fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Waszczykowski: Dylematy nie tylko ukraińskie

Donald Trump miał domagać się od Wołodymyra Zełenskiego pomocy w skompromitowaniu syna Joe Bidena
AFP
Czy można myśleć o pełnym odzyskaniu Donbasu?

Od wielu miesięcy sytuacja polityczna na Ukrainie jest przedmiotem zainteresowania światowych mediów i oczywiście międzynarodowych polityków. Dzieje się tak, po pierwsze, ze względu na poważne zmiany na wewnętrznej scenie politycznej. Znaczna część klasy politycznej została zmieciona przez zwycięstwo prezydenckie i parlamentarne partii Sługa Narodu pod przywództwem byłego aktora Wołodymyra Zełenskiego. Polski prezydent słusznie zareagował szybko i doprowadził do spotkań z prezydentem Zełenskim.

W ostatnich tygodniach sprawy ukraińskie pojawiły się nawet na czołówkach mediów za sprawą doniesień o kontaktach administracji amerykańskiej i samego prezydenta Trumpa z ukraińskim prezydentem. Wg częściowo ujawnionych stenogramów Amerykanie mieli domagać się pomocy prawnej przeciwko synowi J. Bidena, groźnego konkurenta Trumpa w nadchodzącej kampanii prezydenckiej. W USA wrze i opozycja domaga się rozpoczęcia procesu odwołania (impeachmentu) prezydenta ze stanowiska.

List intencyjny

Znacznie mniej uwagi, a szkoda, mediów i polityków zwróciła sprawa przyjęcia tzw formuły Steinmeiera. 2 października rosyjskie media (sic!) poinformowały, iż dzień wcześniej, w ramach Mińskiej Grupy Kontaktowej, doszło do przyjęcia propozycji Steinmeiera. W 2015 roku, pełniąc wtedy funkcję ministra spraw zagranicznych Niemiec, zaproponował przeprowadzenie lokalnych wyborów w Donbasie (w tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej) pod kontrolą OBWE i ODHIR. 1 października przedstawiciele Ukrainy mięli podpisać stosowny list intencyjny wraz z nieuznawanymi dotąd przedstawicielami rebeliantów z Donbasu.

Z doniesień wynika, że porozumienie dotyczy tylko politycznych aspektów wyborów i nic nie mówi o rozwiązaniach wojskowych w Donbasie.

Przeczytaj też: Paweł Kowal: Donald Trump wziął UE na celownik

Kilka tygodni temu doszło do precedensowego aktu uwolnienia więźniów przez obie strony – bez wyraźnych warunków. Jednak podpisanie porozumienia ws. formuły Steinmeiera jest pewnym zaskoczeniem dla Europy i wielu Ukraińców. Porozumienie spotkało się więc z otwartymi protestami ulicznymi na Ukrainie i negatywną reakcją opozycji. Pojawiły się zarzuty o zdradę narodowych interesów.

Proponowane przez Steinmeiera rozwiązanie jest zgodne z rosyjską koncepcją federalizacji Ukrainy. Tak pojmowana federalizacja prowadziłaby do autonomizacji poszczególnych regionów ukraińskich, osłabienia władz centralnych i możliwości wzrostu rosyjskich wpływów. Nic dziwnego, że poprzednie władze centralne w Kijowie odrzucały takie rozwiązanie. Na takie rozwiązanie nie było dotąd zgody w OBWE. Ta instytucja nie akceptowała monitorowania „wyborów” na okupowanych przez Rosję terytoriach jak Abchazja, Południowa Osetia, Naddniestrze czy Krym.

Implementacja propozycji Steinmeiera byłaby też niezgodna z ukraińską konstytucją i ordynacją wyborczą. Oba te dokumenty nie przewidują odrębnego statusu dla części regionów ukraińskich ani odrębnych procedur wyborczych. Zgodnie z propozycją niemiecką, całym procesem inicjowania procedury wyborów kierowałby tzw. format normandzki (Niemcy, Francja, Rosja i Ukraina), a projekt ostatecznego rozwiązania musiałby zostać zatwierdzony przez Mińską Grupę Kontaktową z udziałem rebelianckich regionów Donbasu. Oznacza to, że Ukraina straciłaby suwerenne prawa do prowadzenia polityki na własnym terytorium.

Utrzymanie niepodległości to główne zadanie na dziś dla ukraińskiej dyplomacji. W rosyjskim planie maksymalnym jest doprowadzenie do uzależnienia całej Ukrainy. W planie minimalnym jest taka destabilizacja Ukrainy, aby nie była ona atrakcyjnym partnerem dla Zachodu do dalszej integracji z Unią Europejską i NATO. Aby powrócić na ścieżkę integracji z Zachodem, Kijów musi przeciwstawić się rosyjskim planom.

Anty-Majdan?

Demokratyzacja państwa, ale i ekonomiczne reformy podnoszące jakość życia na Ukrainie to jedyna droga, aby jakiś anty-Majdan nie dokonał prorosyjskiego przewrotu w wyniku ekonomicznych frustracji społeczeństwa ukraińskiego. To ukraiński plan minimum. Trudna to i bolesna droga. Ekonomiczne reformy przynoszące podniesienie jakości życia ludzi muszą być niestety zakładnikiem wydatków na bezpieczeństwo. Rosjanie to wiedzą i podtrzymują stan napięcia. Wprowadzanie europejskich rozwiązań ma też swoje polityczne koszty dla ukraińskich polityków, którzy nie mogą szybko liczyć na nagrodę w postaci członkostwa w Unii Europejskiej. To też Rosjanie wiedzą i kuszą alternatywnymi rozwiązaniami.

Czy jednak Ukraina może mieć własny plan maksymalny? Czy może myśleć o pełnym odzyskaniu Donbasu, a nawet Krymu? W dającej się przewidzieć przyszłości Ukraina nie może wygrać konfliktu z Rosją i odwojować zajętych terytoriów.

Można zatem zastanowić się nad rozwiązaniem radykalnym. Akceptować dokonane wbrew prawu międzynarodowemu zmiany terytorialne. Można liczyć, że po kilkudziesięciu latach, po ewentualnym sukcesie ekonomicznym demokratycznej Ukrainy i zapaści ekonomicznej, totalitarnej Rosji, oderwane terytoria wybiorą powrót do macierzy. Taki scenariusz miał miejsce w przypadku zjednoczenia Niemiec. Ale Korea nadal czeka. Niebezpieczeństwo polega też na tym, iż może się skończyć stworzeniem enklawy typu Naddniestrze.

Rozwiązanie wydaje się nierealne też z zasadniczego powodu. Żaden patriotyczny rząd w Kijowie nie zgodzi się dobrowolnie na takie rozwiązanie. I Polska nie będzie tego sugerować.

Stąd poszukiwanie rozwiązań pośrednich, tymczasowych i kompromisowych. Pełna świadomość powyższego jest w Berlinie i Paryżu. Te stolice chcą wykorzystać sytuację międzynarodową. W Unii mamy czas transformacji. Formują się nowe władze instytucji. W Waszyngtonie jest małe zamieszanie wokół zbliżającej się kampanii prezydenckiej, ewentualnego impeachmentu (mało prawdopodobnego) i rozgrywki z Chinami o handel. Polityka nie znosi próżni, zatem pojawiają się inicjatywy z innych stolic.

Nowe, suwerenne i demokratyczne władze Ukrainy mają pełny mandat, aby podejmować próby rozwiązania tych strasznych dylematów. Z Warszawy muszą jednak iść ostrożne sygnały. Uważajcie w Kijowie, aby nie wpaść w kolejną pułapkę Putina.

Bezrefleksyjne poleganie na formacie normandzkim nie doprowadziło do pozytywnych rozwiązań. Berlin i Paryż nie chcą rozwiązać konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na korzyść poszkodowanej Ukrainy. Chcą pozbyć się problemu i wrócić do relacji z Moskwą na zasadach biznesowych. W Warszawie zatem musimy przypominać i stolicom Unii Europejskiej, i w Kijowie, że rozwiązania sporów międzynarodowych muszą być oparte na aktualnym prawie międzynarodowym. Przypominał o tym ostatnio prezydent Andrzej Duda w ONZ.

Autor jest byłym ministrem

spraw zagranicznych,

eurodeputowanym PiS

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA