fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

6 tys. zł dla przewodniczącego komisji wyborczej?

Członkowie komisji wyborczych mogą otrzymać kilku lub kilkunastokrotnie wyższe diety
EAST NEWS, Jakub Kaminski
Na członków komisji zaangażowanych w głosowanie korespondencyjne będą czekać rekordowe diety. Ale i tak jego zorganizowanie graniczyć będzie z cudem.

Gdyby 10 maja wybory prezydenckie odbyły się w sposób tradycyjny, przewodniczący każdej obwodowej komisji otrzymałby 500 zł diety, jego zastępcy po 400 zł, a szeregowi członkowie – 350 zł. PiS prze jednak do przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych, a z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że w takim przypadku stawki pójdą w górę. I to mocno.

Jak wysoko, tego jeszcze nie wiadomo, jednak wzrost może być kilku albo nawet kilkunastokrotny. Decydować ma o tym prosta matematyka. – Nowych komisji wyborczych tzw. gminnych będzie mniej, a na każdego członka przypadnie więcej głosów do przeliczenia. Zamiast 300 tys. ludzi, którzy trafiliby do tradycyjnych komisji, będzie ich około 25 tys., a budżet zostaje ten sam – mówi nasze źródło.

Gdyby próbować budżet przeznaczony na komisje tradycyjne po prostu rozdysponować między gminne, stawki wzrosłyby do około 6 tys. dla przewodniczącego komisji, 4,8 tys. – jego zastępcy, a 4,2 tys. – dla członków. W przypadku drugiej tury głosowania zostałyby wypłacone ponownie.

Czy tak się rzeczywiście stanie? – Decyzja w sprawie diet zapadnie w najbliższych dniach – mówi rzecznik PKW Tomasz Grzelewski.

PKW do wydania uchwały potrzebuje podstawy prawnej, jaką jest ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych w 2020 r. Projekt tkwi jeszcze w Senacie, który na głosowanie nad nim ma czas do 6 maja.

Żniwa dla listonoszy

Na dobre stawki za roznoszenie pakietów wyborczych mogą liczyć też listonosze. Jakie? Tego też oficjalnie nie wiadomo. – Jeszcze nie podaliśmy takiej informacji – mówi „Rzeczpospolitej" rzeczniczka Poczty Polskiej Justyna Siwek.

Przed tygodniem pisaliśmy, że nieoficjalnie mówi się o 1,5 zł od pakietu. Oznacza to, że listonosz, mający w rejonie tysiąc punktów doręczeń, mógłby zarobić w trzy dni 1,5 tys. zł, czyli połowę miesięcznej pensji. Ponieważ doręczanie pakietów ma odbywać się w dwuosobowych zespołach, nie wiadomo, czy obie osoby miałyby otrzymywać po 1,5 zł za kopertę, czy też byłaby to kwota do podziału.

Dzięki atrakcyjnym stawkom nie brakuje listonoszy chętnych do dostarczenia pakietów w sumie 30 mln wyborcom. Jednak mimo tych finansowych zachęt organizacja wyborów w najbliższą niedzielę będzie dla rządzących nie lada wyzwaniem. Dostarczanie pakietów ma ruszyć już w poniedziałek i potrwać trzy dni. W weekend wyciekły informacje z wewnętrznego forum pracowników Poczty, z których wynika, że pocztowcom, którzy źle je dostarczą, mają nie grozić żadne kary. Problem w tym, że niewłaściwe dostarczanie może być nagminne i to nie z winy listonoszy. Poczta ma bazować na danych z systemu PESEL, bo część samorządów odmówiła przekazania rejestrów wyborców. A te zbiory danych nie są identyczne. Wątpliwe jest, czy zagłosować będą mogli wyborcy za granicą albo niewidomi, dla których PKW wydrukowała nakładki brajlowskie.

Sporo obaw mają też osoby odpowiedzialne za przeprowadzenie głosowania. – Nie wiemy, kto ma zasiadać w nowych komisjach gminnych i jak je powołać. W dodatku mają mieć tak ograniczone składy, że w niektórych gminach liczenie głosów będzie trwało wiele dni. To niemożliwe, by wszystko ogarnąć do 10 maja – mówi anonimowo jeden z komisarzy wyborczych.

Skąd wziąć karty?

Te problemy to jednak jeszcze nic, gdyby wskutek buntu Porozumienia Jarosława Gowina Sejm nie przyjął ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. Wtedy, o ile prawo znów nie zostanie zmienione, trzeba by zorganizować je w sposób tradycyjny.

– W wielu regionach brakuje członków komisji obwodowych i minęły niektóre terminy, np. do wzięcia zaświadczenia o głosowaniu w innym miejscu – mówi komisarz. Zaznacza, że największym problemem jest brak kart wyborczych. Na mocy jednej z ustaw antykryzysowych druk kart odebrano PKW na rzecz Ministerstwa Aktywów Państwowych. A ono zamówiło karty według innego wzoru niż ten ustalony przez PKW.

Tomasz Grzelewski zapewnia, że PKW pracuje, by być gotową na każdy z dwóch wariantów. – Jednak sytuacja jest trudna, bo część przepisów zostało zawieszonych, a nowych jeszcze nie ma – mówi.

W to, że głosowanie uda się przeprowadzić 10 maja, wątpi specjalista od systemów wyborczych prof. Jarosław Flis z UJ. – Prawo można nagiąć, ludzi kupić, ale czasoprzestrzeni się nie zagnie – zauważa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA