fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Inhalacje dla oddechu

Dzięki inhalatorom dzieci z astmą rzadziej trafiają do szpitala
shutterstock
Mniejsza ilość powikłań chorób dróg oddechowych, rzadsze sięganie po antybiotyki, ograniczenie hospitalizacji dzieci z astmą wczesnodziecięca – to tylko część korzyści, jakie zdaniem lekarzy daje stosowanie inhalacji w trakcie leczenia.

Ażeby skutecznie leczyć zapalenie krtani, tchawicy, zatok, oskrzeli, a wreszcie płuc, lek musi trafić bezpośrednio do miejsca, w którym toczy się stan zapalny. Podawane substancji czynnych w postaci syropów czy tabletek, tylko częściowo rozwiązuje problem. Zanim lek dotrze na miejsce, musi przejść długą drogę, przez układ pokarmowy, a następnie krwionośny. Oznacza to większe wystawienie organizmu na działania niepożądane.

Tak zwane „parówki" (inhalacje z gorącej wody z dodatkiem ziół czy olejków eterycznych) również mają ograniczone działanie w walce z kaszlem czy katarem. Cząsteczki pary z dodatkami docierają tylko do górnych dróg oddechowych. Pomagają udrożnić nos i w zasadzie na tym kończą się ich możliwości wspomagające walkę z infekcjami. Dlatego pojawienie się nebulizatorów, specjalnych aparatów do przeprowadzania inhalacji, dosłownie zrewolucjonizowało leczenie chorób dolnych dróg oddechowych.

Nebulizatory rozbijają leki na maleńkie cząsteczki (standardem jest wielkość 5-1 mikrometrów), zmieniając je w mgiełkę (aerozol). W takiej postaci bez trudu mogą one dotrzeć do określonych miejsc układu oddechowego.

Sposób na malucha

– Dzięki nebulizacji pediatria dziś wygląda zupełnie inaczej – przyznaje Alicja Sapała-Smoczyńska, pediatra z Medicover. – Lek przez maseczkę dochodzi do uszu, gardła, tchawicy, oskrzeli i rozgałęzień na płuca. Możemy podawać go w konkretne miejsce, bez angażowania wątroby i żył. W efekcie zmniejsza się częstość zapaleń płuc. Zmniejszamy antybiotykoterapię. Mamy też mniej powikłań. Ograniczyliśmy również liczbę hospitalizacji dzieci z astmą wczesnodziecięcą. Rodzice wiedzą, jakie leki mogą podać, mają nebulizatory i wizyta na SOR-ze o 2 nad ranem już nie ma sensu. U dziecka łatwiej dochodzi do rozkurczenia i może już następnego dnia pójść do swojego lekarza, żeby ustawić leczenie – wyjaśnia lekarz.

Na rynku dostępnych jest już wiele rodzaju tego typu aparatów: pneumatyczne, ultradźwiękowe i siateczkowe. Różnią się nie tylko mechanizmem działania, lekami, które można za ich pomocą podawać, natężeniem dźwięku, czasem, jaki zajmuje nebulizacja i oczywiście ceną. To, jakiej wielkości cząstki aerozolu wytwarza dane urządzenie, określają współczynniki MMAD i frakcja respirabilna (FR). Ten pierwszy wyrażony w mikrometrach wskazuje, że przynajmniej połowa cząsteczek ma podaną lub mniejszą średnicę. Drugi, wyrażony w procentach, informuje, jaki odsetek cząsteczek aerozolu trafia do dolnych partii układu oddechowego.

– Kupując urządzenie, koniecznie trzeba się upewnić, że ma maseczki w kilku rozmiarach, w tym dla dzieci. Jak nie, to należy dokupić w odpowiednim rozmiarze, jeśli chcemy, by korzystały z nich dzieci – podkreśla dr Sapała-Smoczyńska. – Dla najmłodszych najlepsze są urządzenia siateczkowe. Bo działają w każdej pozycji, również kiedy pacjent leży. Są też zdecydowanie szybsze od tych starszej generacji, to znaczy, że rozbijają lek na jeszcze mniejsze cząstki, przez co szybciej on wnika do dróg oddechowych. A każdy, kto przeprowadzał inhalację u trzylatka, wie, jakie to ważne – podsumowuje lekarz. Jak dodaje, komfort podania leku najmłodszym jest ważny nie tylko ze względu na ich samopoczucie – Lek przyswaja się najlepiej podczas spokojnego, miarowego oddychania. Jeśli dziecko jest niespokojne, płacze, nebulizacja jest zaburzona, co osłabia działanie leku – wyjaśnia.

Nie tylko dla najmłodszych

Nebulizacja pomaga również zdrowym osobom, także dorosłym. – Funkcjonujemy w klimacie środkowoeuropejskim, gdzie przez pół roku mamy sezon grzewczy. A to oznacza, że późną jesienią i zimą mamy wysuszony układ oddechowy. Suche powietrze sprawia, że nocą często męczy nas suchy kaszel, nie czujemy się najlepiej. Do tego dochodzi jeszcze smog, który osadza się w drogach oddechowych w ciągu dnia. Oczyszczając je, nawilżając głęboko, dzięki nebulizacji możemy je oczyścić i przełknąć smog – wyjaśnia lekarz.

Nie potrzebujemy do tego żadnych leków. Wystarczy sól fizjologiczna lub sól morska (nie używamy zwykłej wody!), której struktura podobna jest do wydzieliny ludzkiej śluzówki. – Takie sole mają to do siebie, że działają wykrztuśnie. Nawet przy zwykłym katarze warto stosować ten sposób wspomagania leczenia, bo pomaga udrożnić drogi oddechowe i pozwala je oczyścić. Przy poważniejszych zakażeniach konieczne jednak będzie włączenie nebulizacji lekowych, wypisanych na receptę – tłumaczy Alicja Sapała-Smoczyńska. Absolutnie odradza leczenia się na własną rękę za pomocą ziół czy olejków eterycznych. Rozdrobnienie uszkadza ich strukturę chemiczną, więc nie możemy przewidzieć jak zadziałają. Poza tym mogą doprowadzić do groźnego dla zdrowia skurczu oskrzeli. – Do nebulizacji nie stosujemy również zawiesin, sterydów i antybiotyków, ani też w leczeniu chorób przebiegających z obkurczeniem oskrzeli– dodaje lekarz.

Zgodnie ze sztuką

– Sól fizjologiczna na nawilża drogi oddechowe. Natomiast jeśli chodzi o sól hipertoniczną (morską ) rozrzedza wydzielinę i obkurcza śluzówkę – wyjaśnia specjalistka i dodaje, że nebulizacja tymi substancjami nikomu nie zaszkodzi. To, na ile pomoże, w oczyszczaniu dróg oddechowych, zależy od właściwego jej przeprowadzenia. – Przede wszystkim podczas zabiegu musimy zadbać o szczelność maseczki. To dlatego, tak ważne jest posiadanie kilku rozmiarów, dla wszystkich domowników. Maseczka musi szczelnie przylegać do twarzy, obejmując usta i nos. Jeśli ma dziurki, musimy je zakleić – uczula. – Z drugiej strony, nie można jej naciągać na oczy, bo możemy w ten sposób doprowadzić do zapalenia spojówek – ostrzega.

W przypadku nebulizacji lekowej konieczne jest przestrzeganie zaleceń dotyczących ilości wlewanego do nebulizatora leku i częstotliwości jego podawania. Każdy lek, niewłaściwie stosowany, może mieć wpływ na nasze zdrowie. I nie jest ważne, czy został podany w mgiełce, syropie czy tabletce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA