Przemysł Obronny

Scorpene ściga się z U-Bootami

Scorpene już na starcie ma atut: to zintegrowane z okrętem dalekosiężne pociski manewrujące.
AFP
Francuska Naval Group, producent podwodnych myśliwców Scorpene, podnosi kotwicę i rusza na podbój polskiego rynku. Cel: wart ponad 10 mld zł program „Orka", czyli wyposażenie Marynarki RP w trzy okręty nowej generacji.

Nikt nie ma złudzeń, że stoczniowemu potentatowi z Cherbourga uda się wymanewrować bez walki niemieckie U-Booty (U-212,U-214) z Thyssen Krupp Marine Systems czy okręty A26 oferowane przez szwedzką (Saab) konkurencję.

Program „Orka", czyli plan wyposażenia floty wojennej RP w trzy okręty podwodne nowej generacji uzbrojone w pociski manewrujące, to jeden z zasadniczych elementów budowy potencjału odstraszania przez Siły Zbrojne Rzeczypospolitej. Tyle że skala modernizacyjnego przedsięwzięcia najwyraźniej przerosła kolejnych rządowych decydentów. Podwodny program zbrojeniowy zainicjowany przez rząd PO–PSL już na starcie wpadł w półtoraroczny poślizg. Wyboru zagranicznych dostawców broni nie przyspieszyły nawet jednoznaczne rekomendacje Strategicznego Przeglądu Obronnego autorstwa obecnej ekipy w MON.

– Tak skomplikowanego i kosztownego oręża nigdy nie produkowaliśmy w kraju, a ambicje obecnego rządu są jednoznaczne – polskie stocznie muszą być włączone w budowę jednostek. Na uzgodnienie tysięcy procedur i detali potrzebujemy co najmniej dwóch kolejnych lat i to przy założeniu, że zaczynamy negocjacje od jutra – mówi specjalista z kręgu osób zaangażowanych w kontraktowanie uzbrojenia w resorcie obrony.

Powstające dopiero okręty A26 (wizualizacja) Saab chciałby produkować w ramach polsko-szwedzkiego klastra.

Nieuniknione starcie

Potencjalnych dostawców okrętów kolejne decyzyjne zawirowania w Warszawie nie zniechęcają, każda taka inwestycja, każdy sprzedany okręt podwodny o klasycznym napędzie (cena ok. 500–550 mln euro za jednostkę z uzbrojeniem) to prestiżowy i lukratywny biznes na lata.

Francuzi od dawna obecni w grze o strategiczne morskie zamówienia Warszawy i tym razem sięgają po sprawdzony argument: – Tylko wybór okrętów Scorpene da Polsce pełną autonomię w użyciu strategicznej broni podwodnej wyposażonej w dalekosiężne pociski manewrujące – zapewnia Alain Guillou, wiceprezes ds. rozwoju międzynarodowego koncernu stoczniowego Naval Group (zatrudnienie 40 tys., przychody roczne grupy – 3,7 mld euro).

Francuzi przekonują, że integracja rakiet manewrujących NCM dalekiego zasięgu (ok. 1000 km) z zamówionymi przez Polskę klasycznymi jednostkami scorpene'ów byłaby w zasięgu ręki. Pociski już instalowane są na najnowszych okrętach atomowych Republiki – Barracuda, a cały system związany z integracją skrzydlatej broni na życzenie Warszawy mógłby być przeniesiony do eksportowych scorpene'ów dla polskiej Marynarki Wojennej. Trzeba przyznać, że takiej oferty nie są w stanie dziś przebić ani niemiecki producent U-Bootów TKMS, ani Saab. Mogą najwyżej zadeklarować, że poradzą sobie z uzbrojeniem swoich jednostki w pociski, np. Tomahawk, które Polska samodzielnie, w drodze politycznych negocjacji, pozyska np. w USA.

To dlatego admirał Didier Maleterre z Marine Nationale jest pewny swego: – Jeśli MON wybierze francuski okręt, siły morskie RP dysponować będą, dzięki pociskom manewrującym z MBDA, rakietom przeciwokrętowym Exocet i nowoczesnym torpedom, najpotężniejszymi konwencjonalnymi okrętami podwodnymi w NATO.

TKMS, producent U-Bootów, obiecuje uruchomienie montowni swoich eksportowych jednostek w Szczecinie.

Kuszenie inwestycjami

Francuski koncern powtarza, że ma także uaktualniony plan wieloletniej współpracy gospodarczej, która pozwoli na modułowy montaż i produkcję okrętowych komponentów w stoczniach Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Naval Group szacuje, że w ciągu najbliższych 15 lat kooperacja przy produkcji, a potem serwisowaniu floty scorpene'ów oznaczałaby utworzenie i utrzymanie nawet 2000 miejsc pracy w kraju. Oferta Naval Group przewiduje m.in. inwestycyjne wykorzystanie potencjału stoczniowego w Szczecinie i potrzebującej rozwojowego impulsu Stoczni Wojennej PGZ w Gdyni. – Współpraca przy budowie okrętów pozwoli zwłaszcza gdyńskim stoczniowcom opanować technologie serwisowania jednostek – po tym, jak już gotowe scorpene'y trafią do służby – kusi wiceszef Naval Group.

Francuskie obietnice idą dalej: okrętowa inwestycja mogłaby przynieść ok. 100 polskim firmom, które potwierdzą w praktyce swoje kompetencje przy budowie scorpene'ów, szansę na znalezienie się na stałe w łańcuchu poddostawców Naval Group.

W odróżnieniu od niemieckich i szwedzkich ofert dla Polski francuski producent nie przewiduje udostępnienia w czasie oczekiwania na nowe okręty „przejściowych" szkoleniowych jednostek do podtrzymania umiejętności polskich marynarzy, choć oczekuje tego Marynarka RP. Naval Group proponuje, by nasi podwodniacy – przyszli użytkownicy scorpene'ów, szkolili się na ekonomiczniejszych trenażerach i symulatorach, a potem uzupełniali kwalifikacje we flocie Marine Nationale.

Francuski koncern zadeklarował natomiast pomoc w usprawnieniu nieczynnego wciąż okrętu „Orzeł" (klasy Kilo, rosyjskiej proweniencji), który po serii pechowych wypadków i technicznych wpadek nie jest w stanie powrócić do regularnej służby w marynarce. Modernizacja używanych starszych jednostek podwodnych to w ostatnich latach także jedna z eksportowych specjalności Naval Group.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL