fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Szułdrzyński: Rewolucja PiS musi się radykalizować

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się – powiedział Józef Stalin, uzasadniając narastający terror partii (ale głównie aparatu represji) mimo trwającej już kilkanaście lat rewolucji.

Ponieważ nie przynosiła ona wciąż oczekiwanych efektów, nie zniknęła bieda i nie zapanował wieczny pokój, trzeba było tropić kolejnych wrogów rewolucji, szpiegów, agentów obcych sił itp.

Ten sam mechanizm znamy z rewolucji francuskiej. Kolejne krwawe reżimy – na przykład jakobiński – zostały zastąpione przez jeszcze krwawsze (termidoriański itd). Rewolucjoniści, widząc rozdźwięk między marzeniami a rzeczywistością, sięgali po gilotynę, by ścinać głowy realnych i wydumanych wrogów, którzy powstrzymują postęp.

Dziś na szczęście nie leje się krew, nie ma żadnego krwawego terroru, ale logika rewolucyjna się nie zmieniła: im dłużej trwa rewolucja, tym musi być ostrzejsza. Dobrze to obrazuje dobiegającą właśnie do końca kampanię wyborczą prowadzoną przez PiS.

Polityka tej partii ma zresztą dwie płaszczyzny. Jedna to sfera faktów, czyli przede wszystkim wielkiej rewolucji socjalnej, którą przeprowadził PiS, a której symbolem jest 500+. Przynosi ona partii rządzącej wiele politycznych korzyści, ale równocześnie właściwie żadna licząca się siła nie postuluje likwidacji tych programów. I w tym sensie rewolucja PiS się udała, przynosi efekt nie tylko w postaci zmniejszenia ubóstwa, ale też zmieniając mapę społecznych i politycznych sympatii.

Ale jest też równocześnie drugi poziom rewolucji, polityczny czy retoryczny. Jeśli prześledzi się wypowiedzi liderów partyjnych, widzimy tam właśnie logikę zaostrzania rewolucji. PiS wszak zdobył w ciągu ostatnich trzech lat znacznie więcej instytucji niż jakakolwiek partia w historii Polski. A równocześnie naczelnym hasłem jest walka o samorządy, by dobra zmiana mogła być pełna. Zgodnie z zasadą, że musimy wyrugować politycznych przeciwników z ich ostatnich przyczółków, prowadzona jest dalsza część rewolucji. Po trzech latach musimy mieć jeszcze więcej władzy, więc musimy odbić samorządy. Bez zaostrzenia rewolucja nie może się udać.

Wrogiem jest nie tylko przeciwnik polityczny, ale również rzekomo niesprzyjające władzy media. Stąd coraz ostrzejsze pohukiwania, że wreszcie trzeba się rozprawić z zagranicznym kapitałem mediowym, który występuje przeciwko władzy. Stąd wraca temat repolonizacji i dekoncentracji itp. Stąd też apele życzliwych władzy komentatorów, by wreszcie rozprawić się z krytycznymi mediami, które zamiast sławić sukcesy Polski (bo w pełni utożsamiają interes partii rządzącej i ojczyzny), tylko jątrzą. Media są kluczem każdej rewolucji. Nie przez przypadek wielu rewolucjonistów wydawało agitacyjne gazetki polityczne.

Ale to zjawisko dotyczy nie tylko prawicowej rewolucji w Polsce. Jak zwraca uwagę Mark Lilla w książce „Koniec liberalizmu, jaki znamy", dokładnie ten sam mechanizm widać dziś na prawicy USA. O republikańskim rządzie pisze tak: „Jeśli rozwiązania polityczne, które promował i wprowadzał, przynosiły pozytywne skutki, wszystko było dobrze. A jeśli zawodziły, republikanie mogli twierdzić, że przecież głębokie struktury państwowe działające w Waszyngtonie i media wciąż znajdują się w rękach wroga, a zatem należy zastosować jeszcze radykalniejsze środki". Czy nie wygląda to znajomo?

Zresztą spostrzeżenia Lilli są bardzo ciekawe dla każdego, kto zajmuje się opisem polityki. Amerykański profesor zastanawia się bowiem nad zjawiskami, jakie doprowadziły do zwycięstwa Trumpa w USA. I gani liberałów, do których zresztą zalicza również siebie, że nie dostrzegli pewnych zmian politycznych, społecznych i metapolitycznych. Twierdzi np. że Donald Trump nie wygrałby, gdyby sprzyjające prawicy media nie przestały zajmować się informowaniem, lecz zmieniły się w jeden wielki festiwal apokalipsy. Pisze o amerykańskiej prawicy, która nad analizę rzeczywistości postawiła udział w „codziennych obrzędach bachicznych" nadawanych w konserwatywnych mediach, np. w Fox News. O tym, że prawicowa publiczność zdziczała i zradykalizowała się za czasów rządów Obamy.

Zauważa też, że liberałowie przespali moment, w którym masy zaczęły się bać globalizacji i wielkich koncernów, co doskonale zrozumiał Trump, który amerykańską prawicę uwiódł izolacjonizmem, protekcjonizmem i próbą zawrócenia globalizacji i dotychczasowych reguł światowego handlu.

Jak widać, Polskę i Amerykę łączy znacznie więcej, niż nam się dotychczas wydawało. Również prawicowa rewolucja, która musi się nieustannie radykalizować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA