Haga groziła mu oskarżeniem o zbrodnie, drwił, że procesu się nie boi i to on będzie wymierzał sprawiedliwość. Milan Kundera w „Nieznośnej lekkości bytu” napisał: „Zbrodnicze reżymy zostały stworzone nie przez zbrodniarzy, ale przez entuzjastów, przekonanych, że odkryli jedyną drogę do raju. Bronili jej zapamiętale i dlatego zamordowali tak wielu ludzi. Potem okazało się, że żadnego raju nie ma, a entuzjaści byli mordercami”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA