fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory do PE

Kandydaci SLD na listach KE: Perły w koronie Czarzastego

Twitter/SLD - Koalicja Europejska
SLD może zyskać na wyborach do PE, tylko jeśli mandat otrzyma ktokolwiek spoza ścisłego grona znanych polityków Sojuszu.

Sojusz Lewicy Demokratycznej nie musi się martwić o zbieranie podpisów pod listami do PE: w wielkiej Koalicji Europejskiej nie będzie z tym większych kłopotów. Ma jednak inny problem – to zachowanie wewnętrznej spoistości i dopilnowanie, by członkowie partii pozostali lojalni i nie porzucali partii dla potężniejszego suwerena. W niedzielę udało się Sojuszowi do tego celu przybliżyć. Podczas posiedzenia Rady Krajowej zatwierdzającej kandydatury do PE padła obietnica, że wszyscy startujący z list Koalicji Europejskiej z rekomendacji SLD pozostaną w socjaldemokratycznej frakcji w PE, czyli Grupie Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D). Nawet Włodzimierz Cimoszewicz i Marek Belka.

To sukces Czarzastego. W tej rozgrywce musiał przecież długo zachować kamienną twarz, bo to Grzegorz Schetyna wyznaczał pole gry. To on zdecydował, że Cimoszewicz czy Belka będą reprezentować Sojusz w eurowyborach, a jedynym powodem było to, że mają znane nazwiska i pełnili funkcję premiera. Nie jest tajemnicą, że obecnie związki z SLD mają słabe, żeby nie powiedzieć żadne.

Bardzo skomplikowana jest też relacja z Leszkiem Millerem, który otwarcie krytykował Czarzastego i wypowiadał mu posłuszeństwo, np. podczas wyborów samorządowych. Sojusz znalazł się więc w sytuacji bez wyjścia: musiał uznać, że Belka i Cimoszewicz to jego ludzie na „jedynkach" list KE albo pogodzić z myślą, że pierwsze miejsce przypadnie SLD tylko w Zachodniopomorskiem i Lubuskiem, bo Bogusław Liberadzki, jako urzędujący wiceszef PE, miał to raczej gwarantowane. W przeciwieństwie do byłego wiceministra obrony Janusza Zemke, który musiał zadowolić się „dwójką" w Kujawsko-Pomorskiem. Teraz szef SLD – wzorem innych liderów – może mówić o własnej drużynie. – To jest ekipa lewicowa, która szła różnymi drogami, ale ekipa, która się zawsze szanowała i współpracowała ze sobą (...) To jest ekipa, z której jestem dumny, będziemy walczyli. Jak jesteśmy razem, zawsze zwyciężamy – zapewniał Czarzasty podczas niedzielnej konferencji prasowej.

Wszystkie wystąpienia najważniejszych kandydatów – Belki, Cimoszewicza i Millera (transmitowane) – zawierały w sobie przyrzeczenie pozostania w S&D, zgrabnie wplecione w treść. Co do innych kandydatów SLD takich wątpliwości nie było i pewnie dlatego działacze Sojuszu liczą na niespodzianki, czyli wejście kogoś z dalszych miejsc – np. lekarza Riada Haidara na Lubelszczyźnie, Elżbiety Jachlewskiej na Pomorzu czy Marka Balta na Śląsku. Szanse może mieć także Małgorzata Szmajdzińska, startująca z trzeciego miejsca w okręgu Dolny Śląsk i Opole. Każda z tych osób może się stać perłą w koronie Czarzastego – pod warunkiem że wejdzie do PE.

Czy sukces wyborczy, czyli wprowadzenie pięciu–sześciu eurodeputowanych przez SLD, scementowałby Koalicję Europejską na wybory parlamentarne? Tu żadne wyraźne deklaracje nie padają. Sojusz wie, że groźba roztopienia się w centrowej koalicji jest znaczna, tym bardziej że w większości kwestii działacze SLD mają poglądy zbieżne z kolegami z PO i Nowoczesnej, a niektórzy nawet z lekko konserwatywnym PSL. Ale – jak powiedziała „Rzeczpospolitej" jedna z działaczek Sojuszu: – Po co mówić wiosną o jesieni?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA