fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Uniwersytet Al-Azhar: Muzułmański Harvard

Studentki Al-Azharu podczas jednego z egzaminów. Jeżeli ściągawka, to tylko w hidżabie?
Reuters/Forum, Asmaa Waguih
Jeżeli radykalny islamizm zacznie tracić wpływy, to nie za przyczyną starań Zachodu, ale dzięki działalności Al-Azharu – najpotężniejszego uniwersytetu w świecie wyznawców Allaha. Jednak na uczelni liberalna interpretacja zasad wiary wciąż ściera się z tradycyjną.

W upalny dzień grupa dziewcząt ubranych w czarne burki i kolorowe hidżaby mija ogromną bramę zwieńczoną napisem „Al-Azhar" i szybkim krokiem zmierza w stronę budynku Wydziału Nauk Islamskich i Arabskich. Po chwili spóźnione studentki zajmują ostatnie wolne krzesła. Cała sala wykładowa po brzegi wypełniona jest kobietami, które pilnie notują każde słowo starszej profesor. Co jakiś czas nauczycielka groźnym wzrokiem lustruje pomieszczenie i wybiera którąś z uczennic do odpowiedzi.

Po wykładzie kilka z nich zgadza się na rozmowę z amerykańską ekipą telewizyjną. Ghada, zapytana przez dziennikarzy, dlaczego wybrała akurat te studia, uśmiecha się nieśmiało i odpowiada: – Chciałam pogłębić swoją wiedzę religijną. W przyszłości jako nauczycielka akademicka chcę uczyć o prawdzie w wierze i lepiej służyć mojej religii.

Twarzy Rani, którą zapytano o to samo, nie widać, ponieważ skrywa ją czarny nikab. Spuszczając głowę, mówi: – W tym życiu studia dadzą mi wykształcenie i status. Po śmierci zyskam dzięki życiu zgodnie z wolą Boga.

Te dziewczyny wraz z 90 tysiącami innych studentów opuszczą w końcu mury uczelni. Od tego, jak będą nauczani o swojej religii, zależy potem, jak bardzo odporni staną się na propagandę radykałów i jak w przyszłości będzie wyglądał islam. Dlatego na Al-Azharze spoczywa ogromna odpowiedzialność.

Z mongolską pomocą

Mimo że meczet, przy którym powstał uniwersytet, istnieje już ponad tysiąc lat, historycy do dzisiaj spierają się, skąd się wzięła jego nazwa. Zdaniem jednych Al-Azhar, co w swobodnym tłumaczeniu znaczy „olśniewający", zyskał swoją nazwę na cześć córki proroka Mahometa, Fatimy al-Zahry. Inni uważają, że nadano mu wówczas takie miano nieco na wyrost. Kiedy powstawał meczet, miało ono służyć początkowo jedynie jako dobra wróżba i zapowiedź jego przyszłej chwały.

Z całą pewnością budowę świątyni na terenach dzisiejszego Kairu rozpoczęto w 969 roku, a ukończono już trzy lata później. Założony przez dynastię Fatymidów Al-Azhar miał początkowo służyć wyłącznie jako meczet, który pomoże w szerzeniu szyizmu wśród Egipcjan.

Z czasem w jego murach zaczęto organizować pierwsze nauczania i wykłady. Dotyczyły prawa koranicznego, teologii i języka arabskiego, choć poruszano również tematy z bieżącej polityki. Te pierwsze „kursy" nie miały egzaminów wstępnych i nie wystawiano na nich ocen.

Dopiero z upływem lat władze meczetu zatrudniły pierwszych nauczycieli, którzy otrzymywali stałe wynagrodzenie, a seminaria zaczęły mieć coraz bardziej akademicki charakter. W drugiej połowie XII wieku, pod wpływem nowej dynastii rządzącej Egiptem, Al-Azhar porzucił szyizm i rozpoczął nauczanie o głównym nurcie islamu – sunnizmie.

Mimo ciągłego rozwoju świątynia długo pozostawała w cieniu Bagdadu, który wówczas był najważniejszym centrum religijnym i naukowym w świecie muzułmańskim. Wyścig o palmę pierwszeństwa zakończył się na początku XIII wieku, kiedy Bagdad został zrównany z ziemią przez Mongołów. Upadek tak ważnego miasta oraz postępujący zmierzch islamskiego panowania na Półwyspie Iberyjskim w krótkim czasie uczyniły z kairskiego meczetu najważniejszy ośrodek religijno-naukowy na Bliskim Wschodzie.

– Al-Azhar stał się jedynym miejscem, w którym od dawna uczono o islamie. Jeśli ktokolwiek chciał się dowiedzieć czegoś więcej o tej religii, nie miał wyboru i musiał jechać do Egiptu – tłumaczy Ismael el-Kholy, dziennikarz egipskiej telewizji ONtvLive. Z tego też powodu do meczetu przybywali najwięksi uczeni i mędrcy tamtych czasów, którzy zaczęli w nim uczyć nie tylko teologii, ale również medycyny, historii, matematyki, astronomii, a nawet filozofii.

Za nimi w mury świątyni ściągały rzesze studentów z całego muzułmańskiego świata. Pod prawie 300-letnimi rządami dynastii Mameluków meczet i istniejący przy nim uniwersytet zostały wsparte ogromnymi sumami pieniędzy, które umożliwiły renowację i rozbudowę całego kompleksu. Nie bez powodu ten okres nazywany jest złotym wiekiem Al-Azharu, który ugruntował jego pozycję aż do dziś.

Ta potężna instytucja działała bez przerwy aż do 1789 roku, kiedy w Egipcie zjawili się Francuzi. Wówczas w murach świątyni zawiązał się spisek, który doprowadził do powstania przeciwko okupantom. W odpowiedzi żołnierze ostrzelali uczelnię, co spowodowało jej zamknięcia na trzy lata.

Kilkanaście lat później Napoleon Bonaparte, wspominając ten czas, powie, że był pod ogromnym wrażeniem poziomu nauczania w Al-Azharze, który nazwie zresztą „Sorboną Orientu". Przez cały XIX wiek studenci i wykładowcy jeździli do Europy, by podpatrywać, jak funkcjonują tamtejsze uniwersytety.

To z kolei doprowadziło do modernizacji systemu nauczania. Do programu już na stałe wprowadzono przedmioty ścisłe, a „biedni" studenci obowiązkowo musieli zdawać testy wstępne i podchodzić do egzaminów, z których wystawiano oceny.

Ostateczny kształt Al-Azharowi nadały, o ironio, reformy arabskiego socjalizmu. W 1962 roku pod rządami charyzmatycznego egipskiego prezydenta Gamala Abdel Nasera do nauki na uniwersytecie po raz pierwszy dopuszczono kobiety. Poza istniejącym od dawna Wydziałem Teologicznymi stworzono m.in. wydziały Medycyny, Inżynierii i Handlu, a sama placówka przeszła pod kontrolę państwa.

Obecnie Al-Azhar to nie tylko wpływowa uczelnia, ale również cały systemu edukacji znany pod tą samą nazwą. W Egipcie równolegle do zwykłych szkół działa ponad 9 tysięcy należących do uniwersytetu placówek dla chłopców i dziewcząt. Chodzi do nich 2 miliony uczniów, którzy poza zwykłymi przedmiotami studiują się też Koran i nauki islamu.

Uniwersytet ma filie w większości krajów, w których żyją muzułmanie, od Pakistanu przez Nigerię po USA. Uczy się w nich łącznie 450 tysięcy przyszłych imamów, lekarzy i nauczycieli. Co więcej, państwa takie jak Algieria, Arabia Saudyjska czy Egipt od lat zezwalają na głoszenie kazań tylko tym duchownym, którzy ukończyli Al-Azhar.

– Roli i znaczenia tej potężnej instytucji, tej wielkiej tradycji nie da się przecenić. Siła jej rażenia intelektualnego jest przeogromna – opowiada Grzegorz Dziemidowicz, były ambasador RP w Egipcie, a obecnie wykładowca Collegium Civitas.

To szczególnie ważne, biorąc pod uwagę, że uczelnia chce uchodzić za bastion nowoczesnego i liberalnego podejścia do religii, który stoi w opozycji do islamskich ekstremistów.

Uczennica bez nikabu

Znaczenie Al-Azharu w walce o umysły młodych muzułmanów z dżihadystami z Al-Kaidy i Państwa Islamskiego dobitnie podkreślił obecny prezydent Egiptu Abd al-Fattah as-Sisi pod koniec 2014 roku. Wówczas, przemawiając na uniwersytecie do wykładowców i studentów, powiedział: – Mówię to tutaj, na tej uczelni, stojąc przed wami: musicie się oprzeć tej ideologii. Powtórzę to jeszcze raz: musimy zrewolucjonizować naszą religię. Świat oczekuje tego, co powiecie, ponieważ muzułmanie są rozdarci duchowo, wyniszczają się... jesteśmy za to odpowiedzialni.

W podobnym tonie kilka miesięcy później wypowiedział się wielki imam Al-Azharu, szejk Ahmed al-Tajeb. Podczas wizyty w Mekce, zwracając się do najważniejszych duchownych z całego muzułmańskiego świata, zaznaczył, że ekstremizm rozwija się przez błędną interpretację Koranu, a przyczyną, dla której ideologia ISIS jest tak toksyczna, jest łatwość, z jaką terroryści określają innych muzułmanów niewiernymi. Swoją mowę zakończył apelem: – Jedyną nadzieją, by utrzymać naszą jedność, jest walka z tą tendencją w szkołach i na uniwersytetach.

Pierwsze próby zreformowania programu nauczania tak, by przedstawiał on nowocześniejsze i bardziej liberalne podejście do islamu i interpretacji świętej księgi podjął poprzedni rektor uczelni szejk Mohamed Sajed Tantawi. W 2003 roku, przemawiając w stolicy Malezji Kuala Lumpur, powiedział, że ekstremizm jest wrogiem islamu, a zabijanie niewinnych cywilów i dzieci jest w tej religii zabronione.

Z kolei dziennikarze portalu Al-Monitor przypominają, że to Tantawi w 2007 roku wprowadził jako główną lekturę w Al-Azharze swój tekst „Jurysprudencja i jej podstawy", w której odrzucał stosowanie przemocy. Dwa lata później, podczas odwiedzin w jednej ze szkół podległych uczelni, duchowny zdjął nikab zakrywający twarz uczennicy, mówiąc, że jego noszenie to część tradycji niemającej związku z religią. Poinstruował również dziewczynki, by nigdy więcej nie nosiły tej przesłony.

Jego następca szejk Ahmed al-Tajeb zapowiedział z końcem 2014 roku reformy, które miały wyeliminować radykalne treści z ksiąg i podręczników, nie dopuścić, by studenci ulegali propagandzie ekstremistów, i w ogóle zmienić świadomość młodych muzułmanów.

Uczelnia zaczęła publikować magazyn dla dzieci od 8 do 18 lat zatytułowany „Al-Nur", co po arabsku znaczy „światło". Jak przyznał jeden z twórców gazetki, ma ona uczyć czytelników tolerancji, akceptacji dla innych i pomóc w tworzeniu muzułmańskiej tożsamości. Pod koniec grudnia zeszłego roku As-Sisi obiecał wsparcie finansowe, które umożliwi przetłumaczenie magazynu na inne język i jego dystrybucję wśród wiernych na całym świecie.

Jak piszą w swoim raporcie z marca tego roku eksperci International Institute for Counter-Terrorism, Al-Azhar stworzył specjalny program, w ramach którego wykładowcy spotykają się z młodzieżą w całym kraju i uczą jej, jakie niebezpieczeństwa kryją się w naukach głoszonych przez dżihadystów.

Przy uczelni powołano też specjalne biuro, w którym 300 nauczycieli teologii całą dobę odpowiada na pytania związane z religią zadawane telefonicznie albo przez internet. Dwa lata temu pod auspicjami uniwersytetu powstało centrum, które monitoruje propagandowe materiały zamieszczane przez dżihadystów w sieci i poprzez np. kanał na YouTubie stara się prostować zawarte w nich przekłamania i radykalne treści.

W walce z religijnym ekstremizmem naukowcy z Al-Azharu podjęli się tytanicznej pracy przetłumaczenia z języka arabskiego na francuski i angielski ponad tysiąca tekstów religijnych, na które powołują się m.in. terroryści z Państwa Islamskiego. Potem opublikowano je w postaci encyklopedii, która ma pokazywać, jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą określanie innych muzułmanów apostatami.

Kolejnym przykładem reformatorskiej działalności są stypendia, które uniwersytet daje studentom z Zachodu, uczącym się w jego murach o islamie i języku arabskim. Celem tej inicjatywy jest zapoznanie młodych ludzi z nowoczesną interpretacją religii i uczynienie z nich „ambasadorów", którzy wrócą do swoich krajów i przekażą dalej to, czego się dowiedzieli. Jak zapewniają władze uczelni, zmianie i modernizacji ulegają też same książki i teksty, z których uczą się studenci.

Komentując te działania, Abbas Shouman, zastępca rektora Al-Azharu, powiedział w rozmowie z dziennikarzami Agencji Reutera: – Uniwersytet powstał na bazie islamskiego dziedzictwa, ale nie wszystko, co doń należy, jest święte.

W myśl tej zasady z uczelni i podległych jej szkół usunięto część tekstów pochwalających branie łupów wojennych i niewolnictwo, które powstały jeszcze podczas muzułmańskich podbojów. Mniej więcej od roku władze uniwersytetu nalegają też, aby studenci nie czytali starych religijnych ksiąg bez kogoś, kto wytłumaczy im ich znaczenie i nierzadko radykalną treść. W tym samym celu dziekan Wydziału Teologii stworzył specjalne zespoły uczonych, które sprawdzają książki napisane przez wykładowców, żeby upewnić się, czy ci nie skłaniają się ku ekstremizmowi.

– Ostatnio egipski parlament, przy niewątpliwym przyzwoleniu czynników religijnych, ogłosił dekret ułatwiający budowę niemuzułmańskich świątyń w kraju. To ważne dlatego, że do tej pory postawienie jakiegokolwiek kościoła w państwach muzułmańskich było praktycznie niemożliwe – mówi Dziemidowicz, przypominając najnowsze zmiany, w które zaangażowani są również duchowni z Al-Azharu.

Mimo całego tego reformatorskiego zapału część ekspertów i dziennikarzy twierdzi, że to, co już zrobiono, pójdzie na marne, a uniwersytet i związane z nim szkoły nie zrewolucjonizują islamu i nie dadzą odporu radykałom, dopóki same nie przejdą poważnej wewnętrznej reformy i nie zmienią sposobu nauczania.

Słońce krąży wokół Ziemi

Elegancko ubrany dziennikarz islamskiej telewizji Al-Rahma przeprowadza właśnie wywiad z egipskim klerykiem Miqdamim al-Khadharim. W pewnym momencie prezenter pyta brodatego duchownego o jeden z podręczników, z których dzieci uczą się w szkołach działających przy Al-Azharze. Uczony bierze do ręki niebieski podręcznik i czyta: – Po czterech czy pięciu rozdziałach mamy następny, zatytułowany „Zdrada i wiarołomstwo Żydów".

Mężczyzna przerzuca kilka kartek i dodaje: – Chciałbym, żebyście to przeczytali. „Islamski dżihad i jego różne formy". Te podręczniki mają tchnąć bojowego ducha w uczniów, którzy kończą właśnie szkołę.

Mimo że od tego wywiadu z 2010 roku minęło kilka lat, to, czego naucza uniwersytet i jego wykładowcy, wciąż budzi kontrowersje. Najgłośniej Al-Azhar krytykują egipscy dziennikarze Jussef al-Hussejni i Ibrahim Issa, którzy oskarżają go o wspieranie ekstremizmu i zacofania intelektualnego. Przykładem ma być saudyjski wykładowca, który przekonywał studentów, że to Słońce krąży wokół Ziemi, a nie odwrotnie. Skąd te rozbieżności między tym, co uczelnia mówi i obiecuje zmienić, a tym, czego uczy?

– Al-Azhar to potężna instytucja. Generalnie ma jeden główny cel, ale jest tak duża, że nie zawsze idzie w jednym kierunku – tłumaczy profesor Nathan J. Brown, wykładowca Uniwersytetu George'a Washingtona i ekspert Carnegie. Główny zarzut stawiany pod adresem uczelni dotyczy tego, że wciąż w swoim programie nauczania ma teksty religijne sprzed setek lat, które treścią i brutalnością idei nie różnią się od tego, co mówi Państwo Islamskie. To z kolei może prowadzić młodzież do radykalizacji.

Dowodem mają być absolwenci Al-Azharu, którzy wstąpili w szeregi Boko Haram albo innych organizacji terrorystycznych. Najdobitniej problem opisał jeden ze studentów Sufjan al-Omari, który w rozmowie z dziennikarzami żalił się: – Dżihadyści tylko wprowadzają w życie to, czego uczą nas na Al-Azharze.

Podobnego zdania są eksperci, którzy twierdzą, że doktryny, z których korzysta uniwersytet, oryginalnie powstały wieki temu np. w Azji Centralnej albo Iraku i nijak nie przystają do nowoczesnej wersji islamu. Wspomniany wcześniej Ibrahim Issa rok temu podczas telewizyjnego wywiadu przeczytał fragment podręcznika używanego przez studentów. Wynika z niego, że walka i zabijanie niewiernych, nawet jeśli to nie oni zaatakują pierwsi, jest obowiązkiem każdego muzułmanina.

Według części analityków problem leży w sposobie nauczania, jaki przyjął uniwersytet. Młodzi ludzie wszystko muszą zapamiętywać i są zniechęcani do krytycznego myślenia. Wykładowcy, posługując się starymi orzeczeniami i interpretacjami, nie tłumaczą studentom, w jakich okolicznościach powstały i czy powinny być stosowane w dzisiejszych czasach. Profesor Assem Hefna, który wykłada na Al-Azharze, kilka miesięcy temu w rozmowie z dziennikarzem holenderskiej gazety „NRC Handelsblad" przyznał, że takie działania pozostawiają w studentach wrażenie, że te teksty są nieomylne.

Pod wpływem Saudów

Na drodze reform stoją też niektórzy nauczyciele. W 2014 roku była już dziekan Wydziału Studiów Islamskich dr Soad Saleh przekonywała w telewizji, że muzułmanie mają prawo uczynić niewolnicami seksualnymi niemuzułmańskie kobiety żyjące na podbitych przez nich terenach, po to, żeby je upokorzyć.

W ogniu krytyki znalazł się również rektor Al-Azharu szejk Al-Tajeb po tym, gdy wycofał z kanonu lektur książkę swojego poprzednika, w której tamten odrzucał stosowanie przemocy. Wśród części ekspertów zajmujących się działalnością uniwersytetu panuje przekonanie, że wciąż uczy on radykalnych treści – prawdopodobnie pod wpływem Arabii Saudyjskiej, która płaci i wymaga. Powiązania polityczno-finansowe między Rijadem a Al-Azharem sięgają drugiej połowy XX wieku.

Analitycy Jamestown Foundation przypominają uniwersyteckiego profesora, który głośno krytykował radykalny wahabizm wyznawany przez Saudów. W 1981 roku uczony nagle otrzymał od nich nagrodę w wysokości 200 tysięcy dolarów za oddanie naukom islamu. Od tego czasu zaczął wychwalać nauki wahabitów.

Z kolei w kwietniu tego roku do Kairu przyjechał król Salman, który położył kamień węgielny pod kompleks akademików dla 30 tysięcy studentów. Pieniądze na jego budowę wyłożyła oczywiście saudyjska monarchia.

Al-Azhar odpiera zarzuty, twierdząc, że jego program nauczania nie promuje terroryzmu. – Niedawno zastępca rektora zapewniał, że uczelnia zmienia część podręczników, żeby wzmocnić system edukacji, a nie usunąć radykalne treści, bo takich w nich nie ma – opowiada Ismael el-Kholy. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik uniwersytetu Ahmed Zarea: – Al-Azhar uczy tych samych rzeczy od ponad tysiąca lat, a terroryzm pojawił się na świecie dopiero niedawno. Twierdzenie, że nauczamy terroryzmu, to nic innego jak kampania medialna.

Zdaniem ekspertów wycofanie tekstów religijnych zawierających radykalne treści nie spowoduje, że Al-Azhar stanie się światowym ośrodkiem nowoczesnego nauczania o islamie. Studenci i tak znajdą je przecież w internecie. Rolą uczelni jest zdecydowane i kompleksowe tłumaczenie młodym ludziom, czemu niektóre z nich są nieodpowiednie i nieaktualne.

El-Kholy zauważa też, że uniwersytet musi pracować nad swoimi wykładowcami. Skoro oni nie podążają z duchem czasu, to ich podopieczni również tego nie zrobią. Jeśli Al-Azhar odpowiednio szybko i sprawnie nie przeprowadzi niezbędnych reform, to mimo niewątpliwego wkładu, jaki wnosi w zmienianie oblicza islamu, nigdy nie wygra z ekstremistami.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA