fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Gadał dziad do obrazu

Abp Stanisław Gądecki
Abp Stanisław Gądecki
PAP/ Tomasz Gzell
Lał deszcz, drogi rozmokły, a wiekowa już Teresa z Avilla jechała karocą. Szlag trafił oś, karoca się wywróciła, a pobożna mniszka bach, prosto w błoto. Wygrzebując się z niego, spojrzała w niebo z wyrzutem „Ale dlaczego?". „Tak doświadczam swoich przyjaciół" – odpowiedział jej Głos. „Nie dziwię się więc, że masz ich tak niewielu" – mruknęła mistyczka. Tyle przekaz, se non e vero e ben trovato.

Wspominam św. Teresę, bo Kościół istotnie ma problem z przyjaciółmi. Mimo ewangelicznego nakazu upominania bliźnich tak się jakoś składa, że zdaniem duchownych największym przyjacielem Kościoła jest ten, kto klaszcze. Im głośniej, tym lepiej. Faktycznie, prosty to sposób na wypróbowanie przyjaciół, tyle że funta kłaków wart. Niby prywatnie wiemy, że dobry nauczyciel czasem może być srogi, że prawdziwy przyjaciel powie nam prosto w oczy prawdę, nawet jeśli nie będzie miła, a tu taki klops. Siadaj i klaszcz.

Nic dziwnego, że zdenerwował się tym dominikanin o. Adam Szustak i wygarnął abp. Gądeckiemu. Nie, żeby o. Szustak nie lubił oklasków, wręcz przeciwnie, on je kocha, ale tylko wtedy, gdy brawa biją jemu. Przywykł do zachwytów i lajków, dba o to, by mieć ich jak najwięcej. To oczywiście część prawdy i to ta część, na którą uwagę zwracają przeciwnicy dominikanina. Nie dostrzegają przy tym, że tylko o. Szustak potrafi zapełnić tysiącami wiernych katowic...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA