fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Prawa autorskie: printscreen to nie cytat, za foto trzeba płacić - wyrok

AdobeStock
Okoliczność, że cudze zdjęcia zostały opublikowane jako tzw. printscreeny, a nie przy użyciu innej techniki, nie ma znaczenia dla oceny, czy doszło do naruszenia praw autorskich fotografa.

Pięć wykonanych przez siebie fotografii Paweł R. ujrzał na stronie portalu X. Na zdjęciach były dwie dziewczyny, które pozowały Pawłowi R. podczas profesjonalnych, choć niekomercyjnych sesji zdjęciowych „time for prints" (modelki nie dostają wynagrodzenia za pozowanie, w zamian za udział w sesji otrzymują jedynie wykonane zdjęcia). Sesje zostały przeprowadzone w studio, z udziałem zawodowej wizażystki.

Paweł R. akurat budował swoje portfolio, więc opublikował te zdjęcia na swoim profilu w serwisie M., który zapewnia możliwość kontaktu z właścicielem portfolio. Pod każdą fotografią zamieszczony był pseudonim powoda i modelki występującej na zdjęciu.

Darmowe cheerleaderki

Fotografie zostały skopiowane przez redakcję portalu z profilu powoda i jako tzw. printscreeny, czyli zrzuty z ekranu, zamieszczone w jednym z materiałów. Przed jednym ze zdjęć umieszczono tekst: „Dziewczyny z zespołów cheerleaderek z G. i S. coraz częściej występują w sesjach jak z Playboya. Czy wkrótce zobaczymy je także tam?" Pod zdjęciem znajdowały się słowa: „Na co dzień prezentują swoje wdzięki na parkietach. Ostatnio mówi się nawet, że występy cheerleaderek są o wiele ciekawsze niż mecze koszykówki. Nic dziwnego, że na portalach dla modelek dziewczyny pokazują się w coraz śmielszych sesjach." W opisach pod innymi zdjęciami podane były nazwiska modelek, ich wiek oraz informacje o tym, gdzie tańczą, studiują i mieszkają.

Portal nigdy nie uzyskał zgody Pawła R. na wykorzystanie tych fotografii.

Fotograf najpierw mailowo wezwał wydawcę portalu do natychmiastowego zaniechania publikacji jego utworów fotograficznych. Potem skierował do niej również wezwania pisemne. Zażądał także przeprosin oraz zapłaty 15 tys. zł za zawinione naruszenie majątkowych praw autorskich. W końcu pozwał wydawcę portalu do sądu, żądając jeszcze usunięcia fotografii z wyszukiwarek internetowych. Roszczenie finansowe ograniczył do kwoty 14 700 zł z odsetkami.

Nazwisko twórcy musi być

Istota sporu, który rozstrzygał najpierw Sąd Okręgowy w Warszawie, sprowadzała się do odpowiedzi na pytanie, czy publikując printscreeny zdjęć portal X działał w ramach dozwolonego użytku, tj. w ramach prawa cytatu, o którym mowa w art. 29 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, czy też dopuścił się naruszenia praw autorskich powoda. Pracownik portalu zeznający jako świadek stwierdził, że materiał wizualny opublikowany przez pozwaną „nie był w ogóle zdjęciami tylko screenami z portalu", a co za tym idzie nie widział w ogóle konieczności uzyskania zgody autora zdjęć na ich publikację.

Przypomnijmy w tym miejscu, że zgodnie z art. 29 ust. 1 ustawy wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. W myśl art. 34 ustawy o prawie autorskim można korzystać z utworów w granicach dozwolonego użytku pod warunkiem wymienienia imienia i nazwiska twórcy oraz źródła.

W przekonaniu sądu publikacja na portalu X nie była samodzielną całością, więc nie jest utworem podlegającym ochronie prawnoautorskiej. Jego jedyną rzeczywistą zawartością tej publikacji były bowiem zdjęcia autorstwa powoda, reszta to pięć zdań wstępu oraz podpisy pod poszczególnymi zdjęciami. Działania wydawcy nie można zakwalifikować również jako realizacji prawa przedruku (art. 21 ust. 1 pkt 1 c pr. aut.) ponieważ zdjęcia opublikowane w spornym materiale nie były fotografiami reporterskimi.

– Pozwana, wykorzystując fotografie autorstwa powoda w materiale prasowym naruszyła zarówno jego osobiste, jak i majątkowe prawa autorskie. W materiale nie podano, kto jest autorem opublikowanych zdjęć, ograniczając się do podpisów „screen z (...)". Tym samym pozwana naruszyła autorskie prawo osobiste powoda, a także, przez to, że nie reagowała na żądanie usunięcia, pozbawiła go możliwości wykonywania nadzoru nad sposobem korzystania z utworu – uzasadniał sąd.

Pieniądze i przeprosiny

Zdaniem sądu Paweł R. ma prawo domagać się od wydawcy portalu zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne za udzielenie zgody na korzystanie z utworów. Ustalając jego wysokość sąd oparł się na opinii biegłego z zakresu fotografii, który obliczył wynagrodzenie na podstawie średnich stawek rynkowych za udzielenie zgody na wykorzystanie zdjęć w serwisie internetowym. W efekcie sąd zasądził od pozwanego wydawcy na rzecz powoda kwotę 6600 zł (2 x 3300 zł).

Ale to nie wszystko. Sąd okręgowy uznał, że wydawca portalu dopuścił się rażącego niedbalstwa, bo skoro skorzystał ze źródła, jakim był portal M., to mógł łatwo ustalić, kto jest autorem zdjęć i przynajmniej oznaczyć autorstwo powoda. Nie zrobił tego, więc Pawłowi R. przysługują przeprosiny i zadośćuczynienie – 2500 zł. Zwłaszcza, że do naruszenia praw powoda doszło w czasie, gdy przygotowywał się on do podjęcia działalności zawodowej w dziedzinie fotografii i budował swoją pozycję na rynku. Organizowane przez niego profesjonalne sesje zdjęciowe wymagały nakładu czasu i pieniędzy.

– W tym kontekście naruszenie przez pozwaną prawa powoda do oznaczenia utworów jego nazwiskiem musiało być dla niego szczególnie dotkliwe. Powód chciał zajmować się fotografią aktową w nurcie edytorialowym a umieszczenie przedmiotowych zdjęć na portalu X w materiale o charakterze plotkarskim obniżało rangę tych utworów – wskazał sąd.

Nie zawsze trzeba wykazać szkodę

Wydawca portalu wniósł apelację. Jednym z wielu zarzutów było to, że fotograf nie wykazał na czym polegała jego szkoda majątkowa i naruszenie jego praw osobistych. Kwestionowany był też 14-dniowy okres utrzymywania na stronie portalu przeprosin dla Pawła R.

I tylko ten zarzut zasługiwał na uwzględnienie w ocenie Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

– Siedem dni jest z całą pewnością okresem gwarantującym zapoznanie się z oświadczeniem przez krąg osób, do których wiadomości mogły dotrzeć, poprzez wskazany portal pozwanej, fotografie powoda w formie printscreenów nieujawniających jego autorstwa – uznał sąd.

Zarzut jakoby powód nie wykazał na czym polegała jego szkoda majątkowa oraz naruszenie jego praw osobistych okazał się bezskuteczny. Sąd przypomniał, że autor może wybrać czy roszczeń z tytułu naruszenia swoich praw chce dochodzić zgodnie z art. 79 ust. 1 pkt 3 ppkt a i b ustawy o prawie autorskim albo na zasadach ogólnych, czy może poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności stosownego wynagrodzenia.

– Postępując zgodnie z prawem pozwany musiałby przed publikacją zdjęć na swojej stronie internetowej zapłacić powodowi albo za przeniesienie praw majątkowych, albo co najmniej za udzielenie licencji. Bezprawne wykorzystanie utworów powoda bez stosownej umowy i bez zapłaty wynagrodzenia stanowi o szkodzie majątkowej powoda. Powód dokonał wyboru uprawnień przysługujących mu w takim przypadku i nie dochodził naprawienia szkody na zasadach ogólnych, a tylko wówczas musiałby udowodnić rozmiar szkody. W takim przypadku udowodnieniu podlegała jedynie wysokość wynagrodzenia, którego powód mógł oczekiwać od pozwanego, gdyby ten zwrócił się o udzielenie licencji, względnie o przeniesienie na jego rzecz praw majątkowych do utworów – wyjaśnił sąd apelacyjny.

Wyrok jest prawomocny. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA