fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Michał Sołowow: Bez prywatnych inwestycji rewolucja w energetyce nie będzie możliwa

Fotorzepa, Adam Tuchlinski
Dzisiaj prąd w Polsce jest najdroższy w Europie. Musimy podjąć wysiłek, żeby energia była przyjazna dla środowiska i miała przy tym racjonalną cenę – apeluje Michał Sołowow, przedsiębiorca, inwestor i najbogatszy Polak.

Jak pana firmy radzą sobie w dobie pandemii?

MICHAŁ SOŁOWOW: Jeszcze wiosną byłem pełen obaw, bo nikt nie wiedział, jak rozwinie się pandemia i jak długo potrwa lockdown. Przyznam, że pisałem wówczas dużo czarniejsze scenariusze niż te, które ostatecznie się zrealizowały. Paradoksalnie Covid nam pomógł. Przez to, że ludzie zamknęli się w domach i zaczęli rozglądać się wokół siebie, uznali, że warto poprawić swoje otoczenie. Zaczęli remontować łazienki, podłogi, generalnie wnętrza, i w ten sposób staliśmy się beneficjentami tej sytuacji. Większość moich firm ma wyprzedany towar i to mimo że przecież tymczasowo byliśmy zmuszeni do zamknięcia i produkcji, i sklepów. Cersanit, Barlinek, sklepy z wyposażeniem mieszkań Komfort, dyskontowe Nexterio czy Homla – wszędzie notujemy ponadprzeciętną sprzedaż, zdecydowanie lepszą niż przed rokiem. W większości moich biznesów jest więc zaskakująco dobrze. Najbardziej natomiast na skutek pandemii ucierpiał chemiczny Synthos, który działa w skali globalnej.

Czy rząd stanął na wysokości zadania, jeśli chodzi o wsparcie biznesu w tym trudnym okresie?

Pierwsza tarcza antykryzysowa była w mojej ocenie efektywna i szybko wdrożona, szczególnie w obszarze zatrudnienia. Oczywiście poszczególne branże ucierpiały w różny sposób. Są takie, które mocno przegrały na kryzysie, jak choćby hotele, restauracje i usługi, i dla nich pomoc mogła okazać się niewystarczająca. Natomiast obecnie, w czasie drugiej fali pandemii, jesteśmy jako państwo dużo wolniejsi w tworzeniu mechanizmów wspierających biznes, mniej aktywni. A przecież sytuacja wielu firm, które z kłopotami przeszły przez pierwszą falę kryzysu, teraz jest z pewnością jeszcze trudniejsza. Pamiętajmy też, że w gospodarce mamy do czynienia z systemem naczyń połączonych, a na końcu najważniejszy jest konsument. Obawiam się, że obecny kryzys doprowadzi do wzrostu bezrobocia i utraty zdolności konsumenta do wydawania pieniędzy, a to z czasem odbije się na całym rynku.

Czytaj także: Rachunki za prąd wzrosną o kilkanaście procent

Pana firmy mają ambitne plany inwestycyjne w obszarze redukcji emisji CO2. Dlaczego postanowił pan włączyć się do tej rewolucji energetycznej?

Nasza planeta to jedyne miejsce, w którym dziś żyjemy – musimy o nie dbać, dla siebie, dla naszych dzieci, wnuków. W pewnym sensie intuicyjnie, a może trochę świadomie przyłączyliśmy się do tej rewolucji już 15 lat temu. Barlinek jako pierwszy w Polsce zaczął sadzić las i robi to do tej pory. Za każdą paczkę sprzedanych desek sadzi jedno drzewo. W efekcie las Barlinka ma już ponad 15 mln drzew, a spółka od ponad dziesięciu lat ma ujemne emisje CO2. Barlinek jest zresztą unikalny w tym obszarze. Kupując drewno z lasu, wykorzystuje je w stu procentach – produkuje deski, pellet, energię elektryczną, ciepło i chłód. We wszystkich firmach podejmujemy daleko idące działania zmierzające do dekarbonizacji. Jestem przekonany, że to słuszny trend. Ocieplenie klimatu jest faktem, z którym musimy walczyć. Istotne znaczenie mają też względy ekonomiczne. Jeśli nie będziemy obniżać emisji gazów cieplarnianych, to nasze produkty będą drogie, bo dobiją nas rosnące koszty uprawnień do emisji CO2 i w konsekwencji rosnące ceny energii. W wielu produktach koszt energii elektrycznej sięga do 20 proc. To jest fakt mający znaczenie konkurencyjne, którego nie można lekceważyć.

Kupił pan połowę udziałów w firmie Corab działającej w branży fotowoltaicznej. Widzi pan potencjał do dalszego dynamicznego rozwoju tego rynku?

Zdecydowanie tak. Corab to stosunkowo duże przedsiębiorstwo, które w tym roku może się pochwalić sprzedażą na poziomie 800 mln zł i racjonalną marżą. Zdolności produkcyjne spółki w obszarze konstrukcji dla instalacji fotowoltaicznych sięgają 1,5 GW na rok. Poza tym firma sprzedaje też panele, inwertery i gotowe rozwiązania dla energetyki słonecznej – zarówno dla mikroinstalacji, jak i dla dużych farm. Wsiadam do tego pociągu w momencie, gdy rynek jest już mocno rozpędzony, dlatego szukałem spółki o odpowiednio dużej skali działania.

Jaki ma pan pomysł na rozwój tej firmy?

Przede wszystkim nie zepsuć tego, co działa dobrze, bo firma znakomicie się rozwija pod wodzą założycieli: Henryka Białego i Mirosława Pingota. Prowadzą tę firmę od około 30 lat. Zaczynali od produkcji anten satelitarnych, a od dziesięciu lat działają w fotowoltaice i odnieśli duży sukces. Osiągnięcie na tak szybko rosnącym rynku udziału na poziomie 30 proc. uważam za bardzo dobry wynik. Zapewniliśmy firmie Corab solidne fundamenty finansowe, które dają podstawę do myślenia o przeskalowaniu tego biznesu i wejściu w nowe obszary. Dziś Corab jest dostawcą gotowych rozwiązań dla mikroinstalacji i farm fotowoltaicznych. Produkujemy systemy montażowe, mamy własną elektronikę, jesteśmy dystrybutorem inwerterów, paneli fotowoltaicznych, a z czasem chcemy je sami najpierw montować, a potem produkować. Tym bardziej że – jestem o tym przekonany – Unia Europejska będzie dążyła do tego, by jak najwięcej komponentów dla energetyki było produkowanych lokalnie, a nie importowanych np. z dalekich Chin. Planujemy też, by Corab stał się inwestorem i deweloperem farm fotowoltaicznych. W pierwszej kolejności spółka pomoże nam budować własne instalacje słoneczne, które planujemy mieć praktycznie obok wszystkich naszych zakładów produkcyjnych.

Pierwsza farma już powstała obok fabryki Synthosu w Oświęcimiu. Co dalej?

To dopiero początek. To niewielka instalacja, o mocy 1 MW, która miała nas wprowadzić w ten biznes. Plany mamy zdecydowanie bardziej ambitne. W samym Oświęcimiu planujemy zbudować elektrownie słoneczne o mocy 50–150 MW. Obok fabryki Barlinka mamy już kupione 10 hektarów ziemi, gdzie również będziemy produkować zieloną energię. To niesamowite, jak szybko ten rynek się rozwija. Tylko w tym roku w Polsce powstało 357 tys. mikroinstalacji fotowoltaicznych. Taki boom był możliwy dzięki państwowym dotacjom, ale też z powodów czysto ekonomicznych. Do rachunków za energię dochodzi coraz więcej opłat i produkcja własnej energii staje się coraz bardziej opłacalna. Ja też zdecydowałem się niedawno na zamontowanie mikroinstalacji koło własnego domu, żeby zobaczyć i ocenić, jak wygląda to z perspektywy prywatnego inwestora. Corab wygrał i zrealizował dla mnie to zlecenie i to jeszcze przed transakcją. Inwestycja w fotowoltaikę po prostu się opłaca.

Analizuje pan też możliwości budowy małych reaktorów atomowych. To może być przyszłość energetyki?

Powołaliśmy specjalną spółkę Synthos Green Energy, która zajmuje się nowoczesną energetyką. Ma ona już gotowe studium wykonalności wdrożenia w Polsce małych reaktorów modułowych SMR i współpracuje w tym obszarze ze światowymi potentatami. Energetyka zmienia się nie tylko w Polsce czy w Europie, ale i na całym świecie. W ciągu najbliższych 10–20 lat ten rynek przejdzie totalną rewolucję. Wierzę w to, że energetyka atomowa stanie się fundamentem światowej energetyki na wiele dekad. Bo oprócz OZE i gazu potrzebujemy też stabilnych, zeroemisyjnych źródeł energii w podstawie. Ale nie chodzi tu o atom rozumiany jako olbrzymie bloki, które mogą być realizowane i finansowane wyłącznie przez państwo i to z różnym skutkiem. To już historia, nikt już w ten sposób nie będzie zarządzał energetyką. Chodzi o małe reaktory SMR i one są przyszłością. Pozwalają na prowadzenie szybkiego procesu inwestycyjnego, współpracę państw z prywatnymi inwestorami i na lokowanie takich elektrowni w pobliżu konsumenta. Gracze na całym świecie stawiają właśnie na ten kierunek, na przykład dla Amerykanów jest to bezdyskusyjne.

Tymczasem polski rząd stawia wyłącznie na duże bloki...

Rząd to są indywidualni ludzie i ich poglądy, nie zawsze wspólne, nie zawsze spójne, nie zawsze obiektywne – często niosące w sobie ładunek czystej polityki. Zdarza się tak, że czasem poglądy te materializują się w różnych dokumentach. Ale czy to ma jakieś znaczenie w perspektywie dekady? Nie można nie dostrzegać zmian, które dzieją się na świecie. Jeśli chcemy być progresywnym krajem, nie możemy korzystać z tego, co jest całkowicie passé. Niezależnie od tego musimy też sobie szczerze powiedzieć, że nie da się zrealizować budowy SMR (small modular reactor) bez współpracy z państwem. Ale z drugiej strony bez prywatnych inwestorów nie da się zrealizować zmiany miksu energetycznego w terminach, których oczekuje od nas Unia Europejska i których wymaga od nas dobro świata, oraz przeprowadzić w tak krótkim terminie skomplikowanych i kosztownych projektów inwestycyjnych w obszarze nowych technologii energetycznych. Zdecydowanie wierzę w zwycięstwo racjonalności. Dzisiaj prąd w Polsce jest najdroższy w Europie i nie możemy dopuścić do tego, by nasz kraj na dobre stracił przewagę konkurencyjną, którą kiedyś miał – czyli dostęp do tanich źródeł energii. Musimy podjąć wysiłek, żeby energia była przyjazna dla środowiska i miała przy tym racjonalną cenę. Żeby Polska mogła być atrakcyjnym miejscem dla inwestorów krajowych i zagranicznych.

Synthos i Vattenfall rozmawiają o możliwości współpracy w branży morskiej energetyki wiatrowej. Czy udało się dojść do porozumienia?

Jesteśmy bardzo blisko porozumienia i w najbliższym czasie powinniśmy podpisać umowę. Vattenfall dołączy do złożonego przez nas wniosku dotyczącego możliwości prowadzenia prac na Bałtyku. Wspólnie będziemy walczyć o uzyskanie koncesji, która pozwoli nam inwestować w morskie wiatraki. Mam nadzieję, że cały ten proces przebiegać będzie w sposób transparentny i polscy inwestorzy będą mieli szansę w nim uczestniczyć. My spełniamy wszelkie kryteria, mamy profesjonalnego partnera z ogromnym doświadczeniem w tym biznesie, ale czy uda nam się coś wygrać. Zobaczymy.

W Europie trwa wodorowa gorączka. Pan też inwestuje w technologie wodorowe?

Oczywiście. Mamy spółkę HT (wspólnie z prof. Tadeuszem Uhlem), która prowadzi bardzo zaawansowane prace nad ogniwem wodorowym. Jesteśmy już na ostatniej prostej. Chcemy wyprodukować ogniwo, które będzie mogło spalać wodór w celu produkcji energii elektrycznej i cieplnej przy bardzo wysokiej, ponadrynkowej sprawności. To doskonale wpisuje się w projekt firmy Corab – rozproszona energetyka konsumencka staje się jednym z kluczowych elementów rewolucji energetycznej.

To chyba wśród tych wszystkich energetycznych projektów brakuje panu tylko stacji do ładowania aut elektrycznych...

Szczerze mówiąc, to niczego mi nie brakuje i brakuje mi wszystkiego – tak jak nam wszystkim. Covid zmienił nasze życie i myślę, że marzeniem świata jest szczepionka pod choinkę, czego wszystkim życzę.

Pana zdaniem polska gospodarka szybko wróci do normalności?

Jeżeli uda nam się szybko zaszczepić istotną część społeczeństwa, to rynek wróci do zwyżek. Wszyscy jesteśmy spragnieni wolności, normalności.

Myśli pan o powrocie do sportu, do ścigania się?

To tak, jakby pytać alkoholika, czy chce się napić. Zawsze myślę i śnię...

CV

Michał Sołowow jest przedsiębiorcą i inwestorem, najbogatszym Polakiem według magazynu „Forbes". Wśród jego licznych firm wymienić można m.in. producenta płytek i ceramiki sanitarnej Cersanit, producenta podłóg drewnianych Barlinek, sieć sklepów Komfort czy chemiczny Synthos. Biznesmen odnosił też sukcesy jako kierowca rajdowy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA