fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Szeregowy niewiele ma z Tytana

Polscy żołnierze mieli dysponować hipernowoczesnym wyposażeniem. Kończy się wstydliwie.
Fotorzepa, Marcin Bielecki
Żołnierz w nasyconym elektroniką rynsztunku miał być prawie jak Bond. Tymczasem warty kilka mld złotych program spowolnił, a armia ma problem nawet z mundurami.

Zamiast miliardowych kontraktów dla producentów tysięcy zintegrowanych zestawów nowoczesnego, indywidualnego wyposażenia opracowanego w modernizacyjnym programie „Tytan" mamy problem ze skompletowaniem podstawowego żołnierskiego ekwipunku: hełmów i broni

Nie dość, że na razie nie ma co oczekiwać, iż żołnierze zostaną wyposażeni m.in. w sensory badające stan zdrowia żołnierza, czy supernowoczesne radiostacje, to – jak dowiaduje się „Rzeczpospolita" - armia sięga po zapasy przewidziane na czas wojny by umundurować żołnierzy.

MON odpowiedziało nam, że w tym roku została zawarta umowa na zakup 100 tys. kompletów mundurów polowych. „Planuje się również rozpoczęcie kolejnych procedur przetargowych na zakup mundurów polowych w ilościach zabezpieczających bieżące potrzeby w zakresie określonym w planie zakupu środków materiałowych, który jest dokumentem niejawnym" – poinformowało MON. Nie wiadomo, kiedy zostaną one dostarczone i ile będą kosztować.

Dlaczego program „Tytan" w tym przypadku nie osiągnął postawionych przed nim celów? Zdaniem naszego rozmówcy z resortu obrony „wszystkie projekty nie działają systemowo", a niektóre pomysły są kopiami zachodnich rozwiązań sprzed 5–10 lat. To dotyczyło m.in. jednego z wzorów kamuflażu. W ostatnim czasie testowane były np. znacznie ciekawsze wzory maskowania MAPA. Nie ma jednak pewności, czy i kiedy zostaną one wprowadzone jako obowiązujące dla nowego umundurowania.

Hełmy malowane

Z powodu niedostatków w wyposażeniu w tym roku wojskowe warsztaty odnowią ok. 14 tys. stalowych hełmów, tzw. orzeszków, chociaż już dawno zapowiadano, że żołnierze nie będą ich wkładali na głowy. Koszt remontów szacowany jest na ok. 3 mln zł. Mowa o hełmach, które produkowane są według wzoru z 1967 r. i bardziej kojarzą się z ludowym Wojskiem Polskim niż profesjonalną i zawodową armią.

Zdaniem żołnierzy różnica pomiędzy starymi, pamiętającymi czasy PRL hełmami a nowymi z włókien sztucznych jest kolosalna. Kevlarowe są lżejsze, chronią boki głowy i mają mocowania, dzięki którym łatwo można je dopasować, a także założyć polowy noktowizor czy maskę przeciwgazową. Jeden z weteranów misji w Iraku, z którymi rozmawialiśmy, dodaje, że dzięki hełmowi z kevlaru uniknął urazu głowy w trakcie ostrzału.

Ale armia ma obecnie znacznie poważniejsze zmartwienie niż powrót archaicznych hełmów. Niepewna jest przyszłość wielkiego programu „Tytan", czyli unowocześnienia wyposażenia indywidualnego żołnierzy. Wśród kilkunastu uczestników przemysłowego konsorcjum, które łączyło potencjał państwowych i prywatnych producentów żołnierskiego rynsztunku, panuje opinia, że ciosem dla programu „Tytan" była zmiana wymagań kryptograficznych dla polowych radiostacji. – Niestety, nie dało się też przekonać ministerialnych decydentów, żeby nie czekać na gotowy produkt, tylko najbardziej znaczące nowinki do ekwipunku wprowadzać stopniowo, w miarę technologicznego dojrzewania produktów – mówi gen Adam Duda, dziś poza wojskiem, były już szef Inspektoratu Uzbrojenia w MON.

To dlatego dziś jedynym widocznym efektem „Tytana" jest konstrukcja karabinu Grot, ale i tu są problemy. Pierwsze partie modułowego karabinka automatycznego MSBS produkowane w radomskiej fabryce broni trafiają już do Wojsk Obrony Terytorialnej. Przed zakładami stanęło jednak historyczne wyzwanie. Ubiegłoroczny kontrakt na 53 tys. automatów to największe zamówienie na broń strzelecką polskiej konstrukcji w nowożytnych czasach. Aby wywiązać się gigantycznych, wartych 0,5 mld zł, zamówień dla WOT radomski Łucznik w ostatnich miesiącach w ekspresowym tempie zamawiał nowe specjalistyczne maszyny i pospiesznie rozwijał linie montażowe grotów.

Na pokazach sprzęt tworzony dla „Tytana” był bez zarzutu, teraz program wstrzymano

Na pokazach sprzęt tworzony dla „Tytana” był bez zarzutu, teraz program wstrzymano

Gorączka w Łuczniku

W radomskiej zbrojowni o rocznych przychodach na poziomie 95 mln zł, zatrudniającej obecnie ponad 500 pracowników, trwa wzmacnianie załogi. Zarząd planuje przyjęcia i ocenia, że docelowo Łucznik będzie zatrudniał 600 pracowników. – Przyjmujemy specjalistów: technologów i operatorów centrów obróbczych, konstruktorów – mówi „Rzeczpospolitej" Maciej Borecki, wiceprezes Łucznika.

Aby do 2020 r. zrealizować gigantyczny kontrakt na groty, trzeba już w tym roku wprowadzić firmę na najwyższe obroty. Wyzwanie jest poważne: począwszy od tego roku firma musi potroić liczbę egzemplarzy produkowanej rocznie broni strzeleckiej – z ok. 20 do co najmniej 60 tys. sztuk. Niestety, już widać, że jest z tym kłopot. Dowództwo WOT martwi się, że na razie broń dostarczana jest żołnierzom mniejszymi partiami, niż się spodziewano.

Łucznik zaprzecza: kolejna partia broni została przekazana na koniec pierwszego półrocza bieżącego roku – dokładnej liczby nie podajemy – odpowiada na pytanie „Rz" rzecznik firmy. Fabryka zapewnia, że plan dostaw karabinków MSBS Grot jest realizowany zgodnie z harmonogramem. Produkcja została częściowo rozkooperowana, ale nie dlatego, że kontrakt jest zagrożony i konieczne były działania awaryjne, ale dlatego, że jest to korzystne dla fabryki. – Taki sposób postępowania jest praktykowany przez ogół producentów branży – twierdzi FBR. W informacji zarząd Łucznika przyznaje jednak, że część obrabiarek zostanie zainstalowana na nowych liniach produkcyjnych dopiero po wakacjach. – Po przerwie urlopowej znaczna większość maszyn zostanie uruchomiona. Dostawa i rozruch niektórych odbędzie się później, nawet w przyszłym roku. Powód? W przetargach powstały oszczędności i Fabryka Broni, chcąc wykorzystać całą przyznaną kwotę kredytu, organizuje przetargi na dodatkowe obrabiarki – odpowiada na nasze pytania fabryka w Radomiu.

Opinia

Remigiusz Wilk, Znawca broni strzeleckiej, szef magazynu „Milmag"

Po wysłaniu do jednostek pierwszej partii 1000 seryjnych grotów w grudniu zeszłego roku, użytkownicy mieli tylko drobne uwagi i sugestie raczej kosmetycznych zmian. Fabryka je uwzględniła i kolejne automaty dostarczane WOT będą teraz sukcesywnie poprawiane. Radomski MSBS od powszechnie używanego w armii beryla dzieli cała epoka postępu i rozwoju broni strzeleckiej. Grota wyróżniają oryginalne rozwiązania, m.in.: przestawny zamek, który pozwala dostosować broń do strzelców prawo- i leworęcznych, a także liczne udogodnienia poprawiające ergonomię i funkcjonalność. Wiele elementów można regulować i indywidualnie dopasowywać do bojowych potrzeb.

Prawa autorskie do wynalazków przejęło MON

Uruchamiany w 2014 r. program Tytan przewidywał na początek zamówienie ok. 14 tysięcy kompletów żołnierskiego uzbrojenia i wyposażenia, z których każdy składa się z 30 elementów. Armia miała wyasygnować docelowo na sprzęt „mniej niż 5 mld zł". Po złożeniu podpisów pod umowami Czesław Mroczek, ówczesny wiceszef MON, przyznał, że kontrakty z konsorcjum 13 spółek i ośrodków badawczych mają charakter precedensowy, bo po raz pierwszy przemysł spierał się z wojskiem o materialne prawa do własności intelektualnej. Związane z Tytanem wynalazki i innowacyjne opracowania, np. indywidualny system identyfikacji na polu walki czy miniaturowe, osobiste radiostacje, miały przejść na własność MON (jeśli prace badawcze były finansowane z funduszów NCBiR czy wojska). Resort obrony miał być więc jedynym dysponentem licencji, także eksportowej, na produkcję „tytanowych" wyrobów. W zamian za zrzeczenie się praw autorskich firmy zyskały zapewnienie MON, że to one dostaną produkcyjne zlecenia i możliwość rozwijania sprzętu. Liderem programu Tytan zostało warszawskie Przemysłowe Centrum Optoelektroniki, spółka należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Po wydaniu kilkudziesięciu mln zł głównie na rozwój karabinka Grot prace nad programem wyraźnie zwolniły.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA