fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Producent caracali gra na zwłokę

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Inspektorat Uzbrojenia w resorcie obrony wydłużył do 27 marca okres zgłaszania ofert w wartym 3 mld zł konkursie na 16 śmigłowców dla wojska, aby „zachować pełną konkurencyjność prowadzonego postępowania" – ujawniło we wtorek MON.

Jeszcze w poniedziałek resort obrony tłumaczył, że mimo wyznaczenia na 13 marca pierwotnego terminu składania ofert, daje producentom helikopterów dodatkowy czas na przygotowanie dokumentów na prośbę jednego z uczestników postępowania. MON nie ujawnia nazwy firmy, lecz nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o europejskiego potentata Airbus Helicopters.

AH w zakończonym w zeszłym roku bez rozstrzygnięcia przetargu na 50 maszyn za 13,4 mld zł oferował śmigłowce caracal. Powodem do przerwania przetargu był, zdaniem rządu, niezadowalający offset. Ministrowie rozwoju i obrony ocenili , że wymagany przez prawo program kompensacyjny zaproponowany przez Airbusa nie odpowiadał oczekiwaniom strony polskiej ze względów ekonomicznych i bezpieczeństwa kraju.

Czy Airbus dołączy do gry

We wtorek Inspektorat Uzbrojenia ujawnił, że jeden z producentów, uczestników obecnego postępowania zwrócił się do MON w sprawie przedłużenia terminu składania nowych propozycji bo do 13 marca nie był w stanie przygotować kompletnej oferty. Jak wyjaśniła Katarzyna Jakubowska z Oddziału Mediów w MON Inspektorat Uzbrojenia mimo niezłożenia oferty w przewidzianym terminie zdecydował o niewykluczaniu wymienionego oferenta, aby zachować pełną konkurencyjność prowadzonego postępowania.

MON zapewnia, że przedłużenie okresu składania ofert na dostawy śmigłowców nie będzie miało wpływu na termin przekazania Siłom Zbrojnym niezbędnego sprzętu, w tym w szczególności – helikopterów przewidywanych do szkolenia załóg.

Na razie więc jest pewne, że w starciu o zamówienie na helikoptery dla sił specjalnych i bojowego ratownictwa a także maszyn zwalczania okrętów podwodnych z możliwością poszukiwania rozbitków uczestniczą PZL Mielec / Sikorsky Aircraft Corp. (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), i WSK "PZL-Świdnik" (włoska grupa Leonardo). Do 27 marca będzie jasne , czy do rywalizacji dołączy producent caracali w konsorcjum z Heli Invest.

Airbus Helicopters starannie dotąd unikał komentarzy dotyczących nowego śmigłowcowego postępowania. W krótkim lutowym oświadczeniu stwierdził: -„Przyglądamy się rozwojowi sytuacji w Polsce. Dokumenty ( dotyczące nowego konkursu, przyp. Z.L.) zostały przez nas odebrane i są obecnie analizowane. Zawsze chętnie bierzemy udział w tych konkursach, które są uczciwe i otwarte. Jednocześnie podtrzymujemy nasze prawo do roszczeń w związku z zamknięciem poprzedniego przetargu."

PZL Świdnik kusi merlinami

Przypomnijmy: MON ogłosił, że chce zamówić 16 nowych śmigłowców - po 8 maszyn dla sił specjalnych i morskich 20 lutego . Szef MON Antoni Macierewicz zapewniał wówczas, że zainteresowani kolejnym podejściem do gry o wojskowe śmigłowce są trzej producenci wiropłatów znani z zakończonego w zeszłym roku przetargu - z Airbus Helicopters włącznie.

Z obecnego zamieszania wokół terminu składania ofert wynika ,że w nowym konkursie rosną szanse spółek z Mielca i Świdnika.

Lubelski producent Sokołów i Puszczyków, który oferował we wcześniejszym konkursie najnowsze średnie maszyny AW149, tym razem proponuje zdecydowanie większe śmigłowce budowane przez Leonardo Helicopters - AW101, sprawdzone już w wersjach morskich ( AW101 Merlin) w kilku armiach, m.in. brytyjskiej.

Zdaniem Mariusza Cielmy z pisma Nowa Technika Wojskowa AW101 to doskonała choć droga maszyna. Cenę śmigłowca (ok. 50 – 90 mln dol. za sztukę w zależności od wyposażenia ) jego zdaniem, rekompensują możliwości. Przy potężnym udźwigu, trzech silnikach, łatwo jest modyfikować wyposażenie przestronnej kabiny i dostosowywać je do specjalistycznych zadań. Dzięki temu platformę, która w jednej wersji przeznaczona jest do zwalczania okrętów podwodnych, w innej konfiguracji może stać się morskim śmigłowcem poszukiwawczo- ratowniczym.

Śmigła dla komandosów z Mielca?

Black Hawki zostały sprawdzone na wojnach, są odporne i rozpowszechnione w NATO, co ułatwia ich eksploatację na trudnych misjach - zachwala swój produkt PZL Mielec. Oferowane w polskim przetargu przez grupę Lockheed Martin legendarne maszyny w US Army już teraz zapewniają wsparcie siłom specjalnym - mówi Bartosz Głowacki ekspert militarny pisma Skrzydlata Polska.

Tyle że UH 60 w amerykańskiej wersji są do tego odpowiednio przystosowane. Aby zwiększyć zasięg wyposaża się je w sondę do tankowania w powietrzu. Śmigłowce mają znakomite radiostacje zapewniające łączność z sojusznikami i urządzenia obserwacji skuteczne w najtrudniejszych warunkach. Głowacki: black hawki dla sił specjalnych sporo kosztują (ponad 30 mln dol.). Operując na zapleczu wroga, załogi muszą mieć możliwość zapewnienia skutecznej osłony desantującym komandosom.

Mieleckie helikoptery mają jednak istotne ograniczenia: to mały udźwig. Dlatego black hawk wyposażony i uzbrojony po zęby, zabiera na pokład mniej żołnierzy – tłumaczy ekspert.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA