fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Bielecki: Potrzeba dialogu i sporu na argumenty

Fotorzepa, Robert Gardziński
O Projekcie Konsens z Czesławem Bieleckim rozmawia redaktor naczelny „Rz" Bogusław Chrabota.

Czym jest projekt „Konsens" i jakie są jego cele? Czym się pan kierował przy doborze uczestników projektu?

Jesteśmy grupą osób ze wszystkich stron politycznego spectrum. Łączy nas przekonanie, że demokracja polega na możliwości wyboru spośród różnych rozwiązań, na tym, że zawsze jest alternatywa. Inicjując projekt „Konsens", kierowałem się dwoma kryteriami. Czy przyszły uczestnik jest gotów rozmawiać z kimś, kto fundamentalnie z nim się nie zgadza. I czy jest przekonany, że mimo to warto i da się budować kompromis i znajdować konsensualne rozwiązania dla najważniejszych polskich problemów.

Na tak podzielonej scenie politycznej jest sens tworzyć „ośrodki refleksji" nieafiliowane do żadnej partii? Nie boi się pan, że tak skonstruowany projekt trafi w próżnię polityczną?

Właśnie dlatego, że jesteśmy tak podzieleni, należy szukać pól współdziałania. Nie wszystko jest partyjne. Już za PRL Stanisław Tym mówił ze sceny STS, że nie ma np. partyjnego zeszytu w kratkę. Bać się nie ma czego, za daleko już zabrnęliśmy w absurdalne spory, w których nikt nie mówi o liczbach i faktach, tylko strony okładają się interpretacjami. Myślę, że zamiast języka miłości potrzebujemy dialogu i sporu na argumenty. Tylko tak można sprawdzić siłę swoich racji i odnaleźć wspólne cele.

Jak pan rozumie „rację stanu", do której odwołujecie się w waszej wstępnej deklaracji? Pańskim zdaniem aktualnie rządzący kierują się w polityce, gospodarce, reformach „racją stanu"?

O racji stanu zwykle dyskutują u nas historycy, gdy nie ma już czego zbierać, bo walec dziejów nas rozjechał. Nie z definicją interesu narodowego mamy problemy, lecz z jego stosowaniem w praktyce politycznej. Podobnie nie jest tak trudno odróżnić patriotyzm od nacjonalizmu. Warto kierować się wielkimi zwycięstwami i studiować ich źródła. Zwycięstwa roku 1920 i 1980 nie wyrosły w próżni. Jeśli powołaliśmy projekt „Konsens", to dlatego, że wierzymy w wolność zabezpieczoną prawem do odmiennego punktu widzenia i w wartość wspólnoty budowanej na kompromisie. Ani u dawniej rządzących, ani u rządzących obecnie nie widać śladu takiego myślenia.

Co łączy uczestników projektu: np. Jędrzeja Malkę z kombatantem Maciejem Zalewskim? Jak – przy takiej kombinacji ekspertów – wypracować stanowisko nieobciążone duchem daleko idącego kompromisu?

Potrafimy ze sobą rozmawiać, jesteśmy gotowi się spierać i nie wierzymy, że racje poddają się prostej arytmetyce większościowych głosowań. Dlatego pilnujemy form. Zaczynamy od swobodnej dyskusji, formułujemy istotę kontrowersji i skupiamy się na takiej diagnozie, która pozwala sformułować choćby parę środków zaradczych na nasze społeczne choroby. Nawet jeśli ktoś nie podpisuje wypracowanego stanowiska naszej grupy, to już fakt, że współtworzy wspólnotę chcących się twórczo konfrontować, uważamy za wartość.

W jakich sprawach chcecie zabierać głos? Kto jest adresatem waszych stanowisk?

Zajmujemy się problemami, które są ignorowane od lat lub destrukcyjnie nas dzielą. Administracja publiczna, własność, sądownictwo, polityka energetyczna, rola sił zbrojnych i służb mundurowych, nasze miejsce w UE. Naszym adresatem są wszyscy, którzy nie chcą byle jakiej wspólnoty i byle jakiego państwa, którzy nie biorą się na piękne słowa, za którymi nie idą czyny. Zacząć można od emocji, bo bez nich życie społeczne zamienia się w nudę, ale potem pora na rozsądek i presję. Liczymy, że partnerska współpraca z „Rzeczpospolitą" pozwoli upowszechnić elitaryzm. To aforystyczne hasło Stanisława Jerzego Leca było mi bliskie od młodości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA