fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Saryusz-Wolski: Unijna obrona także w gospodarce

Fotorzepa, Robert Gardziński
Nowe podejście do bezpieczeństwa powinno być obecne we wszystkich politykach sektorowych

Polityka bezpieczeństwa i obrony będzie jednym z głównych tematów grudniowego szczytu Unii Europejskiej. Wobec narastających zagrożeń europejskim przywódcom powinna przyświecać zasada niepodzielnego bezpieczeństwa i strategicznej solidarności.

Wyjątkowo szczyt w Brukseli

Brukselską tradycją stało się poświęcanie grudniowych spotkań szefów rządów i głów państw Unii Europejskiej zagadnieniom bezpieczeństwa i obrony. Tegoroczny szczyt będzie jednak wyjątkowy.

Z jednej strony toczyć się będzie w cieniu niepewności związanej z Brexitem oraz zwycięstwem Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA. Z drugiej, po raz pierwszy od wielu lat wydaje się, że europejscy przywódcy zaczynają rozumieć potrzebę odbudowy europejskich zdolności obronnych i instrumentów polityki bezpieczeństwa oraz realnego wzmocnienia współpracy Unii z sojuszem północnoatlantyckim.

Rosyjska agresja na Ukrainie oraz działania wojsk reżimu Al-Assada wspieranych przez Moskwę i Teheran w Syrii udowodniły, że teza o zmierzchu siły jako instrumentu polityki nie daje się obronić. By zapewnić własne bezpieczeństwo oraz bronić ładu międzynarodowego opartego na prawie i wartościach, Europa musi wrócić do myślenia w kategoriach strategicznych.

Wyścig z czasem

Konieczność wspólnej polityki obronnej i zarządzania kryzysowego jest ewidentna, lecz by taka polityka była skuteczna, państwa Unii muszą, po latach zaniedbań, zwiększyć wydatki wojskowe. W ciągu ostatniej dekady, nakłady i tak radykalnie zmniejszone po zimnej wojnie spadły o kolejne 10 proc. W relacji do produktu krajowego brutto są obecnie najniższe od momentu powstania NATO.

Swój wkład w bezpieczeństwo europejskie wnoszą tylko Polska, Estonia, Grecja i Wielka Brytania, przeznaczając wymagane przez sojusz środki na obronę. Pozostałe państwa to jeźdźcy na gapę, od których możemy oczekiwać radykalnego zwiększenia wydatków zbrojeniowych. By to umożliwić, należy wyłączyć wzrost budżetów obronnych do poziomu 2 proc. PKB spod reguł deficytu budżetowego Unii Europejskiej.

Najnowsze propozycje Komisji Europejskiej zakładają podobny mechanizm polegający na odpisach budżetowych dla wspólnych zakupów zbrojeniowych; w przyszłości może to przynieść owoce w postaci rozbudowy europejskich zdolności odstraszania. Na efekty takiej polityki przyjdzie jednak długo czekać, tymczasem sytuacja bezpieczeństwa w Europie, i tak już napięta, może się bardzo szybko pogorszyć.

Reagować musimy tu i teraz. Eksperci wskazują na potencjalne źródła konfliktu w najbliższym czasie: atak w cyberprzestrzeni, wojna hybrydowa w Europie Środkowo-Wschodniej czy dalsza eskalacja zbrodni wojennych w Syrii.

Nawet Nord Stream...

W tym kontekście propozycje polityki bezpieczeństwa przedstawione przez Francję i Niemcy oraz Komisję Europejską, choć słuszne, są niewystarczające i nie odpowiadają nowym wyzwaniom bezpieczeństwa. Unia Europejska jest celem hybrydowej agresji poniżej progu wojny. A jednak tzw. kontrolowana eskalacja konfliktu, oparta na instrumentach propagandowych, politycznych, wojskowych i gospodarczych, nie została należycie uwzględniona, mimo że jest oficjalnym elementem doktryny wojennej Kremla.

Nowe podejście do bezpieczeństwa musi mieć charakter horyzontalny i być stale obecne we wszystkich politykach sektorowych Unii – zagrożenia militarne muszą być brane pod uwagę m.in. podczas rozpatrywania nowych projektów infrastrukturalnych, także takich, jak rozbudowa mocy przesyłowych gazociągu Nord Stream. O jej potencjalnym wykorzystaniu przez rosyjskie oddziały specjalne alarmują Szwecja i Finlandia.

Niepodzielność i solidarność

Impulsem do działań może się stać strategia wdrażania Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony przedstawiona przez szefową europejskiej dyplomacji Federicę Mogherini. Wśród obszarów współdziałania wymieniane są m.in patrole powietrzne, operacje morskie, wykorzystanie europejskich satelitów, ochrona infrastruktury krytycznej czy działanie w cyberprzestrzeni. Jako priorytet słusznie wskazuje się wsparcie dla budowy potencjałów obronnych unijnych partnerów na Wschodzie i Południu.

Warto pójść o krok dalej i zbudować prawdziwy europejski filar wspólnej euroatlantyckiej obrony, w pełni odpowiadający aktualnym zagrożeniom, przede wszystkim ze strony Rosji. Jeśli celem polityki bezpieczeństwa ma być wzmocnienie zdolności Unii do reagowania kryzysowego oraz zwiększenie poczucia bezpieczeństwa państw członkowskich, to musi się ona kierować strategiczną solidarnością. Ta ostatnia nie może być zaś wybiórcza, lecz mieć całościowy charakter.

Dotychczasowe doświadczenia związane z funkcjonowaniem Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony jednoznacznie wskazują na brak geograficznej równowagi: Unia Europejska skupia swe wysiłki praktycznie wyłącznie na odcinku afrykańskim i bałkańskim, ignorując uzasadnione interesy bezpieczeństwa krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Te ostatnie zaś, jak chociażby Polska, wywalczyły sobie prawo głosu nie ogólnikowymi deklaracjami wsparcia, ale wzmacnianiem bezpieczeństwa Francji i pozostałych krajów unijnego Południa, biorąc udział w pięciu wojskowych misji stabilizacyjnych w Mali, Czadzie, Republice Środkowoafrykańskiej i Kongu.

Obecność państw Unii w natowskiej misji na wschodniej flance, zapewniającej bezpieczeństwo w Europie Środkowej, jest nikła. Podobnie rzecz ma się z programem współpracy UE z sojuszem. Mimo że Bałtyk stał się sceną niebezpiecznych prowokacji rosyjskich, to oficjalne plany milczą o współdziałaniu na tym obszarze, zamiast tego koncentrując wspólne operacji morskie na Morzu Śródziemnym, Adriatyku i Oceanie Indyjskim.

Musi budzić to zrozumiałą nieufność Europy Środkowo-Wschodniej, która zadaje sobie pytanie: czy nowe inicjatywy w zakresie bezpieczeństwa mają służyć budowie realnych zdolności obrony i odstraszania czy raczej wspieraniu części, głównie zachodnioeuropejskiego, przemysłu oraz prawomocnym skądinąd obawom o bezpieczeństwo śródziemnomorskie. Przedstawiane dotychczas plany wymagają jednoznacznego zobowiązania politycznego, wskazującego, że bezpieczeństwo państw Unii jest niepodzielne, całościowa zaś, a nie wybiórcza, solidarność jest podstawą wspólnej strategii.

Czas na inicjatywę Grupy Wyszehradzkiej

Unia Europejska ma instrumenty traktatowe pozwalające na wzmocnienie mechanizmów solidarnościowych i klauzul wzajemnej obrony. Jednak podobnie jak to ma miejsce z artykułem piątym traktatu waszyngtońskiego NATO, zapisy prawne nie będą budziły zaufania dopóki nie będzie stała za nimi strategia oparta na sojuszniczej solidarności i fizycznej obecności wojsk w obszarach zagrożenia, w tym na wschodniej flance.

Wszystkie państwa Europy Środkowo-Wschodniej zainteresowane są wzmacnianiem solidarnej polityki bezpieczeństwa. Propozycje integracji sił zbrojnych, wykorzystania funduszy europejskich do budowy zdolności odstraszania czy też wprowadzenia realnych instrumentów wspierających wzrost budżetów obronnych w ramach Unii Gospodarczej i Walutowej, które były zgłaszane przez polityków regionu, są zaś odważniejsze i bardziej ambitne, niż plany przedstawione przez kraje Zachodniej Europy czy instytucje unijne.

Propozycja wzmocnienia polityki bezpieczeństwa i obrony wypływająca z Grupy Wyszehradzkiej byłaby przykładem równowagi geograficznej w samej Unii i dowodem na odwagę i odpowiedzialność państw naszego regionu. Dla zwykłych obywateli byłyby zaś czytelnym symbolem korzyści płynących z integracji – zapewnienie bezpieczeństwa na Starym Kontynencie jest w końcu zadaniem, które przekracza samodzielne zdolności nawet największego z państw Europy.

Opinia publiczna, przychylnie nastawiona do wspólnej polityki bezpieczeństwa wydaje się to rozumieć. Czas, by tę dobrą wolę przekuto w konkretne polityczne działania.

Autor jest europosłem Platformy Obywatelskiej, członkiem delegacji Parlamentu Europejskiego ds. NATO, jej byłym przewodniczącym i byłym szefem Komisji Spraw Zagranicznych PE

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA