Reklama

Spotkanie czwórki normandzkiej: Paryska próba Zełenskiego

Los tlącej się od ponad pięciu lat wojny na wschodzie Ukrainy jest w rękach Putina, Zełenskiego, Macrona i Merkel.

Aktualizacja: 09.12.2019 20:06 Publikacja: 09.12.2019 18:47

Przywódcy Ukrainy, Francji, Rosji i Niemiec rozpoczęli rozmowy w poniedziałek wieczorem

Przywódcy Ukrainy, Francji, Rosji i Niemiec rozpoczęli rozmowy w poniedziałek wieczorem

Foto: AFP

W Moskwie, Kijowie, Paryżu czy Berlinie wszyscy są zgodni co do tego, że przełomem jest już sam fakt poniedziałkowego spotkania przywódców „czwórki normandzkiej", którzy po raz ostatni rozmawiali w październiku 2016 roku. Z przecieków w ukraińskich mediach wynikało, że wtedy w Berlinie prezydent Rosji Władimir Putin w rozmowie z Francois Hollande'em, Angelą Merkel i Petrem Poroszenką nalegał na konieczność przeprowadzenia wyborów i nadania przez Kijów specjalnego statusu dla Donbasu, mówił też o całkowitej i bezwarunkowej amnestii dla prorosyjskich separatystów. – Po prostu przestań strzelać – miał podnieść głos ówczesny prezydent Ukrainy. Od tamtej pory zginęło ponad 300 ukraińskich żołnierzy.

W momencie zamknięcia wtorkowego wydania „Rzeczpospolitej" rozmowy w Paryżu jeszcze trwały, ale napływające z Moskwy i Kijowa informacje nie wróżyły przełamania impasu.

Późnym wieczorem rzeczniczka Zełenskiego Julia Mendel poinformowała jedynie media o zakończeniu dwustronnego spotkania prezydentów Rosji i Ukrainy. O efektach ich rozmów informacji nie podano.

Czytaj także: Atuty Władimira Putina

Sam na sam z Putinem

Tym razem Ukrainę za stołem rozmów reprezentował Wołodymyr Zełenski. Tuż po wygraniu wyborów prezydenckich, a następnie parlamentarnych (jego partia Sługa Narodu ma samodzielną większość w Radzie Najwyższej) były artysta kabaretowy nalegał na wznowienie rozmów „czwórki normandzkiej" i kilkakrotnie dzwonił do Putina.

Reklama
Reklama

Gospodarz Kremla nie od razu się zgodził. Najpierw Ukraina parafowała tzw. formułę Steinmeiera, która wywołała duże kontrowersje w kraju. Zakłada przeprowadzenie wyborów w części Donbasu pozostającej poza ukraińską kontrolą, a dopiero potem powrót ukraińskich pograniczników na kilkusetkilometrowy odcinek ukraińsko-rosyjskiej granicy, której Kijów nie kontroluje od wiosny 2014 roku. Następnie władze w Kijowie twierdziły, że formuła ta do niczego nie zobowiązuje, krytykował ją nawet były prezydent Leonid Kuczma, który reprezentuje ukraińską stronę w Mińsku i osobiście ją parafował.

Następnym warunkiem Kremla było wycofanie sił i zawieszenie broni w miejscowościach Petrowskie i Zołotoje. Przed wylotem do Paryża zarówno Zełenski, jak i szef ukraińskiej dyplomacji Wadym Prystajko zapewniali, że jakiekolwiek polityczne porozumienia w sprawie Donbasu są możliwe dopiero po tym, jak Rosja wycofa stamtąd swoich żołnierzy, a Ukraina odzyska kontrolę na granicy. Kijów wciąż utrzymuje, że nie będzie prowadził bezpośrednich rozmów z samozwańczymi republikami doniecką i ługańską, na co nalega Moskwa. W poniedziałek po południu rosyjskie i ukraińskie media spekulowały, że po spotkaniu „czwórki normandzkiej" prezydenci Rosji i Ukrainy będą rozmawiali w cztery oczy. Byłoby to pierwsze spotkanie Zełenskiego i Putina na żywo, przed którym od miesięcy ostrzegali krytycy ukraińskiego prezydenta w Kijowie.

Jednocześnie trzy partie polityczne (Europejska Solidarność Petra Poroszenki, Głos Piosenkarza Swiatosława Wakarczuka i Batkiwszczyna Julii Tymoszenko) wystosowały wspólne oświadczenie, w którym ostrzegły prezydenta przed „przekroczeniem czerwonych linii".

– Podoba mi się, że były prezydent nie zgadza się z tym, co sam podpisał – komentował Zełenski cytowany przez ukraińskie media. Miał na myśli podpisane w lutym 2015 roku „porozumienia mińskie", które Moskwa i Kijów od samego początku interpretowały w zupełnie odmienny sposób.

W Moskwie bez zmian

– Powinno się całkowicie i punkt po punkcie wykonywać „porozumienia mińskie", które zostały zaakceptowane decyzją nr 2202 Rady Bezpieczeństwa ONZ – mówił w piątek podczas wizyty we Włoszech szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Używając określenia „punkt po punkcie", powtórzył to, co Moskwa głosi niemal od pięciu lat.

W „porozumieniach mińskich" o odzyskaniu przez Ukrainę kontroli na granicy jest mowa dopiero w punkcie 9 z 13, które zawiera dokument. Wcześniej Ukraina miałaby nie tylko zacząć wypłacać tam pensje i emerytury, ale i przeprowadzić reformę konstytucyjną nadającą specjalny status dla części Donbasu.

Reklama
Reklama

– Wtedy, w lutym 2015 roku, trwały ostre walki i sytuacja była krytyczna. Dlatego Kijów zgodził się na kompromis skrajnie niewygodny dla Ukrainy. Zełenski musiałby być samobójcą, by wykonywać „porozumienia mińskie" w takiej kolejności, jak tego chce Rosja – mówi „Rzeczpospolitej" Mychajło Paszkow, analityk ds. międzynarodowych w kijowskim Centrum Razumkowa.

W Kijowie nikt nie ma wątpliwości, że wykonanie „porozumień mińskich" po myśli Moskwy oznaczałoby, że Donbas na długie lata blokowałby ukraińską politykę zagraniczną (chociażby w kwestii integracji z UE czy NATO). – Nie zakładam więc, że w najbliższym czasie dojdzie do przełomu. Oczekiwać można kompromisu w sprawie uwolnienia jeńców w Donbasie, zawieszenia broni i wycofania sił na całej linii frontu. To są bardziej namacalne rzeczy – dodaje.

Plan „B"

Doradca ukraińskiego prezydenta Andrij Jermak kilka dni temu stwierdził, że jeżeli ostatecznie nie uda się znaleźć kompromisu z Rosją, Ukraina „ma plan B". Wspominał o budowie muru i odwoływał się do doświadczenia Izraela.

Kilka dni temu Zełenski zatwierdził pięć scenariuszy dotyczących „reintegracji Donbasu". Szczegóły nie są znane. Wiadomo jedynie, że rozwiązanie wojskowe nie wchodzi w grę. Ukraina stawia wyłącznie na dyplomację i liczy na zachodnich sojuszników.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Prezydent zawetował ustawę o KRS. Oto jakie zapisy się w niej znalazły
Polityka
Rozłam w Polsce 2050 to dopiero początek? Ekspert nie wyklucza powstania nowej partii
Polityka
Czy prezydent Nawrocki paraliżuje rząd? Najnowszy sondaż przynosi wyraźny sygnał
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama