fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Janusz Lewandowski: Wszystkie nieprawdy o Krajowym Planie Odbudowy

Kwoty podawane na billboardach są „podwójnym kłamstwem” – przekonuje europoseł KE
Anatol Chomicz/Forum
Unia Europejska to projekt otwarty na nowe wyzwania. Musi potwierdzić swoją użyteczność tu i teraz - pisze polityk PO i były komisarz UE.

Debata publiczna wokół Krajowego Planu Odbudowy obrodziła w półprawdy i nieprawdy. Oto kilka z nich, wartych sprostowania.

1. Uwspólnotowienie długu to „hamiltonowski moment” europejskiej integracji

Zaciągnięcie wspólnego długu wyniesione zostało do rangi „momentu hamiltonowskiego” w dziejach UE – w nawiązaniu do Aleksandra Hamiltona, który w roku 1791 przeforsował przejęcie długów poszczególnych stanów przez budżet federalny Stanów Zjednoczonych. Informuję, że wspólnota europejska zaciąga wspólne długi już od lat 70. XX wieku! Zatem uwspólnotowienie długu ma więcej niż 40 lat! Nowa jest jedynie niezwykła skala – 750 mld euro oraz przewaga dotacji, gdy dotychczasowe wspólne pożyczki zaciągano na kredyty.

Czy wspólny dług oznacza także wspólną odpowiedzialność? Odpowiedź brzmi: tak. Bowiem gwarantem długu jest budżet wspólnotowy UE, na który składają się wszystkie kraje członkowskie i ten budżet ma spłacać zadłużenie.

2. Będziemy spłacali długi Greków

Straszy się Polaków na dwa sposoby. Po pierwsze, uwspólnotowienie długu sprawi, że będziemy spłacali długi niegospodarnych krajów. Po drugie, tracimy suwerenność na rzecz federalnej Europy. Co do długu: budżet UE, jako gwarant obligacji unijnych, obronił jak dotąd swoją nieskazitelną wiarygodność. Wystawiona była na największe ryzyko, gdy Unia pożyczała na rzecz pomocy dla krajów spoza Europy. Oczywiście, długi trzeba spłacać. Mają temu służyć nowe źródła dochodów UE. Na razie zaakceptowany został podatek od nieutylizowanego plastiku, który trudno kwestionować, jeśli chcemy uwolnić środowisko od plastiku. Inne, np. całkiem zasadny podatek od platform cyfrowych, mają się pojawić do roku 2027, kiedy zacznie się spłata rat kapitałowych. Za każdym razem muszą być ratyfikowane przez wszystkie parlamenty. Jeśli to nie wystarczy, przewidziano kilka sposobów radzenia sobie z niedoborem środków.

Ostatnia instancja to wezwanie krajów członkowskich do wniesienia dodatkowego wkładu, ale w proporcji do ich składki budżetowej w budżecie UE. Nasz udział to ok. 4 proc., średnio 5,7 mld euro rocznie w latach 2021–2027, gdy Niemcy wnoszą 33 mld euro, a Francja 22 mld. Zatem, bogatsi asekurują ewentualne problemy ze spłatą długu. Nie odpowiadamy za Greków i nawet w najgorszym, najmniej prawdopodobnym wypadku, wychodzimy na swoje.

3. Rodzi się federalna Europa

Było federalistów wielu, ale wytrzebiły ich referenda we Francji i Holandii, uśmiercające pomysł europejskiej konstytucji. Wcześniejsze etapy rozwojowe integracji wyznaczały traktaty, takie jak Maastricht, Nicea i Lizbona. Teraz Unia ostrożnie uzupełnia swoją architekturę instytucjonalną, na drodze pozatraktatowej. Nie są więc możliwe rewolucyjne zmiany. Unia hartuje się w kryzysach XXI wieku – finansowym, migracyjnym, pandemicznym i dokonuje stosownych uzupełnień. Takich jak większa odpowiedzialność za służbę zdrowia, która dotąd była w kompetencji narodowej.

Federalizm i hasło „ever closer union” to pieśń przeszłości, a nie przyszłości. Zupełnie rozmija się z nastrojami w większości krajów. UE to projekt otwarty na nowe wyzwania. Musi potwierdzić swoją użyteczność tu i teraz. Mam nadzieję, że wybrzmi to w rozpoczynającej się debacie o przyszłości Unii.

4. Fundusze UE „należą się nam jak psu zupa”

To głos ministra Ziobry, jeden z najgłupszych, jakie usłyszałem. Unia stanowi największy w świecie mechanizm solidarności. Umożliwia redystrybucję bogactwa w stronę biedniejszych uczestników Wspólnoty. Fundusze strukturalne są tego wyrazem – bezcenne dla takich krajów jak Polska, które nadrabiają zaległości cywilizacyjne. Ale nie ma automatu. Wszystko zależy od konstrukcji programu i wiarygodności kraju.

W najważniejszym dla nas budżecie wieloletnim 2021–2027 Polska jest wciąż największym beneficjentem, choć jest to najgorszy budżet w historii naszego uczestnictwa w UE. Natomiast w awaryjnym Funduszu Odbudowy nasz kraj ma trzykrotnie mniej dotacji niż Włochy i Hiszpania. Mniej nawet niż bogata Francja i Niemcy. Należy im się jak psu zupa, wedle Ziobry?

5. 770 miliardów, których nie ma

Rusza kampania na bilboardach, która sugeruje, że naród zawdzięcza rządowi 770 mld zł. Jest to podwójne kłamstwo, bo dotyczy kwoty i źródła pochodzenia pieniędzy. Śladem przypadku premier Szydło, wyparowała z billboardów flaga darczyńcy – Unii Europejskiej. Zaś kwoty kryją ponurą prawdę. Składa się na nie budżet siedmioletni 2021–2027, który negocjował premier Morawiecki i wynegocjował najgorszy budżet w historii naszego członkostwa w Unii. Prawie 100 mld zł mniej niż „mój” budżet, który projektowałem na lata 2014–2020, ale też gorszy od tego, który wynegocjowali premierzy Belka i Marcinkiewicz na lata 2007–2013. Porażkę maskuje awaryjny Plan Odbudowy, który nie jest żadną zasługą PiS, bo wziął się z determinacji duetu Merkel–Macron, by ratować kraje najbardziej dotknięte przez pandemię.

Tak więc billboardy sumują porażkę PiS (2021–2027) i mannę z unijnego nieba (Plan Odbudowy), ale i tak nie składa się to na 770 mld. Nawet wtedy, gdy dorzuci się program SURE, który rządzi się innymi prawami – są to pożyczki gwarantowane przez poszczególne rządy. Co jeszcze tam upchnięto? Nie wiem.

6. Plan Odbudowy jako fundusz wyborczy PiS

Może tak się stać, ale pod jednym warunkiem. Mianowicie, Bruksela na ślepo zaakceptuje niechlujny Krajowy Plan Odbudowy, a potem będzie przydzielała kolejne transze funduszy, nie bacząc na to, czy Polska spełnia wymogi. A są to ostre wymogi, które mają odbudować zdrowe finanse publiczne po pandemii. Niewygodne dla PiS, który lubi rozdawać prezenty socjalne, a powinien zmniejszać dziurę budżetową w latach 2022–2023.

Jeszcze raz sygnalizuję, że większe zagrożenie korupcją polityczną kryje się w siedmioletnim budżecie 2021 niż w awaryjnym Planie Odbudowy. Większe pieniądze i większa swoboda ich wydawania. Czy opozycja mnie słyszy?


Autor jest europosłem Koalicji Europejskiej i politykiem Platformy Obywatelskiej. W latach 2010–2014 był komisarzem UE ds. budżetu i programowania finansowego, w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Hanny Suchockiej był ministrem przekształceń własnościowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA