fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Tymoteusz Zych: Konwencja stambulska w duchu neomarksizmu

„Urzędnikom na szkoleniach się wpaja, że siedliskiem przemocy jest tradycyjna rodzina”.
materiały prasowe
Nie podważamy celu tego dokumentu, ale zawarte w nim rozwiązania. Bo mówi on, że źródło przemocy tkwi w kulturze i zobowiązuje państwa do wykorzenienia tradycyjnych ról społeczno-kulturowych - przekonuje Tymoteusz Zych, wiceprezes Ordo Iuris.

Instytut Ordo Iuris chce wypowiedzenia konwencji stambulskiej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Organizacje pomagające ofiarom przemocy uważają, że jest przydatna. Czy to nie wystarczy, by ją zachować?

Ordo Iuris konsekwentnie pomaga ofiarom przemocy. Nie można postawić tezy, że wszystkie organizacje tę konwencję popierają. Choćby środowisko Caritasu wspiera ofiary przemocy i odcina się od zawartego w konwencji paradygmatu. Dokument ten utrudnia właściwe skonstruowanie systemu przeciwdziałania przemocy. Wbrew jego założeniom rzeczywiste jej przyczyny to nie tradycja, ale m.in. uzależnienie od alkoholu oraz seksualizacja wizerunku kobiety w mediach.

Czyli Ordo Iuris reaguje także na przemoc wobec kobiet?

Tak, choć to tylko jeden z obszarów udzielanej przez nas pomocy prawnej. Właśnie przygotowujemy poradnik dla ofiar przemocy domowej. Umieścimy w nim praktyczne informacje o istniejących środkach prawnych, które przysługują ofiarom.

Co konkretnie zrobi Ordo Iuris, gdy pobita kobieta zgłosi się na policję, a pomocy nie otrzyma?

Chcemy reagować już na pierwszym etapie, kiedy ofiara przemocy obawia się jej zgłoszenia. Nie jest to specyfika polska. Dane wskazują, że w Polsce ofiary zgłaszają się śmielej niż np. w Skandynawii, ale nie znaczy to, że można zanegować problem. Chodzi nam też o przekazanie wiedzy o środkach odwoławczych, w przypadku gdy organy ścigania zbagatelizują zgłoszenie.

W katolickim magazynie „Więź” prof. Michał Królikowski patrzy na konwencję stambulską przychylnie. Przyznaje, że w tradycyjnych związkach istnieje „jakaś struktura podległości” kobiety wobec mężczyzny, która może mieć związek z przemocą. A pasywny społecznie model funkcjonowania kobiet zwiększa prawdopodobieństwo, że ta przemoc wystąpi.

W tej kwestii nie zgadzamy się z prof. Królikowskim gruntownie. Jego artykuł bazuje na stereotypowym ujęciu tradycyjnej rodziny. Przedstawia też stereotypowe ujęcie pobożności katolickiej. Trudno mi sobie wyobrazić, by kierownik duchowy zniechęcał kobietę do przekazywania wiedzy o czynach zabronionych komukolwiek spoza rodziny tylko po to, by ocalić rodzinę. Trudno znaleźć dokumenty kościelne czy stanowisko Kościoła, które zawierałoby taką sugestię. Przeciwnie, wiara chrześcijańska i katolicyzm uznają szacunek dla kobiet za jedną z podstawowych zasad! Ma to wyraz choćby w kulcie maryjnym.

Dane Europejskiej Agencji Praw Podstawowych i OECD, instytucji dalekich od konserwatyzmu, pokazują, że w krajach, gdzie najsilniejsze jest małżeństwo (a wskaźniki rozwodów i urodzeń poza nim są niskie), odsetek przemocy wobec kobiet jest najniższy. Tradycyjny model rodziny według prof. Królikowskiego miałby oznaczać izolację kobiety od świata zewnętrznego. A jest odwrotnie, to właśnie model skandynawski i części krajów zachodniej Europy prowadzi do atomizacji społeczeństwa.

Prof. Królikowski uważa, że Kościół mógłby wyodrębnić przemoc wobec kobiet tak, jak wyodrębnił przemoc seksualną wobec dziecka.

Nie ulega wątpliwości, że specyfika przemocy wobec kobiet różni się choćby od przemocy wobec mężczyzn i zasługuje na odrębną regulację. Nie podważamy celu konwencji, ale zawarte w niej rozwiązania. Bo mówi ona, że źródło przemocy tkwi w kulturze i typowych rolach płciowych. Konwencja stambulska zobowiązuje państwa do wykorzenienia tradycyjnych ról społeczno-kulturowych – po angielsku gender.

Jednocześnie dane policji pokazują, że w ubiegłym roku w ogólnej liczbie ofiar przemocy domowej było 65 tys. kobiet, a mężczyzn 10 tys. To ogromna dysproporcja, a jej źródło gdzieś tkwi.

Mężczyzna jest silniejszy fizycznie od kobiety, co może mieć znaczenie w sytuacji konfliktu. A strona słabsza zasługuje na instrumenty wsparcia, które wypracowało społeczeństwo. Etos szacunku wobec kobiet dopełnia rzeczywistość biologiczną. Jednak spór dotyczy tego, czy to kultura i społecznie utrwalone role generują różnicę w statystykach, czy ją niwelują.

Konwencja obowiązuje w Polsce od pięciu lat. Czy z zapisów o rolach społeczno-kulturowych wyniknęło coś złego?

Na poziomie makro to działalność komitetu GREVIO monitorującego sposób wdrażania tej konwencji. W sposób dla mnie zaskakujący interpretuje on obowiązki państw dotyczące praw reprodukcyjnych, czyli np. aborcji. Ważniejszy poziom dotyczy życia codziennego Polaków. W wielu miastach urzędnicy są szkoleni w oparciu o ten akt w duchu neomarksizmu. Niejednokrotnie im się wpaja, że siedliskiem przemocy jest tradycyjna rodzina. Nasi prawnicy spotkali się z sytuacją, gdy do domu rodziny wielodzietnej, wykształconych rodziców ze stałymi dochodami, weszła urzędniczka i powiedziała: „dużo was tutaj, będziemy was kontrolować”. W innej sprawie, gdy dziecko powiedziało, że jego przyjacielem jest Pan Bóg, uznano, że religijność rodziców jest nadmierna.

Jest pan pewien, że uwaga „dużo was tutaj” miała uderzyć w rodzinę?

Tak, podałem dosłowny cytat. Sam fakt wielodzietności miał być dla urzędniczki zjawiskiem patologicznym, zasługującym na piętnowanie.

Rozmawiała Marzena Tarkowska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA