fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Orzechowski: Polski facet za kierownicą

Na autostradzie Polak nawet przy złej pogodzie upaja się prędkością (na zdjęciu styczniowy karambol na A1 z udziałem 63 pojazdów; ranne zostały 24 osoby).
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Co to za gromada samobójców, zabójców, straceńców, desperatów bez wyobraźni? Portret psychologiczny rodzimego kierowcy kreśli reżyser filmowy i telewizyjny.

Minął czerwcowy weekend Bożego Ciała. W wypadkach drogowych zginęły 32 osoby, a 574 zostały ranne. Część rannych umrze za kilka dni lub tygodni w wyniku powikłań powypadkowych, a część z nich zostanie kalekami do końca życia. Horror!

Żadna tam ułańska fantazja

W czasie świąt i „przedłużonych weekendów" żniwo śmierci na polskich drogach jest największe. Święto Niepodległości 11 listopada 2016 r. wypadło w czwartek. Więc miliony Polaków i Polek już w środę około południa rozpoczęły exodus z miast w kierunku... właśnie – dokąd? Po tym weekendzie okazało się, że 90 osób pojechało na cmentarz, a ponad 650 osób zostało rannych.

Co się dzieje w Polsce? Co to za gromada samobójców, zabójców, straceńców, desperatów bez wyobraźni, awanturników i motoryzacyjnych nieudaczników siada za kierownicą? Przecież w Stanach Zjednoczonych liczba osób, która ginie w czasie weekendu, jest mniejsza niż w Polsce, a mieszka tam 310 mln ludzi wobec 38 mln w naszym kraju.

Komentatorzy telewizyjni, a są to najczęściej ulegający stereotypom dziennikarze, którzy powtarzają co tydzień dyrdymały o ułańskiej fantazji polskich kierowców albo apelują o ostrożną jazdę – nie dotykają istoty problemu. Winią też za wypadki miliony starych aut sprowadzonych z zagranicy. Problem nie jest tymczasem techniczny, lecz mentalny. Nie bierze się z braku autostrad albo ze złego stanu aut – ale ze stanu mentalności kierowców.

Polski przeciętny kierowca ma źle poukładane w głowie. Jeździ bezczelnie, agresywnie, bez wyobraźni, zarówno w mieście, jak i na szosie. Przy czym im młodszy kierowca, tym gorszy. Picie wódki i zażywanie narkotyków nie jest uważane za przeszkodę w prowadzeniu pojazdów, zarówno przez kierowców, jak i ich żony i przyjaciółki, które nie protestują i siadają do auta wraz z pijakiem, aby wrócić po weselu albo po dyskotece do domu. No i agresja, którą polski facet zieje na co dzień dookoła wobec otoczenia, sięga zenitu, gdy siądzie on za kierownicą.

Samiec alfa i jego kobieta

Główne cechy jeżdżących autem Polaków:

- zajeżdżanie drogi i ciągła chęć wyprzedzania pojazdu, który jedzie przed nim. Wpychanie się i wymuszanie pierwszeństwa;

- rozwijanie maksymalnej szybkości na krótkim odcinku każdej prostej, nawet dojeżdżając do czerwonych świateł;

- powszechne nierespektowanie ograniczeń szybkości i przekraczanie linii podwójnej ciągłej;

- chęć dominowania, jakby do aut powsiadały miliony neurotyków, którzy muszą odreagować swoje krzywdy i kompleksy;

- nieszanowanie życia i zdrowia innych;

- popisywanie się „samców alfa" przed wiezionymi kobietami. Kobiety według prymitywnych kierowców nie są istotami o indywidualnej wrażliwości, ale po prostu „laskami", którym imponować ma szybka i bezczelna jazda jako popis dominacji nad innymi samcami, zwanymi baranami;

- wiejskie pochodzenie więcej niż połowy populacji w Polsce – tłumaczy uczucie wyalienowania i obcości wobec innych, tych nie z tej samej wsi. A jak wiadomo, wiejskie chłopaki na zabawach zawsze okładały sztachetami „obcych". I to zostało im w zwyczaju;

- nieumiejętność przewidywania, co będzie za chwilę – tak jak zdarzyło się owemu kierowcy koło Rawy Mazowieckiej, który we mgle wiózł busem 17 osób do zbioru jabłek i zderzył się czołowo z ciężarówką przy wyprzedzaniu. Zapewne (mimo mgły) myślał, że „jakoś to będzie", ale zginął za kierownicą wraz z pasażerami.

Czy można temu przeciwdziałać? Nie, moim zdaniem nie można. Trzeba by było wymienić przynajmniej dwie generacje kierowców płci męskiej, zmienić całkowicie sposób nauki jazdy i wymienić instruktorów.

Pozostaje metoda unikania wypadków przez kierowców bardziej świadomych podwyższonego ryzyka. Trzeba wyjeżdżać na urlopy nie w dniu masowych wyjazdów na ferie zimowe lub wakacje letnie, tylko dwa dni później, poza głównym nurtem szaleńczej jazdy rozochoconego ludu pędzącego do grillowania na działkach. Ale jak zmienić tego typu sposób jeżdżenia? Każdy chyba miał takie zdarzenie, że został wyprzedzony przez auto lokalnego wieśniaka, który wepchnął mu się przed zderzak, aby za chwilę, bez sygnalizacji, skręcić do swojej chałupy i stanąć pod stodołą.

Tato, weź go!

Czy autostrady nas zbawią? Nie. Wiele nie pomogą, bo pokryją niewielką połać Polski, niektóre są płatne i będą służyć raczej ruchowi tranzytowemu (ciężarówki, transport towarów, podróże na duże odległości), a ruch międzymiastowy i lokalny pozostanie bez zmian. Do tego dotarła do mnie niedawno informacja, że liczba wypadków śmiertelnych na autostradach w Polsce jest dziesięciokrotnie większa niż na autostradach w Niemczech! Na razie nie ma wytłumaczenia tego absurdalnego zjawiska, ale sądzę, że powodem polskiej śmierci także na autostradach jest sposób, w jaki jeżdżą nasi kierowcy. Jak pada deszcz i jest zła widoczność (pył wodny spod kół), to doznają oni upojenia prędkością i jadą jeszcze szybciej. Nie potrafią przez dłuższy czas, choćby 10 minut, jechać prawym pasem autostrady jeden za drugim z szybkością 130 km/godz., tylko natychmiast próbują się wyprzedzać, byle nie jechać „w poniżeniu" za zderzakiem poprzednika.

Piszę ironicznie „w poniżeniu", ponieważ podejrzewam, że polski kierowca nie może po prostu jechać z punktu A do B możliwie sprawnie, bezpiecznie i spokojnie – tylko myśli, że inni wyruszyli w drogę wyłącznie po to, aby mu robić na złość, konkurować z nim, zajeżdżać drogę. Wiec syn zachęca ojca za kierownicą: „Tato, weź go!". Żona dorzuca: „Darek, wdepnij gaz, nie jedź za nim jak krowa, żebym wdychała jego smrody!" itd. I Darek naciska pedał gazu do dechy i wyprzedza w deszczu, a tamten nie daje się wyprzedzić...

Wydaje się, że ci ludzie na drodze nie mają innych problemów niż rywalizowanie ze sobą. Zamiast podziwiać widoki lub reklamy, zamiast posłuchać muzyki z radia – pędzą, często po śmierć. A śmierć siedzi za kierownicą.

Autor jest reżyserem i producentem filmowym i telewizyjnym. Autor talk-show „Na każdy temat" w Polsacie i scenariusza serialu TVP „Kariera Nikodema Dyzmy". Obecnie pracuje nad filmem o Ignacym Janie Paderewskim.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA