fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Alex Perry: Dobre matki. Prawdziwa historia kobiet, które przeciwstawiły się najpotężniejszej mafii świata

materiały prasowe
Do czasu aresztowania Salvatore bił Concettę już regularnie. Pewnego dnia przystawił jej do głowy pistolet. Gdy Concetta poskarżyła się ojcu, ten odparł: „To twój mąż i twoje życie. Sama się tym zajmij".

Zgodnie z zasadami klanowej rywalizacji trzydziestojednoletnia Giuseppina Pesce i rok od niej młodsza Maria Concetta Cacciola w ogóle nie powinny się ze sobą przyjaźnić. Pescowie kierowali najpotężniejszym klanem w Rosarno, który rządził miastem od lat dwudziestych ubiegłego wieku. Natomiast rodzina Cacciolów zapewniała zbrojne wsparcie dla konkurencyjnego klanu Bellocców. Rody Pesców i Bellocców czasami współpracowały ze sobą, niekiedy zawierano nawet między nimi małżeństwa. Ale kiedy Pescowie zaczęli się wspinać w hierarchii 'ndranghety, nazwisko „Bellocco" coraz bardziej traciło na znaczeniu – i Belloccowie nienawidzili za to Pesców.

Giuseppina i Concetta nie były również do siebie podobne. Giuseppina była twardą kobietą, która domagała się od mężczyzn, aby pozwolili jej samej stać się pełnoprawną 'ndranghetistką. W organizacji obowiązywały jasne reguły dotyczące tego, co kobieta może, a czego nie wolno jej robić. Morderstwa i stosowanie przemocy były wykluczone, a udział w ściąganiu haraczy, korupcji i przemycie narkotyków ograniczał się do prowadzenia ksiąg rachunkowych i przekazywania informacji pomiędzy mafiosami. Ale Giuseppina z lekceważeniem traktowała każdego mężczyznę, który uważał ją za gorszą od siebie, i manifestowała swe dążenie do równouprawnienia za sprawą chłopięcego wyglądu. Chodziła w workowatych wełnianych swetrach w serek, które zakładała na obszerne robotnicze koszule. Nigdy nie nosiła makijażu. Ciemnobrązowe włosy czesała na bok z niechlujnym przedziałkiem, a z jej brązowych oczu biło puste spojrzenie, w którym budząca strach bezpośredniość mieszała się z okrucieństwem.

Życie według ustalonego toru

Concetta chyba nie mogła bardziej różnić się od przyjaciółki. Nie mieszała się do interesów mężczyzn, a jej wiedza na ten temat nie wykraczała zbytnio poza plotki o tym, gdzie znajdują się podziemne schrony i kto zginął z czyjej ręki. Mężczyźni z rodu Cacciolów, w przeciwieństwie do Pesców, nie akceptowali u swych kobiet nawet najmniejszych oznak niezależności i walki o swoje prawa, a Concettę trzymali niekiedy zamkniętą w domu całymi tygodniami. Przy tych rzadkich okazjach, kiedy zgadzano się, by gdzieś wyszła, Concetta pozwalała sobie jedynie na prywatny akt buntu w postaci nienagannego wyglądu. Zwykle ubierała się w obcisłe dżinsy i luźne, rozpięte u góry bluzki, które odsłaniały skropiony perfumami dekolt. Założone za uszy długie kruczoczarne włosy opadały jej zawadiacko na ramiona. Concetta skubała sobie brwi, depilowała nogi, malowała paznokcie u rąk i nóg i nosiła dopasowany makijaż: ciemnośliwkową lub szkarłatną szminkę, mocny tusz do rzęs i fioletoworóżowy cień do powiek. O ile wygląd Giuseppiny miał sugerować jej równy mężczyznom status, o tyle Concetta starała się jak najbardziej podkreślać swą kobiecość.

Pomimo dzielących je różnic Giuseppina i Concetta od dzieciństwa były bliskimi przyjaciółkami. Dorastały w latach osiemdziesiątych w Rosarno, pośród zimnych, surowych, pozbawionych miłości ludzi, przez których mogły zostać pobite choćby za to, że wyszły same z domu. Rosarno było jednak małym miastem, więc Giuseppina i Concetta widywały się niemal każdego dnia na placu zabaw bądź na ulicy. Kiedy weszły w okres nastoletni, życie obu podążyło tym samym, z góry ustalonym torem, który – w związku z tym, że w mieście nie było szkoły średniej, a 'ndrangheta nie pozwalała dziewczynkom wyjeżdżać z rodzinnych miejscowości – oznaczał małżeństwo, a wkrótce potem macierzyństwo.

Będziesz siedzieć w domu pod kluczem!

Giuseppina zakończyła edukację w wieku trzynastu lat. Wcześniej poznała swego przyszłego męża, dwudziestoletniego Rocca Palaię, którego ojciec zaopatrywał klan Pesców w broń. Mając czternaście lat, Giuseppina uciekła z Rokkiem, żeby potajemnie wziąć ślub, co było powszechnie przyjętym w Rosarno zwyczajem określanym jako fuitina. Rok później urodziła Angelę, pierwsze z trójki swoich dzieci. Wówczas Rocco zajmował się już głównie paleniem trawki i wylegiwaniem się przez cały dzień w domu, więc Giuseppina poszła do pracy w należącym do rodziny sklepie. Wkrótce zaś Rocco został aresztowany i skazany za powiązania z mafią.

Concetcie zawsze było ciężej niż jej przyjaciółce. Kiedy miała jedenaście lat, jej brat Giuseppe przyłapał ją, jak bawiła się na ulicy z kilkoma miejscowymi chłopcami. Zbił ją, zaciągnął za włosy do domu i zabronił jej go opuszczać bez opieki. Po tamtym wydarzeniu Concetta nigdy nie wychodziła sama na pizzę czy lody. „Znacie mojego brata 'Peppego – mawiała. – Gdyby mnie zobaczył, chybaby mnie zabił". Skończyła naukę w wieku jedenastu lat. Kiedy zaś miała trzynaście lat, w ciągu jednego roku poznała dwudziestojednoletniego Salvatorego Figliuzziego, uciekła z nim, wyszła za niego za mąż, a także widziała, jak mąż trafia do więzienia pod zarzutem powiązań z mafią. Kilka miesięcy później, w wieku czternastu lat, urodziła Alfonsa, pierwszego z trójki dzieci z jej związku z Salvatorem.

Do czasu aresztowania Salvatore bił Concettę już regularnie. Pewnego dnia przystawił jej do głowy pistolet. Gdy Concetta poskarżyła się ojcu, ten odparł:

– To twój mąż i twoje życie. Sama się tym zajmij.

Concetta spodziewała się, że wraz z aresztowaniem Salvatorego jej los się poprawi. Teraz jednak to jej ojciec przejął rolę okrutnego strażnika dyscypliny. Pewnego razu, gdy wróciła późno z wypadu na zakupy do Reggio, uderzył ją tak mocno w twarz, że upadła na ulicę. Tymczasem w trakcie wizyt małżeńskich w więzieniu Concetta zaszła dwukrotnie w ciążę: najpierw na świat przyszła Tania, a potem Rosalba, która otrzymała imię po matce Concetty.

Mając niewiele ponad dwadzieścia lat, Giuseppina i Concetta były samotne, zamężne z siedzącymi w więzieniu kryminalistami i każda z nich miała troje dzieci. Spotykały się przy prowadzącej do szkoły bramie, w poczekalni u lekarza albo w znajdującym się naprzeciw domu Cacciolów minimarkecie rodziny Pesców, w którym pracowała Giuseppina. Obie kobiety radziły sobie najlepiej, jak umiały. Concetta w dalszym ciągu pozostawała „pogodną dziewczyną", jak kilka lat później opowiadała przez łzy Giuseppina. „Była optymistyczna. Żywiołowa. Nieustannie się śmiała. Zawsze o wszystkich się troszczyła". Podobnie jak dorastająca w Pagliarelle Lea Garofalo, Concetta żyła marzeniem o prawdziwej miłości, która pozwoli jej się wyrwać z miasteczka. Kiedy Salvatore przebywał w więzieniu, zaczęła snuć romantyczne fantazje, że wcale nie jest żoną maltretowaną przez brutalnego drobnego gangstera, ale kobietą rozdzieloną z ukochanym w dramatycznych okolicznościach. Z okazji wizyt w więzieniu malowała usta szkarłatną szminką, nakładała grubą warstwę cienia do powiek, a włosy skręcała w długie, gęste loki. Wysyłała do Salvatorego listy, które ozdabiała serduszkami. „Rano idę odprowadzić dzieci do szkoły, lecz z nikim nie utrzymuję kontaktów – pisała do niego w 2007 roku. – Ale jak mam żyć, skoro nie mogę nawet oddychać? Jeśli nawet nie mogę się do nikogo odezwać? Ojciec uwielbia, jak od rana do wieczora chodzę nieszczęśliwa. Gdybym tylko mogła zaznać odrobiny spokoju. Dałabym wszystko za trochę spokoju. Nie wiem, jak długo jeszcze bez Ciebie wytrzymam".

O ile Concetta uciekała w świat fantazji, o tyle Giuseppina trwała dzięki samej sile woli. Tak samo jak jej przyjaciółka była bita przez męża. Ale Rocco bił Giuseppinę nie dlatego, że wyszła gdzieś sama albo spojrzała na innego mężczyznę, ani nawet nie dlatego, że po prostu mógł to bezkarnie robić, ale dlatego, że Giuseppina odzywała się nieproszona. „Bił mnie, gdy mówiłam to, co myślę – opowiadała. – Rzucał się na mnie, żeby mnie uciszyć".

Kiedy Rocco trafił do więzienia, ojciec Giuseppiny, Salvatore, powiedział jej, żeby zamknęła się w domu tak jak Concetta. Nie pozwalał jej dokończyć nauki ani rozwieść się z mężem, ani też kontynuować lekcji gry na pianinie.

– Nigdzie nie pójdziesz! – wrzeszczał. – Będziesz siedzieć w domu pod kluczem!

Sposobem Giuseppiny na zachowanie pewnej autonomii było dołączenie do rodzinnej firmy. Przez kilka lat przekazywała wiadomości pomiędzy siedzącymi w więzieniu bossami, zajmowała się praniem brudnych pieniędzy i nadzorowała pobieranie haraczy. „Jestem częścią tej rodziny – mówiła później. – Żyłam w tej rodzinie i oddychałam tym wszystkim: władzą, siłą, przywilejami. Nikt mi nie musiał mówić, co mam robić. Nikt nigdy nie powiedział, że należymy do mafii. Ale ja to wiedziałam, ponieważ tam byłam. Sama tkwiłam w tym po uszy".

Siła rodziny

Wiedza Giuseppiny na temat funkcjonowania 'ndranghety rosła z każdym rokiem. Znała jej strukturę władzy od podszewki. Nominalną głową klanu był wuj Giuseppiny, Antonino. Ponieważ jednak siedział w więzieniu, to inni prowadzili na co dzień interesy. Zgodnie z zasadą primogenitury Antonina powinien zastąpić ojciec Giuseppiny. Ale Salvatore nigdy nie miał zadatków na przywódcę; od dzieciństwa nosił przydomek u babbu, czyli „błazen". Palma pierwszeństwa przypadła zatem synowi Antonina, obdarzonemu wybuchowym, gwałtownym temperamentem Francescowi „Cicciowi" Pescemu, który pod nieobecność ojca sprawował władzę absolutną.

'Ndrangheta była zarządzana jak autokracja. Ale jak przekonywała później Giuseppina, działo się to za dobrowolnym przyzwoleniem poddanych. Członkowie 'ndranghety uważali tyranię za formę efektywnego przywództwa, za warunek niezbędny do utrzymania władzy. W gruncie rzeczy jednak, jak twierdziła Giuseppina, 'ndrina była kierowana kolektywnie: „Decydowaliśmy wspólnie, jako rodzina, kto obsługuje państwowe kontrakty, kto bierze na siebie wymuszenia, kto zajmuje się ciężarówkami, kto nadzoruje handel narkotykami, wreszcie jak dzielimy pieniądze. W tym właśnie tkwi siła klanu: wszyscy jesteśmy członkami jednej rodziny".

Wewnątrz 'ndrina od wszystkich picciotti, takich jak Giuseppina, oczekiwano, że będą pomagać w każdy możliwy sposób. Praca dla organizacji dała Giuseppinie rozległą wiedzę na temat imperium rodu Pesców. Dom jej siedemdziesięcioośmioletniej babci Giuseppy Bonarrigo często służył jako baza dla operacji oraz miejsce spotkań. Tam między innymi rodzina dyskutowała nad delikatną kwestią wysokości pobieranych haraczy. Młodsi byli za tym, aby wycisnąć ze wszystkich tak dużo, jak się da. Pewnego razu wyłudzili nawet od objazdowego cyrku bilety na przedstawienie dla całej rodziny. Starsi mężczyźni przestrzegali z kolei przed nadmiernie wysokim haraczem, argumentując, że doprowadzenie czyjegoś biznesu do ruiny nie leży w niczyim interesie. Kolejnym punktem dyskusji był sposób podziału zysków. Giuseppina widziała, że wielu picciotti starało się sprzeciwiać przekazywaniu swoich dochodów do wspólnej rodzinnej puli. Panowała jednak powszechna zgoda co do tego, że nie powinno być żadnych wyjątków od płacenia pizzo. „Człowiek spoza rodziny nie mógł odmówić – opowiadała Giuseppina – ponieważ się bał. Wiedział, że spotkają go represje. Nasi prosili o pieniądze, jakby wyświadczali ludziom przysługę. Ale każdy wiedział, że odmowa nie wchodzi w grę".

Giuseppina poznała również inne strony rodzinnego biznesu. Jej ojciec Salvatore, kuzyn Ciccio i mąż Rocco trudnili się przemytem kokainy przez port w Gioia Tauro i ukrywali w domu paczki z narkotykami gotowe do dalszego transportu. Pertraktując pewnego razu w sprawie niekończących się robót drogowych na autostradzie A3 z Reggio di Calabria do Salerno, jej brat wskazał, które odcinki należą do Pesców, a które do pozostałych klanów. Obowiązujące w 'ndranghecie zasady wymagały także, aby każdy klan dysponował ukrytym zapasem karabinów automatycznych, pistoletów i materiałów wybuchowych. Rocco wraz ze swoim bratem zakopali arsenał Pesców – ciężkie karabiny automatyczne, kałasznikowy, strzelby, pistolety, obrzyny – wokół miasta, owijając każdą sztukę broni w folię i oklejając ją taśmą klejącą. Ukryta broń była naładowana i gotowa do użycia. „Szykujemy się na wojnę", lubił powtarzać Rocco.

To właśnie siła ognia gwarantowała rodzinie Pesców, że wszyscy się jej bali albo też – jak woleli określać to sami jej członkowie – darzyli ją szacunkiem. Mieszkańcy Rosarno zawsze ustępowali Giuseppinie na ulicy. W restauracjach nigdy nie kazano jej płacić rachunku. Kierownik sklepu spożywczego wychodził, żeby ją osobiście obsłużyć. Gdy szła do lekarza, zawsze wchodziła bez kolejki; jak sama wspominała: „Nikt nie mógł mi nic powiedzieć, ponieważ należałam do rodziny". Pewnego razu Giuseppina udała się z wizytą do laryngologa w Gioia Tauro. Usłyszawszy nazwisko „Pesce", lekarz spytał o zdrowie bratanicy Giuseppiny oraz jej córki, po czym obniżył cenę za leczenie do minimum i prosił o przekazanie pozdrowień wujowi i całej rodzinie.

Nieufność bossów

O ile rodzina czerpała korzyści z lokalnej sławy, o tyle zainteresowanie ze strony służb wpędzało jej członków w paranoję. Policjanci i karabinierzy dysponowali niesamowitymi możliwościami inwigilacji. Podsłuchiwali rozmowy telefoniczne, filmowali wnętrza domów z odległości kilku kilometrów, montowali w szkołach i domach ukryte kamery i podrzucali pluskwy w każdym możliwym miejscu: w samochodach, ścianach, kominkach, sadach i budynkach szkolnych, a nawet pod kamieniami w ogrodzie domu należącego do babci Giuseppiny. Pescowie zakupili więc wykrywacze kamer i podsłuchów, a także zagłuszacze sygnałów oraz własne skanery do prowadzenia nasłuchu częstotliwości karabinierów. Pomimo tych zabezpieczeń często byli zmuszeni do porozumiewania się we własnych domach szeptem lub gestami. Ciccio zawsze powtarzał wszystkim: „Nie gadajcie za dużo". Pewnego razu popadł w taką paranoję, że roztrzaskał swój telefon i telewizor, powykręcał w domu żarówki i wyrzucił wszystko na ulicę.

Nieufność popychała niektórych bossów do życia w ukryciu. Szukali schronienia w tajnych kryjówkach znajdujących się głęboko pod ziemią gdzieś na wsi. Panowały tam jednak nie najgorsze warunki. Bossowie doprowadzali do schronów prąd i wyposażali je w telewizory, kuchnie i wygodne łóżka. Inni budowali swoje schrony w zboczach klifów, aby mieć widok na morze i zachody słońca. Jeszcze inni wybierali bardziej sielskie lokalizacje, na przykład w sadach owocowych lub gajach oliwnych. Pescowie, którzy kierowali się instynktem terytorialnym, wybudowali dla siebie schrony w mieście, często pod własnymi domami. Ojciec Giuseppiny, zanim został aresztowany w 2005 roku, przez lata ukrywał się w schronie pod domem babci Giuseppiny, a na jego renowację wydał tysiące euro.

Jeśli szacunek był dla rodziny Pesców wszystkim, wstyd był dla niej czymś zupełnie nie do przyjęcia. (...) Klan Pesców bardzo głęboko skrywał swe rodzinne wstydliwe sekrety. Dlatego wszelkie dochodzenia w sprawie przypadkiem odkrytych zwłok były wykluczone. Dawno temu członkowie rodu Pesców doszli do wniosku, że cmentarz w Rosarno jest najbardziej oczywistym miejscem na porzucenie zwłok, a więc nikt nie powinien ich tam szukać. Gdzieś na jego terenie, zmieszane z setkami kości innych ludzi, znajdowały się szczątki dziadka Giuseppiny, Angela Ferrara, zabitego za to, że wdał się w romans. Pod posadzką tamtejszej kaplicy leżała kuzynka Giuseppiny, Annunziata Pesce, która zdradziła swego męża i całą 'ndranghetę, uciekając z policjantem. Porwana w biały dzień z ulicy w 1981 roku, została zabita strzałem w głowę przez bossa Antonina Pescego. Egzekucja odbyła się na oczach jej starszego brata Antonia, który za swą niezachwianą lojalność otrzymał nagrodę: awans na kierownicze stanowiska wewnątrz 'ndrina dla siebie i swoich najbliższych.

Tego rodzaju zabójstwa nie pozostawiały najmniejszych wątpliwości co do ceny, jaką trzeba zapłacić za zdradę. Miarą desperacji wielu kobiet 'ndranghety był fakt, że mężczyźni wciąż musieli dokonywać honorowych zabójstw. Wydawało się to nieuniknione. Matki 'ndranghety wiedziały, że ich synowie wyrosną na morderców i dealerów narkotyków, którym jest pisane więzienie i śmierć w młodym wieku. Wiedziały też, że ich córki, ledwie wejdą w okres dojrzewania, poślubią starszych, znęcających się nad nimi kryminalistów. I spodziewały się, że same niebawem stracą swoich mężów brutali, którzy albo zginą, albo wylądują w więzieniu. Trudno się dziwić, że mając w perspektywie życie u boku – jak określała to Concetta – „mężczyzn o kamiennych sercach", którzy gasili całe światło i radość świata, kobiety z Rosarno chwytały się nawet najdrobniejszych przyjemności.

Fragment książki Alex Perry „Dobre matki. Prawdziwa historia kobiet, które przeciwstawiły się najpotężniejszej mafii świata" w przekładzie Mariusza Gądka, która ukaże się 17 września nakładem wydawnictwa Znak. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA