fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Noktrun fis-moll o Marku

AdobeStock
To był zwyczajny nauczyciel z Makowa – ani lepszy, ani gorszy. Leczył się u profesora w Warszawie, ale zabrakło mu leków, nie mógł dojechać do stolicy, poszedł więc do tamtejszego lekarza po receptę. W przychodni spotkał ludzi, których wziął za rodzinę swoich uczniów. Był przerażony, że teraz cały Maków będzie wiedział. Profesor uspokajał telefonicznie, następnego dnia zadzwoniła żona, że na nic rozmowy – nauczyciel się powiesił. Profesor był psychiatrą.

Niektóre teksty pisze się z gorącą głową, inne, pełne pasji – trzewiami, jeszcze inne są wykoncypowane, pisane na zimno, z chirurgiczną precyzją. Ten powstaje z opadniętymi rękami. I nie jest to felieton okolicznościowy, choć akurat trzy dni przed wyborami przypadał Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, ten sam, który kilka lat temu „Gazeta Wyborcza" celebrowała wielkim tytułem „Dzień Świra" na pierwszej stronie, a ja napisałem na łamach „Rzeczpospolitej" nieco rzewne wspomnienie z dzieciństwa, gdy grywałem w piłkę z dzieciakami ze szpitala psychiatrycznego. Ale to nie będzie „Krótka ballada o Pepe", to raczej długa i smętna opowieść o barbarzyństwie.




Jeśli rację miał przywoływany przeze mnie półtora miesiąca temu pomorski Korczak, dr Józef Bednarz, i rzeczywiście „miarą rozwoju społeczeństwa jest jego stosunek do psychicznie chorych", to jesteśmy, proszę wycieczki, neandertalami. Bo są takie choroby, które bliźnich dopadają i wtedy im wsp...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA