Magistrowie/studenci

Czy warto studiować prawo

AdobeStock
Inteligentne umowy – czy nadal warto studiować prawo?

Pod koniec zeszłego i na początku tego roku przez warszawskie kręgi prawnicze przetoczyła się fala spotkań i konferencji poświęconych blockchain. Sukces kryptowalut rozpalił wyobraźnię i sprawił, że temat stał się modny, mimo iż jego skomplikowana natura techniczna powodowała, że niewielu prawników naprawdę rozumiało istotę.

Na jednym z takich spotkań ekspert z dziedziny IT powiedział, że technologia blockchain, a w szczególności jej element określany mianem „smart contracts", czyli inteligentne umowy, oznacza kres profesji prawniczej, przynajmniej w jej obecnym kształcie. Dodał też, że gdy pięć lat temu informował bankierów, że Fintechy to rewolucja w ich świecie, spotykał się z podobnym niedowierzaniem, jakie teraz demonstrują prawnicy.

Czytaj także: Sondaż wśród studentów prawa dot. aplikacji uniwersyteckiej

Wymierający gatunek

Coś podobnego usłyszałem później we Frankfurcie na dużej międzynarodowej konferencji poświęconej blockchain. Niemiecki profesor prawa, rozpoczął swoją prezentację od uwagi, że jako prawnik reprezentuje gatunek wymierający, gdyż prawnicy w świecie blockchain należą do kategorii „pośredników", którą to kategorię technologia ta ma wyeliminować.

Kilka miesięcy później, gdy wartość globalnego rynku kryptowalut zmniejszyła się od styczniowego szczytu o 640 miliardów dolarów, a przedstawiciele branży blockchain zaczynają dużo ostrożniej mówić o przyszłości, te przepowiednie wydają się mniej realne. Nie oznacza to jednak, że fundamentalne zmiany w otaczającym nas świecie technologii zatrzymały się i takich kwestii nie warto rozważać.

Czym więc są owe inteligentne umowy z punktu widzenia prawnika i czy faktycznie ich pojawienie się oznacza, że nasze dzieci nie powinny już rozpoczynać studiów prawniczych?

Pojęcie inteligentnej umowy pojawiło się już w latach 90.zeszłego wieku, ale dopiero wraz z rozwojem technologii blockchain zyskało popularność. W znaczeniu szerszym, inteligentna umowa oznacza jakikolwiek program komputerowy umożliwiający automatyczne, bezpośrednie i bezpieczne zawieranie oraz egzekwowanie umów. W znaczeniu węższym, związanym z blockchain, oznacza spełniającą te cechy rozproszoną aplikację, obecnie najczęściej napisaną w języku Solidity i opartą na platformie Etherneum. Niezależnie od tego, którą definicję zastosujemy, „inteligentna umowa" to nic innego jak program komputerowy.

Poziom skomplikowania obecnie funkcjonujących „inteligentnych umów" nie odbiega zbytnio od poziomu typowych automatów sprzedających, z tym że zamiast napojów i batonów są dobra cyfrowe. Trudno je uznać za specjalnie „inteligentne". Entuzjaści inteligentnych umów podkreślają jednak, że rozwiązanie to umożliwia zawieranie w sieci umów bezpośrednio między zainteresowanymi stronami bez udziału jakichkolwiek pośredników, w sposób prosty i bezpieczny.

Czytaj także: Studenci prawa przeciwni dłuższym studiom niestacjonarnym

W czasach, gdy nadmierna koncentracja biznesu internetowego rodzi coraz większe obawy co do możliwych nadużyć takich gigantów jak Facebook czy Google oraz gdy wśród indywidualnych użytkowników internetu rośnie potrzeba prywatności i bezpieczeństwa, takie zalety są nie do pogardzenia. Dodatkowo technologia inteligentnych umów wydaje się gwarantować, że uzyskujemy zarówno pewność treści umowy, jak i jej wykonania. Oznacza to, że uzyskamy niezależność bez konieczności kompromisów w kwestii bezpieczeństwa obrotu.

Inteligentne umowy dają szansę, by elektroniczne transakcje objęły kolejne obszary życia. Komu potrzebny prawnik, gdy wystarczy uruchomić program i dowolna umowa sama się zawrze i zrealizuje, a w razie sporu tenże program komputerowy go rozstrzygnie? Już dziś standaryzacja, koncentracja i wirtualizacja biznesu mają wpływ na ilość tradycyjnej pracy dla prawników, więc kto zagwarantuje, że zmiany nie pójdą dalej? Skoro można było przy pomocy technologii blockchain obejść potężne banki centralne, dlaczego z prawnikami i wymiarem sprawiedliwości miałoby się to nie udać?

Trudne pytania

Czy powinienem zatem odradzić córce wybór studiów prawniczych?

Poświęciłem sporo czasu na przyglądanie się fundamentom technologii inteligentnych umów i przyznam, że odpowiedź wcale nie jest oczywista. Na początek dobra dla nas, prawników, wiadomość. Istniejąca technologia na pewno żadnemu prawnikowi pracy nie zabierze. Zastrzeżenia ekspertów budzi bowiem zasadniczo każda cecha inteligentnych umów, która ma stanowić o ich atrakcyjności. Nie mówię o kwestiach regulacyjnych, które często są podnoszone w dyskusjach o blockchain. Regulacji odnoszących się do technologii blockchain zasadniczo brak lub są takie, które przeszkadzają w jej rozwoju, ale to normalne w przypadku nowej technologii.

Technologie, które okazują się przydatne społecznie, same tworzą swoje środowisko regulacyjne. W przypadku pewnych zastosowań blockchain jak kryptowaluty widać już pewien postęp w regulacjach (przynajmniej poza Polską), a ponieważ mamy do czynienia z istniejącym zjawiskiem społecznym, władze nie mogą go ignorować.

W szerszym zastosowaniu inteligentnych umów problemy są bardziej zasadnicze i dotyczą technologii jako takiej. Nie jest moją intencją, by wymieniać tu wszystkie, wspomnę tylko o kilku, które mnie jako prawnika zaniepokoiły najbardziej. Po pierwsze, bezpieczeństwo – większość z nas słyszała, że blockchain jest odporny na ataki ze względu na swoje mechanizmy szyfrowania i rozproszoną strukturę. Każdy jednak, kto słyszał o ataku na DAO , czy też niedawnych problemach z kodem bitcoina, rozumie, że to tylko część prawdy, a bardziej skomplikowane zastosowania technologii blockchain czynią ją bardzo wrażliwą na błąd czy atak. W sytuacji gdy brak jest jakiegokolwiek podmiotu, który można obwinić o odpowiedzialność za błąd czy też za „dziurę w systemie", i do którego można mieć jakieś roszczenie odszkodowawcze, potencjalne konsekwencje mogą być dużo poważniejsze niż w większości transakcji, które wykonujemy w sieci obecnie. Gdy do tego dodamy kwestie związane z zabezpieczeniami tzw. portfeli, czyli systemów dysponowania „blockchainową własnością", nie sądzę, bym w najbliższej przyszłości kupował coś bardzo cennego na podstawie inteligentnej umowy.

Po drugie – problemy z konsensusem i tzw. wyroczniami. Nawet w odniesieniu do bitcoin procedura konsensusu zaczyna być obarczona większym ryzykiem manipulacji, bo pojedynczy właściciele koncentrują w swych rękach znaczną ilość węzłów sieci. Co się stanie, gdy poziom rozproszenia będzie mniejszy ze względu na bardziej niszowe zastosowanie? Gdy do tego dodamy jeszcze trudności z weryfikacją informacji spoza aplikacji (np. o wykonaniu umowy w świecie fizycznym), co próbuje się rozwiązać poprzez koncepcję tzw. wyroczni, to szanse na szerokie zastosowanie obecnie istniejących inteligentnych umów wydają się jeszcze mniejsze.

Patrzącym na perspektywy zawodu prawnika w dłuższym terminie (a studia i aplikacje prawnicze to długi proces), obraz nie wydaje się tak różowy.

Fala zainteresowania

Po pierwsze, wszystkie wady technologii blockchain dotyczą jej aktualnej formy. Technologia cały czas się rozwija, a potencjał jest olbrzymi. Jeżeli zmierzymy go tylko aktualną wartością wszystkich kryptowalut, będzie to prawie 200 miliardów dolarów. Nawet jeżeli wiele osób myśli (i słusznie), że duża część tych pieniędzy została wydana na energię elektryczną i hardware do kopania kryptowalut, czy też na samochody sportowe i jachty wczesnych inwestorów, to wywołana tą wyceną fala zainteresowania jest pewnie warta o wiele więcej. Technologia może się zmienić (o ile wystarczy zainteresowania) i za kilka lat może mieć niewiele wspólnego z oryginalnym konceptem blockchain. Linux i Android mogą być w tym zakresie zarówno analogią, jak i przepowiednią. Raz otwarte drzwi trudno się zamyka. Ekonomia bezpośrednich transakcji ma olbrzymi potencjał. Jeszcze niedawno podróżując po świecie, korzystaliśmy z zaufanych sieci hotelowych, a niektóre światowe metropolie posiadały monopole taksówkowe. Obecnym użytkownikom usług takich pośredników jak Booking, Airbnb czy Uber, taka sytuacja wydaje się zamierzchłą i absurdalną przeszłością. Tylko wysokie prowizje i koncentracja władzy w rękach pośredników jest barierą dalszego rozwoju tej ekonomii. Nie wiem, czy blockchain stanowi rozwiązanie tego problemu, ale pewne jest, że rozwiązanie się znajdzie. Gdy się to stanie, kolejne dziedziny życia mogą przenieść się do sieci. Kto kilka lat temu przewidywał, że taksówki będą biznesem internetowym?

Strażnicy zasad

Po drugie, nie wszystkie problemy związane z technologią muszą być do końca rozwiązane. Od samego początku użytkownicy internetu zmagali się ze spamem i atakami hakerskimi. Czy te problemy udało się całkowicie rozwiązać? Nie udało, ale czy powstrzymało to rozwój internetu? Dlatego nawet gdy uważamy, że pewne problemy związane z blockchain i jego pochodnymi są na tyle fundamentalne, że nie można ich całkowicie rozwiązać, nie możemy wykluczyć, że uda się to zrobić wystarczająco. Nie jest moją intencją bawić się w futurologa, ale tendencja do informatyzacji i standaryzacji to nasza codzienność już teraz. Czy tak trudno wyobrazić sobie, że blockchain lub jego następca pociągnie ten proces dalej?

Czy oznacza to, że prawnicy staną się kompletnie zbędni? W przewidywalnej przyszłości na pewno nie. Każde wspólne działanie ludzi, nawet gdy wykonywane jest z użyciem skomplikowanej technologii, wymaga porozumienia i ustalenia zasad z innymi uczestnikami tego działania. Prawnicy to strażnicy tych zasad i porozumień. Nikt ich w tej roli nie zastąpi, przynajmniej do czasu, gdy to ludzie będą rządzić maszynami, a nie odwrotnie. Optymiści będą też wskazywać na wzrost zamożności społeczeństw, wzrost skomplikowania stosunków społecznych i inne elementy, które tradycyjnie powodowały wzrost społecznej roli prawników. Trudno jednak nie zauważyć, że coraz częściej zamiast na systemie sądowym polegamy na systemach informatycznych. Prawnicy obsługujący Amazon, Apple czy Googla zarabiają miliony ale jest ich niewielu w stosunku do skali działalności tych firm. Co jeżeli wszystkie nasze działania, w tym biznesowe, przeniesiemy do „blockchainowej rzeczywistości"?

Zawsze znajdzie się miejsce dla kilku z nas, którzy spierać się będą o znaczenie oświadczeń woli złożonych w języku Solidity, czy też o inne problemy związane z technologią. Co będzie robiła reszta?

Na razie moja córka zastanawia się nad wyborem liceum, więc ma jeszcze kilka lat na decyzję o studiach. Jeżeli jednak wybierze prawo, będę jej chyba doradzał drugi fakultet, a na pewno pozyskiwanie dodatkowych kwalifikacji pozaprawnych.

Autor jest radcą prawnym, wiceprezesem Polskiego Stowarzyszenia Prawników Przedsiębiorstw

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL