fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Rząd i taksówkarze w środę będą rozmawiać o wyłączeniu Ubera

Poniedziałkowy protest taksówkarzy w Warszawie
AFP
W środę o godz. 12 w Radzie Dialogu Społecznego mają spotkać się protestujący taksówkarze oraz przedstawiciele strony rządowej. Wypracować mają wspólnie rozwiązania, które doprowadzą do uregulowania rynku przewozu osób.

Oczekiwania taksówkarzy są klarowne – chcą odrzucenia opracowanego przez rząd projektu nowelizacji ustawy transportowej i zablokowania takich aplikacji jak Uber, czy Bolt (dawne Taxify), do czasu przyjęcia nowych regulacji.

Bunt w środowisku taxi. Nie słuchają związkowych szefów

Tadeusz Stasiów, prezes Samorządnego Związku Zawodowego Taksówkarzy RP, podkreśla w specjalnym oświadczeniu cel, jak stawia sobie środowisko taxi: „(...) całkowitą likwidację nielegalnych przewozów, obronę rodzimej przedsiębiorczości w transporcie osobowym oraz spowodowanie, by szkodliwy projekt nowelizacji ustawy o transporcie autorstwa Ministerstwa Infrastruktury, stanowiący o legalizacji patologii i przestępstwa gospodarczego, nigdy nie został uchwalony przez Sejm". Jeśli postulaty nie zostaną spełnione taksówkarze wrócą do strajku. W poniedziałek około 1,5 tys. przedstawicieli tego środowiska z całej Polski zablokowało główne arterie Warszawy. We wtorek zawiesili protest, ale zapowiadają, że – jeśli rozmowy nie pójdą po ich myśli – będą manifestować do skutku.

FPP: wpychanie do epoki PRL-u

Wielu ekspertów branży transportowej uważa, że nie ma potrzeby zmiany projektu ustawy, bowiem wersja zaakceptowana ledwie z początkiem kwietnia przez Radę Ministrów, pod dwóch latach trudnych prac m.in. w resorcie infrastruktury, wydaje się jedynym możliwym konsensusem. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że rząd przygotował dobry projekt, zrównujący warunki konkurencyjne na rynku przewozów i uwzględniający postulaty wielu stron – w tym liczne wymagania stawiane przez środowisko taksówkarskie.

Zdaniem FPP niezrozumiałe jest zatem postulowanie wprowadzenia zakazu dla aplikacji. Marek Kowalski, przewodniczący FPP, podkreśla, że tworzenie sztucznych barier dla zabetonowania rynku nie ma sensu. - Używanie taksometru lub aplikacji jest dużo uczciwsze dla klientów. Mam nadzieję, że rząd nie ugnie się przed garstką ledwie 1,5 tys. ze 120 tys. zarejestrowanych w Polsce taksówkarzy. Chcą oni wepchnąć przewóz osób z XXI w. do czasu epoki PRL-u - oburza się Kowalski.

Jego zdaniem nie ma żadnego sensownego uzasadnienia, by blokować aplikacje czy korzystanie z nawigacji. - Opcja ustalenia ceny kursu z góry to kwestia ważna dla klientów – w przypadku taksometru wsiadając do taksówki nigdy nie wiem, ile zapłacę za kurs. Dzięki aplikacji mam ten komfort - argumentuje szef FPP.

TOR: Uber nie zaszkodził taksówkarzom

Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, zwraca uwagę na to, że aplikacje taksówkowe oraz przewozy autami prywatnymi ułatwiają przemieszczanie się osobom, dla których zwykłe taksówki są za drogie. Ale to bynajmniej nie eliminuje z rynku taksówkarzy. TOR badał to zjawisko w latach 2013 - 2016. Z wydanego w 2017 r. raportu wynika, że miastach, w których pojawił się Uber, nie spadła liczba taksówek. Przeciwnie, liczba wydawanych licencji wzrastała: w Krakowie o ponad 8 proc, a we Wrocławiu i Warszawie o ok. 15 proc. Nie zanotowano pogorszenia sytuacji kredytowej kierowców ani zachwiania w regulowaniu rat leasingowych.

Mimo to taksówkarze walczą z poszerzaniem dostępu do rynku. W 2013 r. protestowali przeciwko temu, by w gminach powyżej 100 tys. mieszkańców kierowcy nie musieli zdawać egzaminów z topografii i prawa miejscowego (Trójmiasto zliberalizowało ten przepis, nic złego się nie stało). Protestowali też gdy pojawił się w Polsce Uber – oficjalnie w trosce o bezpieczeństwo klientów.

- Taksówkarze, a przynajmniej spora ich część, nigdy nie będą zadowoleni. Teraz protestują nadal, mimo że przyjęty przez rząd projekt ustawy, nakazuje kierowcom Ubera licencje taksówkarza uzyskać, przy czym warunki jej zdobycia będą znacznie łatwiejsze dla wszystkich - wskazuje Adrian Furgalski.

Przypomnijmy, że projekt ustawy transportowej zakłada m.in. konieczność posiadania specjalnych licencji dla operatorów aplikacji pośredniczących w łączeniu pasażerów z kierowcami. A to był postulat samych taksówkarz. Jeszcze w 2017 r. Paweł Kubas, przewodniczący sekcji taksówkarzy w Krakowie NSZZ „Solidarność 80", przekonywał, że „konieczne jest objęcie obowiązkiem uzyskania licencji działalności polegającej na pośredniczeniu w zamawianiu przewozów osób".

Rząd może złamać Konstytucję

Treść poniedziałkowego porozumienia taksówkarzy z rządem, w którym wspomina się o możliwości wyłączenia aplikacji Uber, czy Bolt, zaskoczyła pośredników w przewozach. Alex Kartsel, country manager Bolt na Polskę nie kryje zdziwienia. Twierdzi, że „pod naciskiem agresywnych działań (incydenty wybicia szyby w tramwaju, oblanie niezidentyfikowaną cieczą pojazdu taksówkarza, który nie brał udziału w proteście), czy – co równie rażące – zachowań ksenofobicznych (odnotowany wczoraj przez Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych incydent wobec obywatela Ukrainy) przedstawiciele rządu zdecydowali się na podpisanie porozumienia uderzającego w swej treści w zapoczątkowane zmiany mające na celu regulację rynku przewozu osób w Polsce”.

– Od początku obecności Bolt na polskim rynku wskazujemy na gotowość do współpracy w zakresie tworzenia prawa, które służyłoby wszystkim podmiotom na rynku. Projekt ustawy w obecnym kształcie nakłada dodatkowe obowiązki na platformy łączące pasażerów i kierowców, natomiast stanowi ukłon w stronę taksówkarzy, odnośnie do których wymagania zostały mocno ograniczone. Dla Bolt to rozwiązanie kompromisowe, na które jesteśmy gotowi, mając jako nadrzędny cel regulację rynku przewozu osób w Polsce – podkreśla Kartsel.

Nie rozumie, dlaczego poruszono kwestię „możliwości czasowego wyłączenia aplikacji służących do zamawiania przejazdów do momentu uregulowania ich funkcjonowania nową ustawą”. – Bolt jest legalnie działającą spółką, wpisaną do rejestru przedsiębiorców. Próby ograniczenia działalności legalnie działającej spółki łamią podstawowe prawa wolności gospodarczej zagwarantowanej w Konstytucji RP – zaznacza Alex Kartsel.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA