fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Szukając recepty na nieśmiertelność i wieczną młodość

123RF
Żyć wiecznie, w ciele skomponowanym według własnych upodobań – taką nadzieję mogą żywić czytelnicy artykułów i audycji radiowych i telewizyjnych popularyzujących osiągnięcia nauki. Jeśli to nie jest futurologiczna utopia, czy to oznacza koniec człowieczeństwa w takim kształcie, jaki znamy?

A zatem śmierć – powiada Epikur – najstraszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie dotyczy, bo gdy istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma". Może i tak, lecz na obojętność wobec śmierci stać naprawdę jedynie nielicznych. Obojętność wobec śmierci jest w gruncie rzeczy wręcz nieludzka – w tym sensie, że ekstremalnie rzadko spotykana. Przy czym nie chodzi o życie wieczne w zaświatach, lecz o wieczne trwanie tu, na ziemskim padole.

Ludzie roili o tym od początku świata. „Proś, o co chcesz, otrzymasz wszystko prócz nieśmiertelności" – obiecał Hermes Pitagorasowi. Achilles wykąpany w niemowlęctwie w cudownym źródle, wychodził bez draśnięcia z każdej bitwy, zginął trafiony strzałą w piętę, jedyne miejsce niepoddane czarodziejskiej impregnacji. Gilgamesz dotarł do podziemi, już miał w ręku ziele nieśmiertelności, już z nim wracał, gdy znużonego zmożył go sen, a wąż skradł mu bezcenną gałązkę. „Łazarzu, ja ci mówię: wstań!". I stał się cud, Łazarz wstał, odszedł, żył do lat sędziwych, a potem umarł, jak wszyscy. Ts'in Szy huang-ti, słynny Pierwszy Cesarz Chin (III wiek p.n.e.) wykładał ogromne sumy na alchemików i mędrców w nadziei, że sporządzą eliksir nieśmiertelności, nie sporządzili. Najbliżej upragnionego celu byli prarodzice, Adam i Ewa, wręcz zaczynali od nieśmiertelności, a jednak nie uniknęli ludzkiego losu.

I tak jest zawsze we wszystkich mitach, religiach, legendach, podaniach; zdawałoby się, bohater jest o włos, tuż-tuż upragnionego celu, i wówczas wydarza się coś nieprawdopodobnego, co jednak czyni całość ogólnie prawdziwą: bohater umiera, ponieważ jest człowiekiem.

Czy dokonania współczesnej nauki, transplantacje, technologie genetyczne nie uprawniają do nadziei na życie wieczne, ale nie pośmiertne? Nad tą kwestia zastanowiła się na łamach pisma „Scientific American" amerykańska dziennikarka, popularyzatorka nauki Hillary Rosner. A gdyby tak pójść jej śladem?

Czy zawsze tak będzie?

Rzecz może się dziać w Los Angeles, Warszawie, Sydney, Wilnie, obojętne; w willi, mieszkaniu (obojętne); towarzystwo rozmawia podczas imienin, urodzin, rocznicy ślubu (obojętne); zgromadzeni to ludzie, których określa się mianem „inteligencji pracującej", w każdym razie to ludzie wykształceni, lekarz, adwokat, naukowiec, historyk sztuki, bankowiec, dziennikarz itp. są osoby obojga płci.

Przy deserze pojawia się zagadnienie nieśmiertelności, ktoś powiada: „Wyobraźcie sobie, że możecie numeryzować swój mózg, aby żyć wiecznie jako istota hybrydowa, człowiek maszyna. Zdecydowalibyście się na to?". Lekarz, lat 42, odpowiada „tak" bez chwili namysłu. Wyjaśnia, że pełne rezultaty badań prowadzonych przez jego zespół ujawnią się dopiero za kilkaset lat, dlatego chciałby dożyć tego momentu i zobaczyć to na własne oczy. Co więcej, wyznaje, że chciałby zobaczyć, jak będzie wyglądał świat za 10 tysięcy lat.

Natomiast jego żona, historyk sztuki, lat 39, odpowiada „wykluczone, nie ma mowy", także bez chwili wahania. Uzasadnia swoją niezgodę tym, że – jej zdaniem – śmierć stanowi nieodłączny element procesu, jakim jest życie, dlatego chciałaby się przekonać, jak to będzie umierać.

Tak czy inaczej, takie rozważania już wkrótce przekroczą stadium banalnej pogawędki przy deserze. Jeśli wierzyć niektórym futurologom, prędzej czy później ludzie będą zmuszeni odpowiadać na takie pytania, ponieważ ludzkość zmierza wprost ku światu „postbiologicznemu", w którym będzie istniała możliwość unikania śmierci, jeśli nawet nie na zawsze, to przez setki, tysiące lat.

Najbardziej konkretną wizję takiej transcendentalnej przyszłości nakreślił eseista Raymond Kurzweil, jego bestsellerowa książka „Nadchodzi osobliwość" (2005 rok) opisuje świat w stadium, gdy sztuczna inteligencja zastępuje człowieka we wszystkich jego poczynaniach. W tym świecie technologia numeryzacji mózgu umożliwi stopniowe przemienianie osobowości człowieka i jego umiejętności – w postać syntetyczną, a następnie włączanie jej do mózgu hybrydowych istot ludzko-maszynowych. Gdy będzie to następowało, w ciele człowieka miliony nanorobotów zniszczą patogeny, usuną wadliwe mutacje DNA, wyprostują skrzywienie kręgosłupa, wyeliminują toksyny i wykonają jeszcze mnóstwo innych rzeczy, aby poprawić kondycję fizyczną takiej istoty.

Rezultat? Będziemy w stanie żyć w nieskończoność, bez starzenia się. Te nanoroboty stworzą – według określenia Kurzweila – „rzeczywistość wirtualną na podstawie naszego systemu nerwowego. Będziemy w coraz większym stopniu żyli w świecie wirtualnym, aż w końcu niemożliwe stanie się odróżnienie go od świata, który teraz nazywamy rzeczywistością".

W roku 2005 Raymond Kurzweil wieszczył, że galopujący postęp w dziedzinie genetyki, nanotechnologii i robotyki sprawi, że bardzo prędko, w roku 2045, sztuczna inteligencja przewyższy poziom, jaki w toku ewolucji trwającej miliony lat osiągnęła inteligencja ludzka.

Naukowcy nie są futurologami, nie wieszczą na każdym kroku, z dziecinną łatwością, co będzie za lat sto, tysiąc, milion, ale trudno od nich wymagać, aby wcale nie wyobrażali sobie skutków prowadzonych obecnie badań i eksperymentów, choć wiedzą, że nie ujawnią się one za ich życia.

Na przykład, wiadomość z ostatniego tygodnia: Badacze z Salk Institute wyhodowali embriony świni zawierające ludzkie komórki. Inny, podobny eksperyment polegał na wyhodowaniu mysich komórek trzustki w organizmach szczurów. To wskazuje, że całe organy, potrzebne do przeszczepu, mogą wzrastać i funkcjonować w ciele przedstawiciela innego gatunku. W ten sposób można byłoby wytwarzać niezbędne ludziom „części zamienne", na przykład trzustkę dla chorych na cukrzycę.

Większość badaczy żywi przekonanie, że nasze przeznaczenie, jakim jest bycie cyborgami, to jeszcze odległa pieśń przyszłości. Prof. Sebastian Seung, neurolog z Uniwersytetu Princeton, wręcz uważa, że numeryzacja mózgu nigdy nie będzie możliwa. Przypomina, że mózg składa się ze 100 miliardów neuronów, połączonych ze sobą synapsami (miejsca komunikacji błony kończącej akson z błoną komórkową drugiej komórki – nerwowej lub komórki efektora, czyli narządu wykonawczego, np. mięśni lub gruczołu). Ta niewyobrażalnie skomplikowana sieć stanowi klucz do osobowości człowieka. Dlatego, nawet biorąc pod uwagę postęp technologiczny przewidywany przez Raymonda Kurzweila, nie ma i nie będzie możliwości skartografowania i znumeryzowania tego „neurowszechświata".

Pytania bez odpowiedzi

Strzeżonego Pan Bóg strzeże; jeśli istnieje choćby cień szansy, że te przewidywania kiedyś się spełnią, czy nie byłoby rozsądnie zastanowić się nad konsekwencjami już teraz? Dr Ronald Sandler, etyk i ekolog z Northeastern University w Bostonie, zastanawia się nad tym, czy w ogóle warto dążyć do stadium człowieka-cyborga: „Jeśli mój mózg i moja świadomość zostaną przetransponowane do cyborga, kim ja będę? Czy wciąż będę kochał moją rodzinę, czy będę miał przyjaciół? A oni, czy będą mnie kochali i lubili? Wiadomo, że aby życie w społeczeństwie, rodzinie, w gronie znajomych, w pracy było możliwe, należy postępować według zasady „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Czy w dobie cyborgizacji człowieka zasada ta będzie obowiązywała? Wiadomo, że ludzie zdrowi i bogaci mają moralny obowiązek pomagania chorym i biedniejszym. A jak będzie w świecie ulepszonych stworzeń, czy już nie będzie moralnego obowiązku troskania się o innych, którzy znajdują się w gorszej sytuacji?

Ludzkość ma już za sobą kilka rewolucji technologicznych, które zmieniły ją fizycznie i psychicznie: opanowanie ognia, technologii wytopu i obróbki żelaza, elektryczności, przetwarzania ropy naftowej. Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że w bliższej lub dalszej perspektywie nastąpi kolejna rewolucja spowodowana opanowaniem naprawdę na dobrym poziomie manipulacji genetycznych i nanotechnologii, teraz jest to dopiero raczkowanie. I co wtedy? Ponieważ nic szybciej nie zmienia stosunku człowieka do przyrody jak technologia, co się stanie w tej dziedzinie po znumeryzowaniu ludzkiej świadomości?

Na obecnym etapie technologicznym, jaki osiągnęła ziemska cywilizacja, nawet najpotężniejsi, najbardziej wpływowi politycy, celebryci, miliarderzy umierają tak jak wszyscy, a nawet nie biją rekordów długowieczności. Ale w przyszłym świecie 1000-latków, którzy nie będą musieli oddychać za pomocą własnych płuc, czy nie przestaną zamartwiać się zanieczyszczeniem powietrza? Jeśli nie trzeba będzie już uprawiać zboża, warzyw, hodować bydła, drobiu, łowić ryb, produkcja rolna przestanie być potrzebna, czy ludzie stracą zainteresowanie ziemią, wodą, powietrzem, atmosferą i hydrosferą, które ich otaczają?

Najwięcej osób dożywa stu lat w Japonii, dwa lata temu było tam 47 tys. takich osób. Aktualnie na całym świecie żyje około 80 superstulatków, czyli osób w wieku 110 i więcej lat. 22 z nich mieszkają w Stanach Zjednoczonych. DNA 17 osób tej grupy analizował zespół, którym kieruje dr Hinco Gierman z Uniwersytetu Stanforda w Palo Alto w Kalifornii. Badanie miało na celu odkrycie genetycznych podstaw długowieczności. Jednak w obrębie tej grupy naukowcy nie znaleźli rzadkich odmian genetycznych wytwarzających białka, które mogłyby tłumaczyć długowieczność tych ludzi. Wprawdzie u jednej z badanych osób badacze odkryli mutację genetyczną związaną z patologią serca, ale nie ma ona żadnego wpływu na stan zdrowia tego człowieka.

– Poszukiwaliśmy schematu pojawiającego się u superstulatków albo pojedynczego wariantu genu. Nie znaleźliśmy go – powiedział uczestniczący w badaniach dr Stuart Kim. – Możliwe, że taki schemat w ogóle nie istnieje, natomiast za długowieczność odpowiadają jakieś kombinacje genów, różne w przypadku poszczególnych osób. Jeśli to prawda, nie znajdziemy wspólnego mianownika dla superstulatków.

Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda podkreślają, że badana grupa nie była wystarczająco liczna. Jednak mimo że te badania nie przyczyniły się do poznania mechanizmów biologicznych powodujących wyjątkową długowieczność, uczeni opublikowali ich rezultaty, aby ten materiał był pomocny w przyszłych badaniach.

Uczeni mają obowiązek publikować wyniki swoich badań, ponieważ prowadzą je za pieniądze nie własne, ale publiczne bądź prywatnych sponsorów. Opublikowanie negatywnych, zakończonych fiaskiem wyników badań nad genetycznymi podstawami długowieczności okazuje się niezmiernie ważne, ponieważ uświadamia, w pierwszym rzędzie samym naukowcom, że droga do długowieczności najprawdopodobniej nie wiedzie poprzez technologię operowania genami.

Sto lat razy sto

Ani też poprzez brawurowe działania w stylu jednego z rosyjskich naukowców: 58-letni Anatolij Bruczkow z Instytutu Geokriologii Wydziału Geologii Uniwersytetu im. Łomonosowa w Moskwie poinformował pismo „Siberian Times", że bada bakterie, które przetrwały w wiecznej zmarzlinie przez miliony lat. Teraz te organizmy są rozmrażane i analizowane. Rosjanin wstrzyknął sobie porcję nieaktywnych bakterii (określa je nazwą bacillus F). Zostały odkryte w 2009 roku. Wówczas naukowcy mówili, że chcą zbadać, jaki mechanizm pozwolił im przetrwać we wrogim środowisku przez długi okres. Badania na myszach pokazały, że obecność tych bakterii dodaje zwierzętom wigoru, na przykład samice myszy mogły rozmnażać się w starszym wieku. Niestety, to nie był eksperyment utrzymujący rygory naukowe, dlatego badacz nie był w stanie profesjonalnie opisać efektów. Być może pojawią się jakieś negatywne skutki uboczne. W rozmowie z „Siberian Timesem" stwierdził, że wieczna zmarzlina powoli topnieje, toteż te bakterie i tak trafiają do środowiska, a ludzie, którzy tu mieszkają, Jakuci, i tak mają z nimi kontakt, choćby w wodzie pitnej. Być może dlatego żyją dłużej niż inne nacje (trudno udowodnić, postępując zgodnie z rygorami metodologii naukowej, że Jakuci żyją dłużej niż inne nacje).

„Historia magistra vitae est", spoglądając nieco wstecz, można sobie wyobrazić, jaki szmat drogi trzeba będzie jeszcze przejść, aby dotrzeć do stadium cyborgowatego człowieka, który po przeżyciu kilku tysięcy lat będzie się zastanawiał w hamletowskim stylu: umierać czy nie umierać?

Jeszcze nie tak dawno, w XVIII wieku, starość w Polsce zaczynała się po 50. roku życia. Osoby żyjące dłużej niż 65 lat były uznawane za zgrzybiałych starców. Średnia długość życia w XVIII wieku oscylowała około 40 lat, historycy i demografowie wyliczają ją – bo nie można inaczej – jedynie na podstawie osób, które przetrwały newralgiczne okresy życia, czyli dzieciństwo i młodość, gdy najłatwiej było o śmiertelną chorobę. W czasach współczesnych biolodzy początek starości przesuwają na 60.–65. rok życia. Jak się to ma do epoki, w której prasa doniesie, że średnia długość życia osiągnęła, powiedzmy, 4900 lat? W tej epoce wielkimi krokami będzie się przybliżał moment, gdy człowiekowi pozostanie jedynie wybór między zostaniem cyborgiem a śmiercią. Oporni, antycyborgiści, zaznają kuszenia perspektywą dostrzeżenia możliwości, jakich nie dostrzega biologiczny mózg lub możliwością kolonizowania kosmosu.

Wspomniana na wstępie Hillary Rosner deklaruje na łamach „Scientific American": „Tak czy owak, bardzo mi odpowiada bycie człowiekiem. Sprawia mi przyjemność świadomość tego, że w sposób fundamentalny jestem stworzona z tego samego materiału, węgla i wody, co wszelkie życie na Ziemi. A nawet jestem przywiązana do mojej kruchej ludzkiej natury, do tego, że łatwo mogę stracić zdrowie lub życie w jakimś wypadku. Wolę być delikatna i wrażliwa na ból niż twarda i niezniszczalna, taka jak superroboty w filmach science fiction. Lubię gorącą krew płynącą w moich żyłach i nie jestem pewna, czy chciałabym zastąpienia jej przez miliony nanorobotów".

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA