fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Migalski: PiS gra w defensywie

AFP
Obóz władzy zadowala się brakiem klęski.

Od kilku tygodni obóz władzy znajduje się w defensywie. Raczej reaguje na ataki opozycji i zdarzenia losowe, niźli sam kształtuje agendę polityczną. Gasi pożary, które sam wywołuje, i zupełnie nie ma zdolności do narzucenia tematów dla siebie korzystnych. Słowem – jest w poważnym kryzysie, który już wkrótce może zacząć przekładać się na spadki sondażowe.

Kłopoty zaczęły się jeszcze w czasie samorządowej kampanii wyborczej. PiS przedstawiało się w niej jako zaradny gospodarz na poziomie centralnym, który chce objąć swymi dobrymi rządami także niższe szczeble. Jednak kampania, zwłaszcza w drugiej jej części, toczyła się o to, czy partia Jarosława Kaczyńskiego chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Ta wygodna dla opozycji narracja została wzmocniona działaniami przedstawicieli obozu władzy, które ją usprawiedliwiały, by wspomnieć list Zbigniewa Ziobry. Paradoksalnie, efekt ten został wzmocniony wyemitowaniem antyuchodźczego spotu, który prócz tego, że był haniebny w swej treści, to jeszcze podkreślał fakt sporu polskiego rządu z UE, a dodatkowo całkowicie złamał wcześniejszą opowieść o PiS jako dobrym gospodarzu, który zajmuje się sprawami lokalnymi, a nie ideologią i wielką polityką.

Całkowitą porażką okazała się druga tura wyborów, w której kandydaci PiS zostali zmieceni przez swych przeciwników i pozbawieni władzy nawet w tych miastach, które do tej pory były ich bastionami. Wrażenie klęski władzy w drugiej turze przesłoniło wcale niezły jej wynik sprzed dwóch tygodni, który świadczył o tym, że wciąż jest najsilniejszym podmiotem na rynku politycznym, co pokazała elekcja do sejmików. Od tamtej pory PiS zalicza wpadkę za wpadką i pozbawiło się zdolności narzucania agendy politycznej.

Najpierw zaczęło potykać się o własne nogi w sprawie idealnie stworzonej, by zapunktować u wyborców, czyli w materii obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Kontredans, który prezydent i inni przedstawiciele władzy odtańczyli przy okazji organizacji warszawskiego marszu, przypominał skomplikowane figury, jakie są w stanie wymyślić choreografowie breakdance'u. Zamiast spokojnie konsumować premię w postaci patronatu nad ogólnopaństwowymi uroczystościami, politycy obozu władzy robili wszystko, by nie dać się skleić z nacjonalistami, co udało się jedynie połowicznie. Zamiast profitów trzeba było zadowolić się brakiem klęski.

Potem było już tylko gorzej – do wiadomości publicznej dotarły informacje o policjantach pilnujących posesji ministra Zielińskiego, o synu koordynatora do spraw służb specjalnych, tak zdolnym, że zatrudnił go Bank Światowy, czy też radnym Kałuży, który za obietnicę stanowiska wicemarszałka województwa śląskiego przeszedł na stronę PiS.

By pokazać, w jak trudnej sytuacji jest partia rządząca, warto przyjrzeć się tej ostatniej sprawie. Jeszcze rok temu byłby to dowód na potęgę władzy i jej omnipotencję. Obecnie, gdy jest ona atakowana za korupcję polityczną, nepotyzm i wszelkie grzechy, transfer nie/sławnego radnego Kałuży szkodzi PiS, bo pokazuje je w takim świetle, w jakim stara się je przedstawić opozycja – czyli jako gang politycznych kombinatorów zapewniających sobie profity, które – by użyć nieśmiertelnej frazy premier Szydło – po prostu im się należą.

Także rejterada przed Unią w sprawie sądów nie buduje wrażenia partii, która ma zdolność do inicjatywy politycznej. Po kilkunastu miesiącach zapewniania swego elektoratu, jak ważna dla społeczeństwa jest reforma wymiaru sprawiedliwości i jak znaczącym jest to dowodem na siłę państwa PiS, Kaczyński zarządził odwrót i wycofanie się z większości buńczucznie ogłaszanych zapewnień o nieustępliwości wobec „brukselskich elit".

Wreszcie sprawa najważniejsza – afera wokół KNF. Wyborcy PiS usłyszeli, jak człowiek „dobrej zmiany" bezczelnie żąda łapówki. W badaniu IBRiS dla Onetu 36 proc. badanych stwierdziło, że wydarzenie to zmieniło ich stosunek do rządu. Można się domyślać, bo nie zostało to uwzględnione w pytaniach, że raczej jest to zmiana z oceny pozytywnej na negatywną, bo trudno sobie wyobrazić respondenta, który pod wpływem tego, co usłyszał, zwiększyłby swoją sympatię do rządu. Jeśli sprawa ma charakter rozwojowy, można się domyślać, że nie będzie budować zaufania do władzy – zwłaszcza że rzecz dotyczy pieniędzy podatników, a nie abstrakcyjnego dla większości z nich Sądu Najwyższego lub Trybunału Konstytucyjnego.

Widać więc coraz wyraźniej, że PiS od wielu tygodni znajduje się w poważnej defensywie i jedynie reaguje na działania opozycji, w tym na powolny powrót do polskiej polityki Donalda Tuska, oraz na wydarzenia od siebie niezależne. To zwiastuje poważne kłopoty władzy, co jest pewnym novum – od 2015 roku to właśnie obóz władzy decydował o politycznej agendzie i o tym, wokół czego toczyła się partyjna gra. Jeśli PiS nie odzyska inicjatywy i jeśli opozycja nie pomoże mu jakimiś swoimi wpadkami (kłótniami w swym gronie, podważaniem sensowności trwania programu 500+ itp.), to może się okazać, że rok 2019 będzie ostatnim, w którym partia ta będzie czerpać konfitury w państwowej spiżarni.

Autor jest doktorem politologii na Uniwersytecie Śląskim

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA