fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

USA: Siedział 46 lat za gwałt, którego nie popełnił?

123RF
W środę z więzienia wyjść ma Wilbert Jones, który spędził ostatnie 46 lat w więzieniu. Po blisko pół wieku sędzia orzekł, że dowody w sprawie, w której mężczyzna został skazany za porwanie i gwałt na pielęgniarce były "w najlepszym wypadku słabe".

Sędzia stwierdził również, że ówczesne władze ukrywały dowody, które mogły oczyścić go z zarzutów już wiele lat temu.

Prokuratura zapowiedziała wprawdzie, że poprosi Sąd Najwyższy Luizjany o zbadanie decyzji sądu niższej instancji, ale nie zamierzają ponownie stawiać Jonesa przed sądem.

65-letni Jones został aresztowany w wieku 19 lat. Oskarżono go o napaść z bronią w ręku na pielęgniarkę. Do ataku doszło na parkingu szpitala. Kobieta została następnie zgwałcona na tyłach budynku. Po trzech latach Jones został skazany na dożywocie za gwałt ze szczególnym okrucieństwem.

Oskarżenie przeciwko Jonesowi opierało się jednak wyłącznie na zeznaniu pielęgniarki przeciwko niemu. Pielęgniarka wskazała Jonesa trzy miesiące po gwałcie, podczas okazania na komisariacie. Powiedziała jednocześnie policjantom, że napastnik był wyższy i znacznie lepiej zbudowany.

Obrońcy Jonesa zwracali uwagę, że opis pasował do innego aresztowanego mężczyzny, który został aresztowany 27 dni po ataku na pielęgniarkę w związku z podejrzeniem o zgwałcenie innej kobiety uprowadzonej ze szpitalnego parkingu. Mężczyzna ten stawał przed sądem jeszcze raz w związku z podejrzeniem o zgwałcenie kolejnej kobiety. Ostatecznie został skazany za napaść z bronią w ręku w tej sprawie.

Emily Maw, jednej z obrońców Jonesa łamał się głos, gdy mówiła o tej sprawie, którą zajęła się 15 lat temu. - Czasem potrzeba dużo czasu, by sąd przyznał się do błędu - stwierdziła.

Źródło: The Independent
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA