fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

I na rynku pracownika można trafić na listę do zwolnienia

123RF
Bardzo dobra koniunktura na rynku pracy nie oznacza, że firmy przestały zwalniać pracowników. Nadal to robią, chociaż na mniejszą skalę. Podpowiadamy, jakie sytuacje mogą dzisiaj doprowadzić do utraty zatrudnienia.

Prawie 73 tys. osób powiększyło w 2017 r. statystyki bezrobotnych z przyczyn dotyczących pracodawcy, choć było ich najmniej od sześciu lat. Spadła też skala zwolnień grupowych – dotknęły one 16,5 tys. pracowników, o ponad jedną czwartą mniej niż rok wcześniej. Te oficjalne statystyki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej mogą być jednak mylące.

Jak przypominają eksperci rynku pracy – nie są w nich uwzględnione rozstania w ramach Programów Dobrowolnych Odejść (PDO). To nimi firmy zastępują teraz chętnie zwolnienia grupowe.

Raz, że są formalnie łatwiejsze do przeprowadzenia, a dwa, że są mniej ryzykowne wizerunkowo. Wieści o zwolnieniach grupowych mogłyby odstraszyć potencjalnych kandydatów do pracy, a w wielu firmach cięcia w jednym obszarze biznesu wiążą się z rekrutacją w innym.

Ważne wieści ze świata

Jak wynika z badania Plany Pracodawców agencji zatrudnienia Randstad, na pierwszą połowę tego roku 7 proc. firm miało plany ograniczenia zatrudnienia – ale w sektorze finansów deklarowała je prawie co piąta...

Agnieszka Jagiełka, partner i ekspert HR w firmie LHH DBM, która specjalizuje się w outplacemencie, czyli wsparciu dla zwalnianych pracowników, zwraca uwagę na dwa rodzaje wskaźników pomocnych przy określeniu ryzyka utraty pracy. Pierwsze dotyczą ogólnej kondycji pracodawcy i jego branży. Drugie – indywidualnej sytuacji pracownika i jego działu.

Zdaniem ekspertki LHH DBM, pracownicy rzadko postrzegają swoją firmę jako część większej, coraz częściej międzynarodowej struktury biznesowej. Nie widzą związku między swoją sytuacją a informacjami o testowanych przez firmę w innych krajach nowych rozwiązaniach technologicznych czy wdrażanych „gdzieś na świecie" zmianach strukturalnych. Tymczasem znaczna część z nich po jakimś czasie przekłada się na spółkę w Polsce.

Wejście firmy w nowe obszary czy technologie albo nowy model biznesu zwykle oznacza, że będą potrzebni ludzie o nieco innych kompetencjach, co zwiększa ryzyko zwolnień w „starych" działach. Nawet jeśli polski oddział czy zakład międzynarodowej korporacji radzi sobie świetnie, to i tak może odczuć problemy firmy na świecie. Mogą go dotknąć ogłaszane w centrali redukcje zatrudnienia, gdy korporacja narzuci „solidarnościowe" cięcia kadrowe we wszystkich oddziałach.

Pracując w międzynarodowej firmie, warto więc śledzić informacje o jej poczynaniach na świecie i trendy w branży. Globalny spadek popytu na jej usługi, zmiana modelu biznesowego (np. w mediach czy w handlu) prędzej czy później odbiją się na zatrudnieniu – także u nas.

Kadrowy tuning

Agnieszka Jagiełka przypomina, że wiele branż (w tym bankowość, media, telekomunikacja, a nawet IT) przechodzi niemal permanentną restrukturyzację. Wydzielają coraz więcej procesów do centrów usług wspólnych albo outsourcingowych. Wiąże się to z redukcją liczby pracowników albo optymalizacją zatrudnienia – w tym wymianą ludzi na tych lepiej dopasowanych do nowego modelu. Część firm prowadzi tu zresztą nieustanny kadrowy „tuning".

Niekiedy robią to, przekazując wydzielone obszary działalności – wraz z pracownikami – firmie outsourcingowej. Pracownicy przechodzą na dotychczasowych warunkach, lecz są one zagwarantowane w określonym terminie – zwykle najwyżej na rok. – W praktyce oznacza to często wydłużony okres wypowiedzenia. Lepiej więc nie zakładać, że w firmie outsourcingowej, do której zostaliśmy przeniesieni, mamy pewność pracy, bo ta pewność ma określony horyzont czasowy – zaznacza Jagiełka. Dodaje, że coraz częściej takie operacje mają miejsce w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu, gdzie szybko postępuje automatyzacja.

Korporacje, które wcześniej w ramach optymalizacji kosztowej koncentrowały część procesów w centrach usług wspólnych (SSC), teraz przekazują je do centrów outsourcingowych (BPO), co zwykle prowadzi do zwolnień.

Jednak nawet w świetnie prosperującej firmie i branży można stracić pracę i to będąc wysoko wykwalifikowanym specjalistą – jeśli pracujemy w mało przyszłościowym dla firmy dziale albo zespole. Sygnałem ostrzegawczym może być brak zainteresowania szefostwa firmy tym, co robimy, i zamrożenie rekrutacji – nawet dla odtworzenia etatów.

Społeczna izolacja

Warto też pamiętać o ryzykach związanych z indywidualną sytuacją pracownika. Agnieszka Jagiełka przypomina popularne w HR powiedzenie, że pracowników zatrudnia się dla ich kompetencji, a zwalnia z powodu niedopasowania do kultury firmy. To niedopasowanie ma często związek z brakiem kompetencji społecznych.

Jak ostrzega ekspertka, nawet osoby świetne merytorycznie, osiągające biznesowe sukcesy, mogą trafić na listę do zwolnienia, jeśli zostaną uznane za konfliktowe i „trudne we współpracy" (trouble makers). Jeśli zależy nam na pracy, to warto poważnie potraktować szefa, który zwraca uwagę na problemy związane z naszym stylem zachowania. Czerwona lampka powinna się też zapalić, jeśli współpracownicy przestają nas prosić o pomoc, zapraszać do udziału w ważnych projektach, nawet tych z naszej dziedziny. To oznaki stopniowej izolacji społecznej pracownika, która zwykle poprzedza jego zwolnienie. Jak ocenia Agnieszka Jagiełka, osoby mocno konfrontacyjne są tolerowane od dwóch miesięcy do roku – do czasu, aż znajdą się merytoryczne argumenty uzasadniające rozstanie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA