fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Rodzinny wybierze ginekologa - zmiany w ustawie o podstawowej opiece zdrowotnej

123RF
Lekarz rodzinny opłaci ze swojego budżetu wizyty u specjalistów – wynika z założeń do ustawy o podstawowej opiece zdrowotnej.

Medyk pierwszego kontaktu nie tylko zdecyduje, czy pacjent wymaga leczenia u specjalisty, i sam go do niego skieruje, ale od 1 stycznia 2019 r. będzie dysponował tzw. budżetem powierzonym na badania diagnostyczne, na które dziś kierują specjaliści. – W praktyce oznacza to likwidację poradni specjalistycznych, bo pacjent pójdzie do tego lekarza, z którym jego rodzinny podpisze umowę. Nie będzie możliwości wybrania specjalisty przez pacjenta, co z pewnością spotka się z dużym oporem społecznym – uważa dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. I tłumaczy, że wiele osób nie wyobraża sobie, że miałoby zmienić ginekologa, kardiologa czy okulistę na gorszego czy nielubianego, tylko dlatego, że jego lekarz rodzinny ma z nim podpisaną umowę.

Zdaniem dr. Gryglewicza, zapis jest sprzeczny z opublikowanymi przez resort pod koniec kwietnia mapami potrzeb zdrowotnych, w których napisano, że aby zmniejszyć drogą i niepotrzebną hospitalizację, większość diagnostyki i łatwiejszych procedur zabiegowych należy przenieść do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS). Zgodnie z raportem NFZ w 2015 r. w ramach AOS udzielono 76,8 mln porad ambulatoryjnych zachowawczych i ponad 9,5 mln procedur zabiegowych, co znacznie odciąża szpitale. – Tymczasem AOS zostanie zlikwidowana, a ciężar diagnostyki i leczenia przejmą na siebie lekarze rodzinni. To by było możliwe, gdyby dysponowali większymi środkami. A już dziś wiadomo, że przy tak skąpym finansowaniu będą w stanie wysłać tylko kilku starszych ludzi tracących wzrok na dopasowanie szkieł do okularów. Efekt? Będą wysyłać chorych na badania do szpitali, bo te nie będą miały limitów. Przecież w zmienionej przez Sejm ustawie o działalności leczniczej zapisano, że w razie wyczerpania kontraktu z NFZ to samorząd zapłaci za świadczenia dla swoich mieszkańców – argumentuje dr Gryglewicz.

Mimo że w założeniach do ustawy zapisano wzrost nakładów na POZ – o 50 proc. w ciągu dziesięciu lat – z obecnych 13,5 proc. do 20 proc. budżetu NFZ, pieniędzy będzie wciąż za mało na sfinansowanie drogich badań. Zdaniem eksperta to spowoduje nierówności społeczne i rozkwit segmentu ubezpieczeń dodatkowych.

Resort przewiduje też powstanie zespołów POZ, złożonych z lekarza, pielęgniarki i położnej, a także fizjoterapeuty, dietetyka i psychologa, z tą jednak różnicą, że pielęgniarki nadal będą samodzielnie podpisywały kontrakty z Funduszem.

etap legislacji: konsultacje społeczne

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA