fbTrack

Telekomunikacja i IT

Mało kto wie, że polska branża IT ma już 70 lat

Na autorskie rozwiązania postawiło Asseco
materiały prasowe
W 1948 r. wybitni polscy uczeni i inżynierowie dyskutowali o budowie „aparatów matematycznych".

Początki rodzimej informatyki sięgają zaskakująco zamierzchłych czasów. Według niektórych sięgnąć powinniśmy aż do XIX w., kiedy to genialny zegarmistrz Abraham Stern skonstruował serię maszyn liczących. Wykonywały one podstawowe działania arytmetyczne i potrafiły wyciągać pierwiastki kwadratowe.

Częściej jednak za datę będącą kamieniem milowym polskiej informatyki przyjmuje się 23 grudnia 1948 r. Wtedy właśnie, w kraju zniszczonym przez II wojnę światową, odbyło się spotkanie matematyków (K. Kuratowski, A. Mostowski, H. Greniewski) i  inżynierów (K. Bochenek, L. Łukaszewicz, R. Marczyński), na którym dyskutowali oni o budowie „aparatów matematycznych".

Zadanie było niełatwe: kraj dopiero podnosił się z powojennych ruin. Zdobycie środków finansowych i  wsparcia technologicznego było wtedy dla naukowców nie lada wyzwaniem. Po kilku latach przy Instytucie Matematycznym powstał zespół nazwany Grupą Aparatów Matematycznych. Owocem jego pracy była m.in. maszyna EMAL, ale jej uruchomienie i funkcjonowanie przysparzało wielu problemów. Następnie powstał udoskonalony XYZ i to właśnie jego zwykło się uważać za pierwszą uniwersalną polską maszynę cyfrową. Kolejne lata przyniosły nowe wynalazki. O niektórych już zapomniano, inne obrosły legendą, jak choćby seria komputerów Odra, produkowanych w Zakładach Elektronicznych Elwro. Na początku lat 90. firmę sprzedano niemieckiemu Siemensowi. Dziś Elwro jest już tylko wspomnieniem.

– Lata 80. i 90. to przełomowy czas rozwoju branży IT w Polsce. Królowała wtedy improwizacja, ale przede wszystkim wiara w dynamiczny rozwój i sukces na skalę światową – komentuje Mikołaj Krzemiński, prezes firmy Clotify.

Nowy układ sił

Z biegiem lat globalne koncerny coraz mocniej rozpychały się na światowych rynkach, również na naszym. Tymczasem polskie firmy przeżywały wzloty i upadki. Nie sposób nie wspomnieć o Optimusie, którego twórcą był Roman Kluska. Od zera stworzył dużą montownię komputerów. Po latach stoczył długi bój z systemem urzędniczym: został oskarżony o przestępstwa skarbowe. Jak się potem okazało, niesłusznie. Od tego czasu minęło już kilkanaście lat, ale fiskus nadal ma branżę IT pod szczególną „opieką", czego dowodzą liczne kontrole skarbowe prowadzone wobec dystrybutorów sprzętu – czytaj str. 82.

– W ciągu ostatnich prawie 30 lat polski rynek IT zmienił się bardzo mocno. Początkowo istniały głównie firmy garażowe, które miały utrudniony dostęp do zdobycia kapitału na rozwój i zajmowały się składaniem komputerów czy też usługami integracyjnymi, opartymi jednak na sprawdzonych rozwiązaniach zagranicznych gigantów. Brakowało ludzi z doświadczeniem w prowadzeniu działalności gospodarczej. Wiele firm przebyło długą drogę do miejsca, w którym znajdują się obecnie – komentuje Piotr Żółkiewicz, zarządzający funduszem Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ.

Na autorskie rozwiązania postawiło rzeszowskie Asseco Poland, stworzone przez Adama Górala, który do dziś zarządza firmą.

– Polski sektor nowych technologii nie może konkurować z gigantami zagranicznymi, którzy zarabiają dziesiątki czy setki miliardów dolarów. Nie ma większego sensu mierzyć się z tymi gigantami w zakresie produkcji procesorów, komputerów, baz danych, narzędzi programistycznych czy systemów takich jak Office. Możemy jednak szukać swojego miejsca, koncentrując się na wybranych specjalizacjach, np. w obszarze aplikacji biznesowych, gier czy usług informatycznych – mówi Artur Wiza, wiceprezes Asseco Poland.

Aplikacje biznesowe służą do zarządzania przedsiębiorstwami, instytucjami finansowymi oraz administracją publiczną. – Specyfika lokalna, uwarunkowania prawne i przede wszystkim wiedza na temat klientów, z którymi pracuje się na miejscu, umożliwia tworzenie produktów, które mogą konkurować z zagranicznymi firmami IT – podkreśla wiceprezes Asseco.

Obecnie rzeszowska grupa działa jako federacja firm w ponad 50 krajach. Jest największym dostawcą nowoczesnych rozwiązań informatycznych w Europie Środkowo-Wschodniej. Z kapitalizacją wynoszącą 3,7 mld zł wchodzi w skład indeksu giełdowego WIG30, jest również największą spółką w branżowym indeksie WIG-informatyka.

Comarch wyceniany jest na warszawskiej giełdzie na ponad 1,3 mld zł. Obie firmy mają wiele cech wspólnych: charyzmatycznego założyciela-wizjonera, nie boją się stawiać na autorskie rozwiązania, a gros swoich przychodów osiągają na rynkach zagranicznych.

Różni ich m.in. strategia ekspansji. Asseco Poland stawia na przejęcia, Comarch woli się rozwijać organicznie.

Walka o specjalistów

W 2017 r. światowy rynek IT zanotował wzrost o 3,3 proc., w 2018 r. może urosnąć o prawie 5 proc., do niemal 3,7 bln dol. Tak jak w ubiegłych latach największy udział w rynku będą miały usługi telekomunikacyjne, a najszybciej będzie zwiększać się popyt na oprogramowanie dla przedsiębiorstw oraz usługi IT – prognozuje instytut badawczy Gartner. Lokalne firmy analityczne przewidują z kolei, że polska część tego tortu urośnie w tym roku o 4–6 proc.

Wiele wskazuje na to, że potencjał polskiej branży IT jest zdecydowanie wyższy od tego, co pokazują statystyki. W USA rynek rozwiązań informatycznych rośnie dwa razy szybciej niż tempo wzrostu PKB tego kraju. Zupełnie inaczej wygląda to w Polsce: według raportu Computerworld TOP 200 w 2017 r. sektor IT rósł tylko o 1 proc. To mniej, niż wyniosła inflacja w tym czasie oraz zdecydowanie mniej niż dynamika naszej gospodarki.

– Wiele krajowych spółek informatycznych odnotowało w ostatnim czasie znaczące spadki przychodów, a kilka z nich ma poważne problemy finansowe. To niepokojący sygnał dla kraju, który jest znany ze świetnych informatyków na świecie – mówi prezes Wiza. Dodaje, że duża liczba dobrze przygotowanych informatyków jest już wykorzystywana przez tysiące firm, które outsoursują u nas usługi informatyczne.

Pomagają nam nadal niższe ceny i lepsza ocena naszych specjalistów, np. w stosunku do Indii, które są wiodącym krajem w tej kategorii. Rosnące płace i brak rąk do pracy mogą jednak ograniczać możliwości dalszych wzrostów. Dlatego tak ważne jest kompleksowe podejście do kształcenia informatyków, podnoszenie ich kompetencji i dostosowywanie do nowych trendów, takich jak sztuczna inteligencja czy robotyka.

Informatyka stała się już jednym z pięciu najczęściej wybieranych kierunków studiów w Polsce. Należy spodziewać się też dalszego rozwoju firm szkoleniowych, które zachęcają do przekwalifikowania. Potencjał tego rynku jest już widoczny, o czym świadczy chociażby niedawny zakup przez grupę Pracuj.pl firmy Coders Lab. Według ekspertów w tej chwili na polskim rynku brakuje co najmniej 50 tys. programistów.

Dystrybutorzy pod lupą

To, jak wielką przemianę przeszła branża IT, pokazuje historia AB – wrocławskiego dystrybutora IT i elektroniki użytkowej.

Na początku lat 90. Andrzej Przybyło, założyciel i obecny prezes, zaczął działać w branży komputerowej. Zaoszczędzone pieniądze z wyjazdów do pracy do Norwegii zainwestował w sprzedaż materiałów eksploatacyjnych do komputerów: dyskietek, taśm do drukarek. Jego pierwszymi klientami byli właściciele łóżek polowych, straganów na chodnikach i ulicach. Możliwości młodej firmy również były pionierskie. Pierwszym transportowym „tirem" był mały fiat, z którego wyjęto wszystkie siedzenia, aby ładować paczki, które wożone były na PKP – do jedynego ówcześnie spedytora. Pierwszy magazyn towaru mieścił się w hotelu robotniczym na pierwszym piętrze, co skutkowało tym, że dostawy towaru były przerzucane z rąk do rąk na pierwsze piętro i wrzucano je przez otwarte okno.

Zdobywanie klientów też było zupełnie inne niż obecnie. Duże znaczenie miał kontakt osobisty, ponieważ komunikacja nie była tak rozwinięta jak dzisiaj i opierała się na tradycyjnej, często zawodnej telefonii. Dlatego szybko AB otworzyło aż osiem lokalnych oddziałów – dzięki temu mogło być bliżej klienta i jego zamówień.

Znaczącym przełomem w rozwoju samej firmy, jak i rynku IT w Polsce były zdobywane przez AB nowe kontrakty dystrybucyjne. Jednym z nich była umowa z firmą Polaroid na dystrybucję ekranów ochronnych na monitory komputerowe. Tym bardziej cenna, że był to produkt na wyłączność wrocławskiego dystrybutora.

W kolejnych latach firma wszystkie swoje zyski inwestowała w rozwój. Aby jednak planować rozwój w dłuższej perspektywie, potrzebny był zastrzyk dużego kapitału. Udało się to w 1998 r., kiedy pozyskano finansowanie od funduszu inwestycyjnego Enterprise Investors. Za kapitałem popłynęła także duża dawka wiedzy na temat zarządzania biznesem.

Obecnie grupa kapitałowa AB z rocznymi przychodami rzędu 8,5 mld zł plasuje się w czołówce największych dystrybutorów IT i elektroniki użytkowej w Europie (ósme miejsce na Starym Kontynencie). Prowadzi działalność operacyjną w Polsce, Czechach i na Słowacji (po akwizycji w 2007 r. lokalnego dystrybutora AT Computers), gdzie jest niekwestionowanym liderem rynku, sprzedając produkty największych światowych producentów nowoczesnych technologii do ponad 16 tys. partnerów handlowych. Historia AB potwierdza, że warto inwestować w rozwój. Ostatnią dużą inwestycją tej firmy była budowa centrum dystrybucyjnego w Magnicach, na które przeznaczono blisko 130 mln zł. AB jest chwalone przez analityków za ostrożne podejście do biznesu. To jedna z nielicznych dużych firm w tej branży, która nie musi walczyć z fiskusem.

Nie można tego natomiast powiedzieć o Action. Spory z urzędem skarbowym były iskrą zapalną, która dwa lata temu zmusiła firmę do rozpoczęcia sanacji. Teraz próbuje odzyskać rynek i porozumieć się z wierzycielami. Konsekwentnie neguje też zarzuty skarbówki, twierdząc, że stała się kozłem ofiarnym w branży i że jest karana za przewinienia podmiotów trzecich. Action jest jednym z  pionierów postępowania sanacyjnego. To nie ułatwia mu działania, ponieważ musi mierzyć się nie tylko z nowymi regulacjami, ale też z niewiedzą kontrahentów. – Wierzyciele podchodzą do nas jak do jeża. Nie znają jeszcze specyfiki postępowania sanacyjnego i nie za bardzo wiedzą, czego się spodziewać – mówił po rozpoczęciu sanacji w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Piotr Bieliński, prezes i znaczący akcjonariusz grupy Action.

Kłopoty tej firmy wykorzystać próbują inni gracze, bo rynek nie znosi próżni. Mowa przede wszystkim o międzynarodowych koncernach. Najmocniej rozpycha się Also, które walczy tak ostro, że gotowe jest nawet ponosić straty. Dla branży to niekorzystna sytuacja, Also narzuca tak niskie ceny, że marże dystrybutorów – i tak co do zasady niskie – spadają jeszcze mocniej.

Oprócz wspomnianego już AB mocną pozycję na polskim rynku dystrybucji ma też ABC Data. Gdy rozpoczynała działalność w Polsce, handel sprzętem w tej części Europy dopiero raczkował.

– Różni przedsiębiorcy bardzo często na własną rękę przywozili po kilka sztuk kupionych za gotówkę urządzeń z Zachodu, a następnie niemal natychmiast odsprzedawali je z kilkudziesięcioprocentową marżą – wspomina Andrzej Kuźniak, wiceprezes ABC Daty. Dodaje, że w krajach Europy Zachodniej z nowoczesną technologią można było spotkać się niemal na każdym kroku, zarówno w firmach, jak i u prywatnych użytkowników. Natomiast w Polsce komputer czy drukarka wciąż były czymś wyjątkowym i rzadko spotykanym. Na naszym rynku nie działali wtedy w zasadzie żadni liczący się globalni gracze. Obecnie przynajmniej jeden komputer w domu ma blisko 82 proc. gospodarstw domowych, a swoje przedstawicielstwa w Polsce mają w zasadzie wszystkie najważniejsze firmy IT.

– W pierwszym okresie działalności ABC Data miała zaledwie 550 produktów w ofercie i obsługiwała ok. 60 klientów w naszym kraju. Dziś jest to ponad 80 tys. produktów i ponad 13 tys. klientów w Europie Środkowo-Wschodniej – wskazuje wiceprezes. Podkreśla, że firma trafnie wyczuła moment, w którym trzeba było położyć nacisk na sprzedaż laptopów. Choć można odnieść wrażenie, że komputery przenośne są z nami od zawsze, tak naprawdę historia ich ogromnej popularności zaczęła się dopiero w tym stuleciu. Jeszcze w okolicach 2002 r. laptopy stanowiły zaledwie ok. 20 proc. sprzedawanych komputerów, a wszyscy stawiali na desktopy.

– Przełom przyniosła w mojej ocenie premiera w 2003 r. platformy Centrino firmy Intel, która trafnie przeczuła, że laptopy mogą wyprzeć z rynku tradycyjne komputery – mówi wiceprezes ABC Daty.

Rozwiązanie to pozwoliło na uzyskanie znacznej oszczędności energii zużywanej przez komputery przenośne, a tym samym przyczyniło się do zwiększenia ich mobilności. Kolejnym przełomowym momentem był rok 2007, kiedy to Apple zaprezentowało pierwszego iPhone'a. Oczywiście, telefony z ekranem dotykowym spotykane były już wcześniej, jednak to właśnie iPhone łączył funkcje telefonu, komunikatora i mobilnego centrum rozrywki, wyznaczając kierunek rozwoju telefonów komórkowych, o których zaczęto myśleć jako o smartfonach. Trzy lata później, w 2010 r., Apple zaprezentował światu iPada.

Ponad 20-letnie doświadczenie na polskim rynku IT ma Komputronik. W przeszłości był kojarzony przede wszystkim z handlem komputerami. Teraz jednak jego oferta jest zdecydowanie szersza. Ma też spółkę zależną Komputronik Biznes, która zajmuje się outsourcingiem IT.

– Przedsiębiorstwa, które zdecydowały się na powierzenie części lub całości swojej infrastruktury zewnętrznym podmiotom, zwykle chwalą sobie te decyzje. Koszty takich kontraktów są przeważnie mniejsze od ponoszonych na własny zespół – przekonuje Mirosław Jasiak, dyrektor marketingu Komputronika Biznes. Dodaje, że zainteresowanie outsourcingiem IT mocno rośnie, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę zniwelowanie ryzyka związanego z dostępnością zasobów (choroby, urlopy, odejścia członków zespołu) i zapewnienie ciągłości świadczenia usług, nawet przez 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

Optimus – zmarnowana szansa polskiej przedsiębiorczości

Optimus – zmarnowana szansa polskiej przedsiębiorczości

Warto spojrzeć szerzej

W ostatnich latach na rynku IT pojawiło się  bardzo dużo kapitału. To powoduje, że przedsięwzięcia, które jeszcze w latach 90. nie zdobyłyby finansowania, teraz nie mają problemu z pozyskaniem środków na rozwój. Ale ma to też swoje złe strony.

– Rynek jest zalewany nowymi startupami, które w wielu przypadkach sprzedają marzenia, a nie realny produkt czy usługę, która ma rzeczywiście rozwiązać problem swoich potencjalnych klientów – ocenia Żółkiewicz. Dodaje, że potencjału polskiego rynku IT nie poprawi tysiąc kolejnych startupów, które znikną po roku.

Wyrosła też spora grupa spółek, które zajmują się tworzeniem oferty dopasowanej pod dotacje z Unii Europejskiej. Takie firmy działają głównie z powodu konieczności rozliczenia dotacji, natomiast ich biznesowa wartość i perspektywy na przyszłość są wątpliwe.

Odwaga przedsiębiorców pozwoliła natomiast niektórym firmom stworzyć produkty, które są sprzedawane na rynku globalnym. Mowa tu nie tylko o wspomnianym już Comarchu czy grupie Asseco. Na światowe rynki przebojem wdarł się też produkujący gry CD Projekt (co ciekawe, to prawny następca Optimusa).

W tym samym czasie zaczynają pojawiać się lokalni czempioni, którzy z powodzeniem rywalizują z zagraniczną konkurencją. Przykładem Allegro, które poradziło sobie z eBayem.

– Jeszcze na początku lat 90. nie do pomyślenia było, aby polska firma z branży IT lub e-commerce była w stanie konkurować z rozwiązaniami wielkich korporacji – mówi Żółkiewicz. Wskazuje, że przykładem firmy niebojącej się zagranicznej konkurencji jest IAI, będące odpowiednikiem amerykańskiego Shopify, wycenianego w Stanach Zjednoczonych na kilkanaście miliardów dolarów.

IAI dostarcza zintegrowane rozwiązania programistyczne dla sklepów internetowych. Spółka działająca na rynku NewConnect, została niedawno przejęta przez giełdowe MCI, które za pakiet kontrolny zapłaci łącznie 140 mln zł. Fundusz ten jest wskazywany jako jeden z beneficjentów dynamicznego rozwoju rynku IT w Polsce. Na wczesnym etapie docenił trend cyfryzacji i przenoszenia tradycyjnych modeli biznesowych do internetu. Obecnie zarządza ponad 2 mld zł aktywów netto. Warto wspomnieć, że jeszcze w 2008 r. wynosiły one nieco ponad 280 mln zł.

W portfelu MCI można znaleźć wiele ciekawych, polskich projektów, jak Frisco, Morele.net czy wspomniane już IAI. Zdobyte środki pozwoliły funduszowi na zainwestowanie w projekty globalne. Jako przykład można podać Gett, który na wielu rynkach jest głównym konkurentem Ubera.

Zakup pakietu kontrolnego w IAI wpisuje się w ogromną popularność spółek sprzedających swoje usługi w formie SaaS (oprogramowanie jako usługa). Sprzedawanie usług w formie miesięcznego abonamentu powoduje, że zmniejsza się koszt początkowy dla nabywającego oprogramowanie, ponieważ nie musi on wydawać jednorazowo kilkudziesięciu tysięcy złotych, tylko kilkaset albo kilka tysięcy złotych co miesiąc. W efekcie, w przypadku rozczarowania produktem można bardzo szybko zrezygnować z usługi.

Z perspektywy producenta oprogramowania model SaaS powoduje zaś większą przewidywalność i wyższą lojalność klientów oraz lepszą rentowność. Na taką właśnie strategię postawił wrocławski LiveChat, który w ostatnich latach mocno rozwinął biznes. Jego komunikator dla biznesu przebojem wchodzi na nowe rynki. Można go już znaleźć w ponad 150 krajach, a większość sprzedaży dokonywana jest w Stanach Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii.

To właśnie w Polsce działa jedna z największych na świecie hurtowni danych, czyli firma Cloud Technologies. Przetwarza ponad 21 mld anonimowych profili użytkowników internetu z ponad 200 państw. Według raportu OnAudience.com globalna wartość rynku danych w tym roku przekroczy 18 mld dol. Polski rynek cyfrowych informacji będzie wart ponad 30 mln dol., co oznacza wzrost o ponad 240 proc. w stosunku do 2017 r.

– Rynek danych zmienia się dynamicznie. Szybko rośnie, ale jest młody i mierzy się z wyzwaniami, takimi jak nowe regulacje prawne (np. RODO) czy z problemami związanymi z jakością danych – podkreśla Piotr Prajsnar, szef Cloud Technologies.

Mimo licznych perturbacji polska branża IT była i jest w czołówce europejskiego peletonu

Państwo się informatyzuje

Ciekawą częścią historii polskiego sektora IT jest informatyka publiczna.

– Za dawnych lat wydano ogromną kwotę na systemy rządowe, mowa tutaj o takich jak Poltax, Puls i Pomost. Do dzisiaj nie ma jednoznacznej odpowiedzi, czy systemy te odniosły sukces, czy porażkę – mówi prezes firmy Clotify.

Zlecenia w sektorze publicznym od zawsze wywoływały emocje z uwagi na ich wysoką wartość oraz dużą skalę. Przykładem może być budowa systemu informatycznego (tzw. KSI) dla ZUS. Obecnie z powodzeniem działa ten, który ponad 20 lat temu zbudowało Asseco Poland, ale ZUS właśnie przymierza się do budowy nowej wersji. W ostatnich kilkunastu miesiącach o KSI było głośno z uwagi na ostrą konkurencję o kontrakt na utrzymanie tego systemu. Wcześniej był on w rękach Asseco, ale teraz doszło do zmiany: w nowym rozdaniu zdecydowanie najniższą cenę zaproponował Comarch i to on zdobył zlecenie, które ma realizować przez cztery lata.

To właśnie Asseco oraz Comarch wiodą prym w sektorze publicznym w IT w Polsce. Znaczącą pozycję miało też Sygnity, ale popadło w duże tarapaty i teraz próbuje wyjść na prostą. Znamienne, że iskrą zapalną był flagowy kontrakt, jaki firma realizowała dla resortu finansów, czyli e-Podatki.

Od ponad dwóch lat rynek publiczny tkwi w marazmie. Jest to związane z opóźnieniami w rozpisywaniu i wdrażaniu projektów w ramach perspektywy unijnej na lata 2014–2020. Dopiero w ostatnich miesiącach widać ożywienie. Można się spodziewać, że 2019 r. przyniesienie poprawę. Motywacja ku temu jest duża: jeśli nie zdołamy wykorzystać pieniędzy z UE w przewidzianym czasie – przepadną.

Ocena stanu cyfryzacji państwa nie jest łatwa. Z jednej strony wypadamy zdecydowanie lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Niemal połowa e-usług publicznych umożliwia załatwienie całej sprawy przez internet, a za pomocą profilu zaufanego online można załatwić nawet 500 rodzajów spraw urzędowych.

Na hurraoptymizm jednak zdecydowanie za wcześnie nadal bowiem mocno odstajemy od innych państw. W raporcie o stanie cyfryzacji w poszczególnych państwach Unii Europejskiej zajmujemy piąte miejsce... od końca. Prym wiodą Dania, Szwecja, Finlandia i Holandia. Warto jednak odnotować, że w niektórych kategoriach wypadamy bardzo dobrze. Na przykład optymizmem napawa umocnienie naszej pozycji w mobilnych usługach szerokopasmowych – jesteśmy powyżej unijnej średniej. Zdecydowanie gorzej wypadamy pod względem stałych łączy szerokopasmowych oraz cyfrowych usług publicznych.

Zdaniem ekspertów w Polsce nadal szwankuje model świadczenia usług dla państwa – powinno ono kupować bezpośrednio od wielkich dostawców, a nie za pośrednictwem krajowych firm IT.

– Polacy mają na tym śladową marżę, a to właśnie na nich spoczywa całe ryzyko wdrożenia. Ta dysproporcja w ponoszonej odpowiedzialności może doprowadzić do tego, że nasz sektor IT na dłuższą metę nie przetrwa i Polska stanie się uzależniona technologicznie od zagranicznych dostawców – przestrzegał w niedawnej rozmowie z „Rzeczpospolitą" prezes Asseco. Podkreślał, że to nie jest dobra sytuacja, bo dziś kraje świadomie budują swoją suwerenność technologiczną, traktując ją jako element cyberbezpieczeństwa państwa.

„Im bardziej chore państwo, tym więcej w nim ustaw" – mawiał Tacyt. Jak wypada Polska? Statystyki mówią same za siebie. W 2017 r. w życie weszło ponad 27 tys. stron maszynopisu nowych aktów prawnych. Żeby je przeczytać, przedsiębiorca musiałby poświęcić aż 3 godz. i 37 min każdego dnia roboczego. Jeśliby czytać je razem z odniesieniami, zajęłoby to 62 lata – wyliczyła kancelaria Grant Thornton.

Paradoksalnie dla branży IT zmiany w regulacjach mają swoje plusy: przedsiębiorcy muszą przecież dostosowywać swoje systemy informatyczne do nowych przepisów, a to nakręca popyt. Przykłady to wprowadzenie jednolitego pliku kontrolnego oraz rozporządzenia dotyczącego ochrony danych osobowych.

Celujemy w  chmurę

Jednym ze światowych trendów, który widać również na polskim rynku IT, jest przenoszenie dokumentów, transakcji czy całych procesów do cyberprzestrzeni. Jest on coraz powszechniejszy, a wspierają go rozwiązania prawne wprowadzane w Unii Europejskiej. Chodzi o to, żeby eliminować dokumentację papierową i wdrażać komunikację i autoryzację elektroniczną.

– Mamy coraz więcej zastosowań podpisu czy pieczęci elektronicznej. Niedawno cyfrowa rewolucja objęła też zamówienia publiczne. Korzyści z digitalizacji dostrzegają coraz częściej przedsiębiorstwa, zamieniając wewnętrzny obieg dokumentów papierowych na komunikację elektroniczną, na przykład coraz popularniejsza staje się e-faktura – mówi Andrzej Dopierała, prezes Asseco Data Solutions. Dodaje, że duży krok w stronę digitalizacji robią też polskie miasta, które przechodzą drogę podobną do tej, którą obserwowaliśmy w bankowości. Mowa o  tworzeniu platform cyfrowych, które będą pozwalały mieszkańcom czy przedsiębiorcom nie tylko łatwiej komunikować się z administracją, ale także załatwiać wszystkie sprawy przez internet. W miastach rośnie też zapotrzebowanie na produkty i rozwiązania z kategorii tzw. smart city, które teraz stają się coraz bardziej osiągalne także dla mniejszych jednostek. Mówiąc o światowych trendach, trzeba też wskazać cloud computing. – Świat coraz szybciej zmierza do chmury, a według mojej oceny polski rynek też już do tego dojrzał – mówi szef ADS.

Średnie tempo przyrostu inwestycji w rozwiązania chmury publicznej w Polsce do 2019 r. wyniesie niemal 19 proc. Rynek będzie rósł pięć razy szybciej niż tradycyjne usługi IT – wynika z danych firmy badawczej IDC.

Motorami napędowym polskiej informatyki w najbliższych latach będą również rosnący popyt na usługi z zakresu internetu rzeczy (sieć połączonych ze sobą urządzeń), sztucznej inteligencji, technologii blockchain oraz cyberbezpieczeństwa. Teraz tylko 8 proc. polskich przedsiębiorstw jest odpornych na działania hakerów – takie niepokojące wnioski płyną z badania PwC. W zeszłym roku straty finansowe poniosło aż 44 proc. krajowych firm, a 62 proc. odnotowało zakłócenia i przestoje w funkcjonowaniu.

Mimo licznych perturbacji polska branża IT od samego początku była i jest w czołówce europejskiego peletonu. Jeśli chcemy utrzymać tę pozycję, musimy postawić na autorskie rozwiązania, zagospodarowywać nisze rynkowe i patrzeć na biznes globalnie. Praktyka pokazuje, że ciekawe pomysły warto patentować, aby nie zostały potem „pożyczone" przez globalne koncerny. W 2017 r. zgłoszono 3924 wynalazki do ochrony – poinformował nas Urząd Patentowy. To o 337 mniej niż w 2016 r. Z kolei liczba udzielonych w zeszłym roku patentów wyniosła 2795 wobec 3370 rok wcześniej.

Fotorzepa/Piotr Guzik

Roman Kluska założyciel Optimusa

Był jednym z pionierów polskiej branży IT, a później stał się przykładem przedsiębiorcy zniszczonego przez skarbówkę i prokuraturę III RP. Urodził się w 1954 r. w małopolskim Brzesku. Skończył Akademię Ekonomiczną w Krakowie, w 1988 r. niemal bez żadnego kapitału założył komputerowy biznes – spółkę Optimus. W warunkach chałupniczych montował komputery, które na rynku „schodziły" taniej od gotowego sprzętu sprowadzanego z Zachodu. Świetnie wpisał się w ten sposób w szybko zwiększający się popyt na sprzęt komputerowy. W 1994 r. Optimus wszedł na warszawską giełdę. Był potentatem w branży, nie tylko w skali Polski, ale również Europy Środkowo-Wschodniej. Firma sprzedawała nie tylko komputery, produkowała kasy fiskalne i zaangażowała się w rodzącą się gospodarkę internetową. Kluska był jednym z twórców portalu Onet.pl. W latach 1995–1998 założyciel Optimusa plasował się w pierwszej dziesiątce na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost". W 2000 r. zaskoczył inwestorów, rezygnując z kierowania Optimusem i sprzedając pakiet kontrolny tej spółki po cenie o 30 proc. niższej niż giełdowa. Tłumaczył, że zrobił to z powodu korupcji oraz atmosfery zastraszania. Skarbówka prowadziła już wtedy kontrolę w Optimusie, a krakowska prokuratora podejrzewała go o wyłudzenie VAT. Chodziło o kontrakt na dostawy komputerów do szkół zawarty z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Optimus, po uzgodnieniach z urzędnikami ministerstwa, wysyłał komputery za granicę, a potem sprowadzał je do Polski na zlecenie MEN. W ten sposób korzystał ze zwolnienia sprzętu z 22-proc. VAT. W 2002 r. skarbówka naliczyła Optimusowi 18,4 mln zł spornego VAT z odsetkami, a krakowska prokuratura postawiła Klusce zarzuty. W lipcu został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze, wypuszczono go za poręczeniem sięgającym 8 mln zł. W 2003 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że Optimus nie wyłudzał VAT. Późniejsze wyroki wykazały, że dochodzenia przeciwko Klusce mogły mieć charakter zorganizowanej nagonki. Jego sprawa stała się symbolem problemów niezależnych przedsiębiorców z urzędniczymi układami. Pikanterii tej historii nadawało to, że Kluska nie krył swoich prawicowych przekonań, a kłopoty ze skarbówką zaczął mieć za rządów koalicji SLD–PSL. Po odejściu z Optimusa założył wydawnictwo i księgarnię wysyłkową Prodoks, oferującą głównie książki katolickie. Zajął się też hodowlą owiec i produkcją serów. Był głównym sponsorem budowy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. W 2007 r. został doradcą gospodarczym premiera Jarosława Kaczyńskiego, nazwiskiem Kluski nazwano pakiet ułatwień dla przedsiębiorców. W 2015 r. został członkiem Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez prezydenta Andrzeja Dudę. W 2016 r. odznaczony przez prezydenta Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL