fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Straż miejska a karanie kierowców

Fotorzepa, Michał Walczak
Odebranie strażnikom prawa do karania kierowców mocno uderzy w ich budżet, ale nie pozbawi sensu istnienia.

Piątek, 24 lipca, zapewne zapamiętają straże miejskie i gminne w całym kraju. Tego dnia Sejm zdecydowaną większością głosów odebrał im prawo do wykorzystywania fotoradarów. Chodzi o wszystkie urządzenia: stacjonarne, przenośne i mobilne. Co to oznacza dla straży i samorządów? Dużo chudsze budżety, zwolnienia, a dla wielu likwidację. Ze wstępnych kalkulacji wynika, że pracę może stracić na początek tysiąc, a z czasem i do 3 tysięcy osób.

Samorządy ubolewają

– To niszczy stworzoną przez gminne straże sieć fotoradarów stacjonarnych, która powodowała bardzo konkretne zmniejszenie liczby wypadków drogowych, również z udziałem dzieci – mówi Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich. – Od stycznia 2016 r. każdy nowy wypadek na przejściach, które przestaną być strzeżone przez gminne fotoradary, będzie obciążał sumienie tych, którzy za nowelizacją głosowali.

– Kilka lat temu ustawodawca wyposażył nas w możliwość prowadzenia kontroli w ruchu drogowym z wykorzystaniem stacjonarnych urządzeń rejestrujących – mówi Monika Niżniak, rzecznik Straży Miejskiej w Warszawie. I dodaje, że straż skutecznie korzystała z tego narzędzia, co, jej zdaniem, potwierdzają statystyki. W 2014 r. fotoradary straży zarejestrowały o 14 proc. mniej przekroczeń prędkości, a i 16,5 proc. mniej spraw w związku z niestosowaniem się kierujących do sygnalizacji świetlnej – wyjaśnia Monika Niżniak.

Swoje sukcesy ma też straż gminna powołana przez wójta Kobylnicy Leszka Kulińskiego. – Nie rozwiążemy straży, bo mamy co robić – zapewnia wójt. Twierdzi, że mają na terenie problemy z odpadami, zwierzętami i straż na pewno się przyda.

Tamtejsza straż dysponuje sześcioma fotoradarami stacjonarnymi i jednym mobilnym (używanym tylko podczas wakacji). Dzięki wystawionym na ich podstawie mandatom budżet gminy zarobił w 2013 r. 2 mln 200 tys. zł; w 2014 r. – 1 mln 900 tys. zł, a w pierwszej połowie 2015 r. – 811 tys. zł. Jak podaje wójt, roczny budżet gminy wynosi 56 mln zł, tak więc 1 mln 600 tys. zł, jakie zarobił na kierowcach, to niewielki procent.

Kierowcy się cieszą

– Nie doszłoby do tego, gdyby nie zachowanie samych strażników – mówi Łukasz Bosakowski z dolnośląskiego stowarzyszenia kierowców. Jego zdaniem, gdyby straż nie traktowała kierowców jako zapełniaczy gminnych skarbonek, NIK nie rekomendowałaby pozbawienia ich uprawnień. Bosakowski odpiera też zarzut braku dyscypliny kierowców.

– Dlaczego kierowca złapany na wykroczeniu jest w stanie przełknąć mandat od policji czy Inspekcji Transportu Drogowego, a z tym od straży ma problem? – pyta.

– Bo tamte służby nie stoją w krzakach, nie chowają urządzeń w kartonowych pudłach, rzekomo dbając o bezpieczeństwo na drodze – odpowiadali w trakcie debaty nad nowelą posłowie, którzy przygotowali projekt odbierający straży uprawnienia. Przestrzegali też, że ponieważ ustawa wejdzie w życie dopiero 1 stycznia 2016 r., straż miejska przez najbliższych pięć miesięcy może zechcieć się wykazać wyjątkową gorliwością, by odbić sobie przyszłoroczne straty.

Nie tylko kierowcy uważają, że przyznanie fotoradarów strażom miejskim było błędem.

– Przyznanie strażom gminnym prawa do korzystania z fotoradarów wynaturzyło w jakimś stopniu rolę, do jakiej te formacje były tworzone – mówi Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. – Zwłaszcza że były one bardziej traktowane jako maszynki do zarabiania pieniędzy, a w mniejszym stopniu służyły bezpieczeństwu. Miałbym w tej sprawie inne zdanie, gdyby pieniądze zarabiane na fotoradarach szły na poprawę bezpieczeństwa pieszych – podkreśla.

Tak jednak nie było.

– Bezpieczeństwo na drodze to przede wszystkim dobra infrastruktura: obwodnice, autostrady czy drogi służące szybkiemu przemieszczaniu się aut w mieście – wylicza. – Tam, gdzie stoją fotoradary, kierowcy zaczynają nerwowo hamować tylko po to, by za chwilę jeszcze dodać gazu – mówi Leszek Świętalski.

Małgorzata Woźniak, rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, przekonuje, że odebranie strażom urządzeń rejestrujących nie oznacza, że ich dalsze funkcjonowanie straci sens.

– Trzeba będzie przenieść ciężar odpowiedzialności strażników na wykroczenia związane z utrzymaniem porządku publicznego na terenie gminy, respektowanie prawa miejscowego – wyjaśnia. Zwraca też uwagę, że są straże, które urządzeń rejestrujących nie mają, a w swoich zadaniach skupiają się na działaniach prewencyjnych i profilaktycznych.

Z danych Krajowej Rady Komendantów Straży Gminnych i Miejskich wynika, że do końca 2013 r. zlikwidowano 23 straże. Obecnie funkcjonuje 596 straży gminnych (miejskich). W 1994 r. było ich 410.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA