fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Czarna śmierć nigdy o nas nie zapomniała

Adobe Stock
Mimo że dysponujemy ogromnym arsenałem antybiotyków, dżuma nadal może być wielkim zagrożeniem dla ludzkości.

Przysłowie mówi, że nieszczęścia chodzą parami. Jeszcze nie uspokoiła się sytuacja z pandemią Covid-19, a już w Chinach przypomniała o sobie stara znajoma ludzkości.

W mieście Bayan Nur, w chińskim regionie autonomicznym Mongolii Wewnętrznej, u rozgorączkowanego mężczyzny skarżącego się na kłopoty z oddychaniem zdiagnozowano dżumę dymieniczą. Lokalne władze natychmiast wydały alert trzeciego stopnia obejmujący zakaz polowania oraz jedzenia mięsa zwierząt, które mogą przenosić pałeczki dżumy. Nie jest to pierwszy przypadek nawrotu tej strasznej choroby w Mongolii Wewnętrznej. W listopadzie ubiegłego roku wykryto cztery przypadki zachorowań na tę chorobę. U dwojga chorych zdiagnozowano dżumę płucną, która jest znacznie groźniejsza od dymieniczej.

Czy to oznacza, że Chinom grozi kolejna straszna epidemia, która mogłaby się rozlać na cały świat? Zapewne nie, ale zdumiewa, że ten region jest wylęgarnią tak wielu zarówno zapomnianych, jak i nowych chorób zakaźnych. To świadczy, że Chiny mają poważny problem z utrzymaniem odpowiedniego reżimu sanitarnego, szczególnie w branży spożywczej.

Dżuma, nazywana w dawnych wiekach czarną śmiercią, jest bakteryjną chorobą zakaźną gryzoni. Wbrew pozorom na ludzi przenosiła się stosunkowo rzadko, choć niemal zawsze prowadziła od jednej infekcji do gwałtownego rozwoju epidemii. Czynnikiem etiologicznym dżumy jest odkryta w 1894 roku przez wybitnego szwajcarskiego bakteriologa Alexandra Yersina nieprzetrwalnikująca bakteria Gram-ujemna Yersinia pestis. Ze względu na kształt jest nazywana pałeczką dżumy.

Ta bakteria nie jest w stanie samodzielnie przeżyć w niekorzystnych dla niej bardzo ciepłych i suchych warunkach środowiskowych. Łatwo ginie od środków dezynfekcyjnych z grupy fenoli. Jest za to odporna na niską temperaturę, w której może przetrwać miesiącami. Rozmnaża się najczęściej w organizmach małych ssaków. Jej naturalnym rezerwuarem są organizmy świnek morskich i przedstawicieli rodziny wiewiórkowatych, takich jak świstaki czy susły. Mimo to u ludzi dochodzi do zakażenia najczęściej poprzez pokąsanie przez pchły szczurze. Infekcja bakterią Yersinia pestis prowadzi do gwałtownego rozwoju choroby najczęściej kończącej się śmiercią.

Dżuma objawia się na trzy sposoby: pod postacią dymieniczą, atakując węzły chłonne, pod postacią posocznicową, prowadząc do zespołu ogólnoustrojowej reakcji zapalnej, i pod postacią płucną, która prowadzi do ostrej niewydolności oddechowej.

Dżuma dziesiątkuje ludzkość od tysięcy lat. Za najstarszą znaną nam epidemię tej choroby uznaje się plagę, która nawiedziła Cesarstwo Bizantyjskie w latach 541–542, zabijając ok. 40 proc. populacji. Niektóre obszary imperium wyludniły się niemal całkowicie.

Osiem wieków później czarna śmierć ponownie zawitała do Europy i zabiła co trzeciego jej mieszkańca. Co ciekawe, pochód zarazy niemal całkowicie ominął obszar dzisiejszej Polski.

Mimo że obecnie dysponujemy arsenałem silnych antybiotyków, dżuma nadal stanowi poważne zagrożenie dla ludzkości. Pamiętajmy, że największym czynnikiem ryzyka jest kontakt z gryzoniami i dzikimi zwierzętami. Dlatego najlepszą metodą prewencji jest wysoka higiena osobista i niespożywanie mięsa z nielegalnych hodowli.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA