fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Wojciech Łukowski: Portalu informacyjnego czar

Adobe Stock
W wydaniu „Rzeczpospolitej" z 7 kwietnia 2020 r. ukazała się publikacja mecenasa Piotra Paduszyńskiego dotycząca portali informacyjnych, w której wskazuje na wykorzystywanie tego narzędzia przez coraz większą liczbę pełnomocników oraz nawiązuje od rozmów o większym użyciu w sądach informatyki. W sumie publikacja bardzo mnie cieszy, przede wszystkim dlatego, że pamiętam pierwszy portal, uruchomiony zresztą w roku 2006 (a nie w latach 2013-2014) jak też i ówczesne opory przed skorzystaniem z takiego narzędzia.

Poruszenie tematu portali przez adwokata zmusza jednak do wskazania możliwości ich wykorzystania jakie tak naprawdę się z nimi wiążą. Choć tak przy okazji zaznaczyć musze jedno – żyjemy chyba z Panem Mecenasem w trochę innych rzeczywistościach bowiem o ile diagnozuję w czasie epidemii koronawirusa ograniczenie pracy biur oddawczych to nie mogę zdiagnozować ich całkowitego zamknięcia.

Po pierwsze co to jest portal

W publikacji Pana Mecenasa wspomina się o portalach tak, jakby były całkowicie samodzielnym rozwiązaniem i instytucją. Wspomina się również o tym, że portale powstawały w latach 2013-2014. Tezy te wymagają pewnego sprostowania. Po pierwsze bowiem portal informacyjny nie jest i nie był nigdy czymś osobnym. Portal jest jedynie konsekwencją posiadania w sądzie systemu repertoryjno-dokumentacyjnego z odpowiednim zasobem informacji to jest zawarciem w nim plików z treścią znajdujących się w aktach dokumentów (orzeczeń, zarządzeń, wezwań). Portal zaistniał zatem jako efekt przejścia w sądach z programów rejestrujących tylko zapisy takie jak w papierowym repertorium na programy zawierające także treść dokumentów. Innymi słowy portal był kolejnym krokiem na ewolucyjnej ścieżce informatyzacji sądownictwa i nie zaistniał niczym deus ex machina.

Po drugie kiedy

Problematyczna jest też teza, że portal czy portale mają 6-7 lat. Niestety nie. Muszę zauważyć, że trochę nieprzyzwoite jest wiązanie z tym wynalazkiem jakichkolwiek polityków. Od początku był to efekt pomysłu i pracy sędziów i urzędników – informatyków sądowych. Politycy nie mieli z tym nic wspólnego. Już na pewno tego nie wymyślili. Choć do tego, że wszystko co dobre to politycy, a co złe sędziowie już w okresie ćwierć wieku pracy w wymiarze sprawiedliwości przywykłem. Jeżeli szukać pierwszego portalu to był to rok 2006 i na początek były to tylko trzy wydziały gospodarcze we wrocławskim sądzie rejonowym. Pamiętam, że sceptyczne początkowo kierowniczki sekretariatów po pół roku po którym nie musiały ciągle obierać telefonów z pytaniem „czy jest już nakaz zapłaty" nie chciały już nawet słyszeć o rezygnacji z portalu. Potem portale rozwijały się na jeden sąd, a następnie na cały okręg z sądem okręgowym i rejonowymi. Pierwsza regulacja prawna portali to zresztą też rok 2006, choć obowiązywała od 1 stycznia 2007 r. W ramach zmian wprowadzonych do ówcześnie obowiązującego Zarządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 12 grudnia 2003 r. w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej zmian (dokonanych zarządzeniem z dnia 27 grudnia 2006 r. – Dziennik Urzędowy Ministra Sprawiedliwości nr 8 z 2006 r., poz. 137) wprowadzono przepisy regulujące szczególny sposób prowadzenia biurowości sądowej w systemie informatycznym. Przepisy te przewidywały wtedy wiele funkcji systemów sądowych jakie jeszcze powszechnie nie występowały (jak np. automatyczna dekretacja czy automatyczna obsługa korespondencji co dziś się wydaje oczywiste) w tym w § 82g pkt 20 „udostępnianie za pomocą ogólnodostępnych sieci informatycznych osobom biorącym udział w postępowaniu oraz ich pełnomocnikom danych dotyczących ich spraw". To była akurat ta pierwsza regulacja, która pozwoliła na działanie pierwszego portalu i dalszy rozwój. Rozwój ten jednak był możliwy z uwagi na zmiany w systemach sądowych w tym to, że znalazły się w nich dokumenty.

Po trzecie – świetnie, że wszyscy się zapoznają z dokumentami

Portale awansowały później w hierarchii aktów prawnych. Mowa była o nich w regulaminie urzędowania sądów powszechnych, później zawędrowały do art. 9 § 1 zd. 3 k.p.c., choć jako żywo obsługują też od lat sprawy karne. Przez lata dało się też dostrzec czasem i patologie w korzystaniu. Często bowiem widać, że niektórzy użytkownicy mają zwyczaj zapoznawać się z dokumentem na portalu (tak, sąd widzi kiedy) po czym mają zwyczaj często tej konkretnej przesyłki nie odbierać, aż do upływu terminu drugiego awiza (choć inne z tego samego wydziału w tym czasie odbierają – zapewne przypadkiem). Po ludzku rozumiem to, że ktoś chce mieć na apelację nawet 30-35 dni zamiast 14 i zamiast odebrać uzasadnienie drukuje je z portalu, a przesyłkę odbiera najpóźniej jak się da. Przyznam, że dla przedłużenia terminu apelacji mnie osobiście nawet szczególnie to nie przeszkadza. Problem takich praktyk zaczyna się wtedy gdy chodzi o zezwolenie czy zobowiązanie do złożenia pisma i na rozprawie ktoś zaczyna mówić, że przesyłkę odebrał 12 dni temu i ma jeszcze 2 dni. Choć zapoznał się z tym zobowiązaniem dni temu trzydzieści. Żeby było jasne – nie cieszy opisana mnie przez Pana Mecenasa konieczność czekania na przesyłkę z uzasadnieniem. Nigdy nie byłem zresztą fanem poglądu, że wniosku o uzasadnienie nie można złożyć na biurze podawczym w godzinach jego pracy, a wprowadzoną regulację co do możliwości zaskarżenia dopiero po otrzymaniu uzasadnienia oceniam jako trochę niepraktyczną (co nie znaczy, że nie wystarcza odpowiednia wykładnia aby absurdów uniknąć). Nie podważa to sensu wielu przepisów nowelizacji k.p.c., ale nie znam żadnej obszernej w której po jakimś czasie wszystko zdaje egzamin. Wracając jednak do portali to korzystanie z nich ma niestety różne oblicza. Choć ma też i pozytywne – zdarza się nawet, że ktoś dzwoni do sekretariatu zanim wyjdzie korespondencja i informuje, że wie o wyznaczonej rozprawie, będzie i nie trzeba mu wysyłać korespondencji.

Po czwarte – doręczenia

Jeżeli jednak wspomnieć o portalach to należy przypomnieć, że nowelizacja k.p.c. zajmowała się portalami. Przewidywała po pierwsze wprowadzenie do ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych przepisu określającego delegację do Ministra Sprawiedliwości rozporządzenia określającego jednolicie sposób przekazywania dokumentów przez sądy do portali informacyjnych. Dziś bywają w tym zakresie różne praktyki lokalne. Po drugie jednak przewidywała wprost, że zapoznanie się z dokumentem w portalu jest równoznaczne z doręczeniem pisma. Pozwolę sobie zauważyć, że przy fali dzisiejszych narzekań na to, że brak w wymiarze sprawiedliwości doręczeń elektronicznych dość łatwo chyba zauważyć, że wprowadzenie podówczas tej regulacji usuwałoby dzisiejszy problem. Doręczenia elektroniczne miałyby solidne podstawy. Sądowe sekretariaty zaoszczędziłby pracy bo doręczenie przez portal jest praktycznie bezobsługowe. Odciążono by pocztę choć w części od kolejek, a wiele osób od konieczności stania w kolejce po przesyłkę. Zresztą i doręczenie portal by załatwił bowiem nawet zanim się do niego dobudowałoby moduł do przyjmowania korespondencji to jest już dziś bazą o adresach mailowych, umożliwiającą zweryfikowanie adresu mailowego z którego przychodzi korespondencja – nawet gdyby tego adresu nie było wcześniej w aktach. Przeciw taki regulacjom była akurat część pełnomocników zawodowych formułując tezę, że „nie po to portal powstał, żeby obsługiwać korespondencję". Co do tego to muszę rozczarować – po to też. Od początku portal był traktowany jako potencjalny sposób doręczenia przesyłki. Większe jednak znaczenie miało chyba to, że jak można było przeczytać w piśmie ówczesnego Ministra Infrastruktury i Budownictwa z 14 grudnia 2017 r. (nadal dostępne na stronie Rządowego Centrum Legislacyjnego) wprowadzenie takiej regulacji co do „e-doręczenia" spowoduje znaczny spadek przychodów poczty. Dalej wskazywano, że realizacja doręczeń elektronicznych powinna odbywać się z powierzeniem takich zadań narodowemu operatorowi pocztowemu na zasadach komercyjnych. Wypada zatem zauważyć, że skoro zaniedbania w tym zakresie zaistniały bo wyżej stawiano interes poczty to może nie czas dziś narzekać na zapóźnienie sądów.

I na koniec

Jeżeli chodzi o portale może jeszcze czas dostrzec, że mamy narzędzie, które w okresie stanu epidemii praktycznie od ręki może służyć realizacji doręczeń elektronicznych pism sądowych. Narzędzie dostępne i rozpowszechnione z bazą użytkowników zewnętrznych z jaką może rywalizować mało który system teleinformatyczny. Na dziś to jest bowiem (bez sędziów i pracowników sądów) ponad 115 tysięcy użytkowników zewnętrznych. Jest to ogromna baza z ogromnym potencjałem jaki już jest zbudowany. Przypomnę klasyczne dla zastosowania i rozwoju systemów prawo Metcalfe'a zgodnie z którym użyteczność sieci lub systemu teleinformatycznego rośnie proporcjonalnie do kwadratu liczby podłączonych użytkowników. Nie jest problemem zbudowanie systemu, natomiast problemem jest przekonanie użytkowników. Jeżeli chodzi o portale użytkowników po 15 latach już mamy. Czas zatem wykorzystać potencjał, pamiętając o tym, że jest to również potencjał na rozwój systemu o funkcjonalności dla użytkownika zewnętrznego jak np. kalendarz adwokata/radcy prawnego wskazujący od razu sądowi dostępność pełnomocnika co pozwoliłby uniknąć przekładania rozpraw w razie kolizji.

Wojciech Łukowski Sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA