fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zamówienia publiczne

Przetargi: co trzeba zmienić od kwietnia

123RF
Aby implementować unijne dyrektywy, wystarczy przyjąć małą nowelę – zwracają uwagę eksperci. Proponują dłuższą debatę nad nową ustawą.

Ciągle ważą się losy prawa zamówień publicznych. Polska ma czas na implementację unijnych dyrektyw do kwietnia 2016 r. Rząd PO przyjął projekt zupełnie nowej ustawy, spotkała się ona z głosami krytycznymi części ekspertów. Obecny rząd wrócił do tego projektu, wprowadzając zmiany. Niewykluczone jednak, że skłoni się do opinii tych ekspertów, którzy przekonują, że lepszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie małej nowelizacji, która zawierałaby tylko takie zmiany, jakie są konieczne ze względu na obowiązek implementacji unijnej dyrektywy. To rozwiązanie wydaje się w tej chwili bardziej prawdopodobne, chociaż ostatecznej decyzji jeszcze nie ma. Rozmawiano na ten temat w ubiegłym tygodniu m.in. podczas pierwszego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego.

80 punktów

– Mamy informacje, że będzie przygotowywana tzw. mała nowelizacja, dostosowująca polskie przepisy do unijnych dyrektyw – mówi Marek Kowalski z Lewiatana, przewodniczący zespołu ds. zamówień publicznych Rady Dialogu Społecznego. Jego zdaniem, aby implementować dyrektywę, trzeba wdrożyć około 80 zmian.

Co konkretnie musiałoby się znaleźć w takiej małej nowelizacji pzp? Wojciech Hartung, ekspert ds. zamówień publicznych z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, wskazuje m.in. na doprecyzowanie definicji, włączając w to najważniejsze dla całej ustawy, tj.: „zamówienia publicznego" oraz podmiotów zobowiązanych do jej stosowania, w tym tzw. podmiotu prawa publicznego. – To ostatnie pojęcie nawet w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego jest interpretowane inaczej niż w orzecznictwie i doktrynie europejskiej, konieczne jest więc doprecyzowanie tego pojęcia w polskich przepisach, by były spójne z unijnymi – mówi Hartung.

Zwraca też uwagę, że konieczne jest dookreślenie wyłączeń, czyli sytuacji, w których nie trzeba stosować ustawy, rezygnacja z podziału na usługi priorytetowe i niepriorytetowe, bo nie ma już takiego rozróżnienia w nowej dyrektywie. Nowa dyrektywa reguluje też w miarę precyzyjnie kwestie zmiany umowy o zamówienie publiczne. – Dzięki temu w końcu również polscy zamawiający i wykonawcy będą mogli wprost korzystać z bardziej elastycznych i dostosowanych do realiów gospodarczych możliwości. Pozostaje również kwestia elektronizacji procesu udzielania zamówień, z tym że proces ten w znacznej części stanie się obligatoryjny dopiero od kwietnia 2018 r. – mówi Hartung.

Co z in-house

Eksperci zwracają uwagę, że wbrew opiniom, które się pojawiają w debacie, nie musimy wdrażać przepisów dotyczących in-house, czyli regulacji, które umożliwiają bezprzetargowe zlecania zamówień podmiotom zależnym, np. spółkom miejskim.

– Ewentualne wprowadzanie jakichkolwiek wyjątków od stosowania zamówień publicznych powinno być poprzedzone szeroką dyskusją ekspertów i praktyków – mówi dr Jakub Pawelec, radca prawny z kancelarii M. Mazurek i Partnerzy. – Obok wątpliwości prawnych, przedstawianych w wielu analizach, wskazywane są również doniosłe konsekwencje gospodarcze i społeczne. Do kwietnia pozostało zbyt mało czasu, aby konstruktywnie rozważyć wszystkie aspekty takiego rozwiązania – mówi mec. Pawelec.

Także Hartung podkreśla, że wprowadzenie takiej możliwości jest fakultatywne. – Ponadto dyrektywa określa w sposób bardzo ogólny granice, w jakich państwa członkowskie mogą się w tym zakresie poruszać, i to wyłącznie z punktu widzenia regulacji dotyczących zamówień publicznych – mówi Hartung.

Zdaniem dr. Pawelca, jeśli ustawodawca zdecyduje się na tzw. małą nowelizację pzp, której zadaniem byłoby implementowanie unijnych dyrektyw w części, to powinny się tam znaleźć także przepisy dotyczące klauzul społecznych – dyrektywy kładą bowiem większy nacisk na ich stosowanie. Nowym mechanizmem, który wymaga wprowadzenia, jest także tzw. partnerstwo innowacyjne. Ta procedura ma pozwalać na nabywanie przez zamawiających nowatorskich rozwiązań.

Co wprowadza dyrektywa

Mniej biurokracji, więcej innowacji

Dyrektywa wprowadza nacisk na odbiurokratyzowanie zamówień. Proponuje się, by był wymóg składania pełnej dokumentacji wyłącznie od zwycięzcy przetargu (dziś muszą je składać wszyscy uczestnicy postępowania). Wprowadza też tzw. jednolity europejski dokument zamówienia. Ma też nastąpić pełna elektronizacja zamówień, jednak czas na to jest do 2018 roku.

Dyrektywa kładzie też nacisk na wybór ofert najkorzystniejszych ekonomicznie, czyli uwzględniających końcowy koszt użytkowania produktu, a nie tylko samą cenę. Większy nacisk ma być położony na aspekty społeczne zamówień oraz na innowacje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA