fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Chrabota: Żarliwość

Fotorzepa
Sens wiary: porywy duchowości, głęboka ekstaza czy to, co szczególnie ważne u muzułmanów, permanentna uległość, poddanie się woli Boga?

Zawierzenie, codzienna kontemplacja prawd wiary czy racjonalne przyjęcie pewnych podstaw, z którymi po prostu łatwiej żyć? Ot, taki katolicyzm kulturowy, który każe przestrzegać dekalogu jako życiowego guideline? Plus poszanowanie tradycji i obyczajowości na osłodę.

Jedno obok drugiego, a może jedno lub drugie? To chyba w Polsce najczęstsze. Bywają w polskim Kościele ludzie głębokiej wiary, ale większość z nas to oportuniści. Oportunizm jest bezpieczny. Nie zmusza do dramatycznych wyborów, przemyśliwań, stawiania sobie i innym duchowych wyzwań. Pożółkły kwit metryki chrztu głęboko w szufladzie. Okazjonalny udział w mszy świętej. Kapłan odwiedzający co roku z kolędą i bezpieczne trzy litery K + M + B na drzwiach domu – tarcza broniąca przed ciekawskim sąsiadem. Choinka, opłatek, Pismo Święte na półce. Co jeszcze? Pewnie nic, bo ów zestaw atrybutów wystarcza, by czuć się członkiem wspólnoty, nazywać się katolikiem.

Zastanawiam się, na jak długo to wystarczy, bo przecież całkiem obok tego bezpiecznego poczucia tożsamości jesteśmy również Europejczykami, konsumentami Lidla czy Biedronki, wyborcami PiS czy Nowoczesnej. Jak głęboko ta nasza szczątkowa definicja wiary wpływa jeszcze na inne wybory? Czy potrafimy przenosić chrześcijańską aksjologię na pracę, politykę, ba, codzienne życiowe decyzje?

Bliższa obserwacja dowodzi kompletnej bezradności. Targają nami jakieś moralne emocje, chwalimy, kpimy, potępiamy, ale żeby było w tym coś z katechizmu? Dużo z tym gorzej. Czy da się to zmienić? A może jesteśmy skazani na powolne więdnięcie chrześcijaństwa, jak to się już wydarzyło w Niemczech, Francji czy Włoszech? Może chrześcijaństwo nie niesie ze sobą niczego ważnego w dzisiejszym świecie. Nie umie wygrywać walki z konsumpcjonizmem czy hedonizmem współczesności.

Jak to zmienić? Jak najpierw uzmysłowić taką potrzebę, a potem naszkicować strategię odbudowywania zagubionej duchowości? To wielka zagadka. Wspomniałem o muzułmanach. Niewątpliwie można się od nich uczyć wiary. Ale nie są jedyni. Z pewną nadzieją przyglądam się odrodzeniu chrześcijaństwa na Wschodzie, na jałowym do niedawna gruncie prawosławia.

Kiedyś, w dawnej Rosji, ludowa wiara była bardzo silna. Carat i Cerkiew to było jedno. Duchowy związek państwa i poddanych tworzył siłę obojga. Komunizm to rozumiał, więc z całą brutalnością niszczył jedno i drugie. Dziś na całym Wschodzie znów błyszczą kopuły odbudowanych cerkwi. Ludzie pchają się do Chrystusa, rozumiejąc, że to on jest ostateczną nadzieją. Wybierają się do miejsc świętych. Bez aparatu fotograficznego i karty kredytowej, jak turyści z Zachodu. Za to z kosturem podróżnym, Ewangelią i różańcem. Mam za sobą takie spotkania, w których budowali mnie żarliwością swojej wiary. Słuchałem ich śpiewów na szczycie Golgoty i w Grocie Narodzenia w Betlejem. Wędrowałem z nimi po stromych zboczach góry Synaj na długo przed świtem, kiedy nasi rodacy pogrążeni byli jeszcze w głębokim śnie w Szarm el-Szejk. Kontemplowałem wschód słońca na szczycie. Słuchałem ich modlitw i uderzało mnie, ile w nich było szczerości i prawdziwego oddania Bogu.

Nie wiem, czy uratują chrześcijaństwo. Czy w istocie Kościół na Wschodzie rozwinie się tak, jakbym tego chciał. Ale jedno jest pewne. Chrześcijaństwo coraz skuteczniej zapełnia duchową pustkę, jaką zostawił po sobie komunizm. Tam wiara rośnie niemal w rytm tego, jak dobre materialne mordują duchowość u nas. My stajemy się powoli Zachodem. Skutecznie opowiadamy się bardziej po stronie „mieć" niż „być". Oni w swojej masie odwrotnie. Może warto się im przyglądać z mniejszą pogardą?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA