fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Mateusz Morawiecki: Polska staje się jednym z beneficjentów Brexitu

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Inwestorzy doceniają poprawę przejrzystości prawa zamówień publicznych, skuteczną walkę z korupcją i przestępczością gospodarczą oraz jakość warunków dla badań i rozwoju – mówi wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki.

Rzeczpospolita: Według „Financial Times" Polska znalazła się w ścisłej europejskiej czołówce, jeśli chodzi o wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2016 roku. Imponuje szczególnie ich wzrost o 74 proc. (do 9,9 mld dol.). Co przyciąga inwestorów do Polski? Jakie są nasze podstawowe atuty? Wciąż tylko tania siła robocza?

Mateusz Morawiecki: Ranking „FT" i miejsce, jakie zajmuje w nim Polska, to najlepsze potwierdzenie, że zmiana modelu gospodarczego, jaką rząd zaproponował półtora roku temu w ramach „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju", przynosi coraz lepsze rezultaty. Dlatego zaczęliśmy realizować nową politykę społeczno-gospodarczą, która z jednej strony naprawia błędy dotychczasowej transformacji, a z drugiej pozwala nam wziąć czynny udział w rewolucji przemysłowej 4.0. Pod flagą Polskiego Funduszu Rozwoju sprofesjonalizowaliśmy rozproszone dotychczas instytucje rozwoju na wzór światowych benchmarków, przyjęliśmy nowe kryteria ocen napływających do Polski inwestycji zagranicznych i przestaliśmy tylko mówić o innowacjach, lecz stworzyliśmy konkretne instrumenty wywierające pozytywną presję na budowę realnie innowacyjnej gospodarki. Dzięki temu, nie jesteśmy już tylko „dostawcą" taniej siły roboczej. Polacy dysponują konkretnymi – często rzadkimi – kompetencjami, z których korzystać mogą inwestorzy z branży IT, motoryzacyjnej, lotniczej, AGD, finansowej, B+R czy zaawansowanych centrów usług. Inwestorzy na pewno doceniają poprawę przejrzystości prawa zamówień publicznych, skuteczną walkę z korupcją i przestępczością gospodarczą oraz jakość warunków dla badań i rozwoju w Polsce.

W jakiś sposób pana rząd przyczynił się do tego wyniku?

Działania podejmowane przez nasz rząd z pewnością bardzo dobrze służą polskiej gospodarce. Powiem otwarcie – kiedy widzę dzisiejsze efekty w zwalczaniu bezkarnie hulających dotąd po Polsce mafii podatkowej i VAT-owskiej, to tym mocniej widać teoretyczność państwa polskiego w poprzednich latach. Dostrzegam ogromny potencjał polskiej przedsiębiorczości, który oczekiwał od państwa azymutu w postaci długofalowej strategii rozwojowej. A sprawne i odpowiedzialne państwo to istotny sygnał zarówno dla inwestorów krajowych, jak i poważnych inwestorów zagranicznych. To, że dziś czołowe instytucje finansowe i europejskie podnoszą – i to znacznie – prognozy makroekonomiczne dla Polski nie jest wypadkową jakiegoś boomu gospodarczego w Europie, bo go nie ma, tylko jest konsekwencją tego wszystkiego, co dzieje się w naszej gospodarce.

W efekcie lepszych prognoz gospodarczych, liczy pan na jeszcze szybszy napływ inwestycji zagranicznych?

Oprócz tego, ile napływa do Polski kapitału, ważne jest, co on ze sobą wnosi. Takie narzędzia, jak odświeżona działalność specjalnych stref ekonomicznych albo program wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki, pozwalają przyciągnąć do Polski te inwestycje, które poprzez nowe technologie, centra badań i rozwoju, absolutnie unikatowe produkty nie będą stanowiły konkurencji dla polskich firm, tylko podciągną krajowych kooperantów w drabinie rozwoju i stworzą dobrej jakości miejsca pracy. Nowoczesna fabryka baterii do samochodów elektrycznych LG Chem, zakłady produkcji silników Mercedesa i Toyoty, fabryka silników samolotowych Royce'a-Rollsa i wiele innych greenfieldowych inwestycji świadczą o tym najlepiej.

O jakie inwestycje zagraniczne zabiega teraz Polska?

Strategia reindustrializacji zakłada koncentrację na wybranych branżach. Tych sektorach, które charakteryzują się wysoką wartością dodaną, w których Polska ma już wysokie kompetencje, a ich znaczenie w światowej gospodarce będzie rosło. Są to np. branża lotniczo-kosmiczna, produkcja środków transportu, elektroniki wysokiej jakości. Chcemy wykorzystać trendy przemysłu 4.0, tak aby zwiększyć innowacyjność polskich firm w nowoczesnych obszarach gospodarki, zintegrować produkcję przemysłową z wykorzystaniem specjalistycznych technologii informatycznych. Obecnie zabiegamy szczególnie o inwestorów właśnie w sektorach zaawansowanych technologii i usług.

Zdecydowana większość zagranicznych firm obecnych już w Polsce boi się ryzyka politycznego i gwałtownych zmian legislacyjnych, co utrudnia im prowadzenie biznesu. Co pan na to?

Polska ma stabilny rząd, stabilną większość rządową w parlamencie i najlepsze od lat nastroje wśród obywateli i przedsiębiorców odnośnie do ich sytuacji materialnej i perspektyw rozwoju. Większość państw Zachodu może pozazdrościć Polsce takiej kumulacji optymizmu i stabilności. Trzeba też odróżniać powody, dla których zmienia się prawo. Gdy myślę o konstytucji biznesu lub pakiecie 100 zmian dla firm, to czuję, że nie ma chwili do stracenia, te zmiany i tak wchodzą dekadę za późno. Powstaje na naszych oczach, nowa, lepsza i bardziej spójna architektura prawna dla systemu prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Rozwiązania, które wprowadzamy, w wielu wypadkach cywilizują całe obszary prowadzenia działalności gospodarczej. Klauzula pewności prawa, domniemanie uczciwości przedsiębiorcy, zasada, że „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone" – tak, to wszystko zmiany w prawie, ale takie, które wprowadzają Zachód i likwidują Wschód w relacjach na linii firma–administracja.

Rozmawiając z tak wieloma zagranicznymi inwestorami nie spotyka się pan z pytaniami i obawami dotyczącymi nieprzewidywalności polskiej polityki?

Poważni i duzi inwestorzy zagraniczni są raczej impregnowani na retorykę opozycji, bo wiedzą jak działa demokracja. Najlepszym przykładem na to, że inwestycyjna pozycja Polski jest coraz lepsza, świadczy to, że stajemy się jednym z beneficjantów Brexitu – inwestorzy z Wysp w poszukiwaniu nowych siedzib dla swoich biznesów wybierają często Polskę. W ten sposób pozyskaliśmy już inwestycje, które dają dziś 30–40 tys. wysokopłatnych miejsc pracy dla polskich specjalistów. A będzie takich exodusów z Londynu do Polski jeszcze więcej.

W ujęciu całościowym trend dotyczący inwestycji w całej Europie jest niekorzystny. Wartość wszystkich inwestycji spadła w 2016 roku o około 10 proc. Co zrobić, aby zachęcić firmy do inwestowania?

To pytanie właściwie pokazuje europejski kontekst problemu. Spadek inwestycji zagranicznych w Europie kolejny rok z rzędu wynika przede wszystkim z niepewności spowodowanej napięciami wewnątrz UE, a także nierozwiązanymi problemami strukturalnymi wielu gospodarek, w szczególności krajów południowych. Polska na tym tle zdecydowanie pozytywnie się wyróżnia. Jesteśmy jednym z najdynamiczniej rozwijających się krajów UE. Potwierdzają to choćby najnowsze, bo piątkowe dane: Eurostatu, że produkcja przemysłowa w Polsce ma trzy razy wyższą dynamikę niż średnia unijna oraz GUS, że polski eksport w I kwartale przyspieszył do blisko 10 proc. Jestem spokojny o znaczący, nawet duży wzrost krajowych inwestycji w tym i kolejnych latach. To nie tylko kwestia bardzo dobrej kontraktacji funduszy unijnych, to też wprowadzenie naszych rządowych zachęt dla rodzimych przedsiębiorców. Podstawowym celem rządowej strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju jest wzrost udziału nakładów inwestycyjnych do poziomu powyżej lub mocno powyżej 20 proc. PKB w 2025 roku. Działania polityki strukturalnej związanej z poprawą klimatu inwestycyjnego dla inwestorów krajowych i zagranicznych, stabilne otoczenie makroekonomiczne i regulacyjne, rozwój i wzmocnienie rynku kapitałowego, sprawią, że ten ambitny cel osiągniemy.

Trudna sprawa. Z jednej strony myśli pan o rozwoju kraju, z drugiej strony – musi myśleć o trzymaniu budżetu w ryzach. Z jednej strony mamy deficyt poniżej 3 proc. PKB. Z drugiej strony zadłużenie sektora finansów publicznych przekroczyło bilion złotych. Jest się czego bać?

Nie dopuścimy do tego, żeby deficyt przekroczył 3 proc. PKB. Nie idziemy śladem naszych poprzedników, kiedy deficyt budżetowy sięgnął 8 proc. i był jednym z najwyższych w Europie. Nasze prognozy, które zawarliśmy w wieloletnim planie finansowym państwa zakładają, że deficyt z każdym kolejnym rokiem będzie spadał. W tym roku to powinno być 2,9 proc, w przyszłym 2,5 proc., ale już w 2020 r. poniżej 1,2 proc.

Kwestia biliona to taki napompowany balon PR-owy politycznych przeciwników. Każdy, kto ma elementarną wiedzę o ekonomii wie, że nigdzie na świecie nie rozmawia się o nominalnej wartości długu. To nie ma większego znaczenia dla inwestorów. Istotne są liczby względem PKB i tu jest wszystko pod pełną kontrolą. A mówiąc szczerze, magiczną granicę biliona złotych nasze państwo przekroczyłoby za naszych poprzedników, gdyby nie przejęcie przez nich OFE.

Nieprawdą jest też, że za naszych rządów wyjątkowo szybko rośnie dług publiczny. Prawdziwą miarą przyrostu zadłużenia jest bowiem deficyt budżetowy, a ten wyniósł w 2016 roku 2,4 proc. PKB i był najniższy od dziewięciu lat i jeden z najniższych w ostatnich 27 latach! Nominalny przyrost długu był zaś większy na skutek różnic kursowych, przejściowego deficytu na rachunku środków europejskich oraz zwiększenia przez nas poziomu wolnych środków. To ostatnie pokazuje, że zbudowaliśmy poduszkę płynności w budżecie i świadczy o wyjątkowo odpowiedzialnym podejściu do zarządzania finansami publicznymi.

Zresztą takie PR-owe zagrywki opozycji najlepiej weryfikuje rynek. Inwestorzy coraz chętniej sięgają po nasze obligacje. A liczne instytucje, w tym Komisja Europejska czy agencje ratingowe prześcigają się w coraz lepszych prognozach dla Polski. I to nie dziwi, gdyż nasza gospodarka stale się rozwija i zbliża się do poziomu dwóch bilionów złotych PKB.

Czy zmniejszenie luki w VAT to teoria czy rzeczywista likwidacja szarej strefy, wspierająca gospodarkę?

Gdyby to miała być tylko teoria, to pewnie skupilibyśmy się na czymś innym, bo to nie miałoby większego sensu. Likwidacja tej luki, to wymierne korzyści dla nas wszystkich i coraz silniej będziemy to odczuwać. Nasze dotychczasowe szacunki wskazują, że dzięki działaniom uszczelniającym w ubiegłym roku udało się zgromadzić w budżecie dodatkowo ok. 6 mld zł, z czego aż 4 mld zł, to zmniejszenie luki VAT. A to dopiero początek, bo pracujemy nad kolejnymi mechanizmami, które pozwolą na jeszcze bardziej skuteczną walkę z wyłudzeniami i oszustwami podatkowymi. Praktycznie w każdym tygodniu wdrażamy większe lub mniejsze rozwiązania informatyczne, regulacyjne i legislacyjne które usprawniają system ściągalności podatków. Dlatego wkrótce dostrzeżemy jeszcze większe wpływy do budżetu. Stanie się to już w tym roku. To są realne pieniądze porównywalne już niedługo z tym, co napływa do nas z UE. Dziś z samego tylko VAT ucieka nam około 40 mld zł. Do tego dochodzi jeszcze luka w CIT ok. 10–20 mld zł. Nasze szacunki przedstawione w wieloletnim planie finansowym państwa wskazują, że w latach 2017–2018 dzięki działaniom uszczelniającym odzyskamy około 20 mld zł. W latach 2019–2020 – kolejnych 10 mld zł. Lub więcej. Ja jestem przekonany, że więcej.

CV

Mateusz Morawiecki jest wicepremierem i ministrem rozwoju (od listopada 2015 r.), a także ministrem finansów (od września ubiegłego roku). W latach 2007–2015 był prezesem Banku Zachodniego WBK. Z instytucją tą związany był od 1998 r. Wcześniej pracował m.in. w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA