fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lotnictwo

Salon lotniczy w Paryżu. Airbus może wygrać wszystko

Bloomberg
Na rozpoczynającym się dzisiaj salonie lotniczym w Paryżu Airbus ma pokazać nowe modele samolotów. Dla odmiany Boeing zamiast przełomowych modeli ma przedstawić nowy wizerunek po katastrofach B737 MAX.

Reszta producentów raczej się nie liczy w sytuacji, kiedy najlepszy model Bombardiera został przejęty przez Airbusa i zmienił nazwę na A220, a cała cywilna część Embraera jest już w Boeingu i ma amerykańskiego prezesa.

Zgodnie z oczekiwaniami Airbus, już z nowym kierownictwem z energicznym Gauilleme Faury na czele, wykorzystuje swoją przewagę. Od kilku dni francusko-niemiecko-hiszpański konglomerat podgrzewał atmosferę przed premierą A321 neo LR, że może pojawi się w Paryżu, a może jednak się nie pojawi. Ma to być większa i o dłuższym zasięgu wersja już popularnego A321, którego Boeing chciał skopiować w MAXach, a ostatecznie przerobił B737. Wiadomo, z jakim skutkiem.

Airbus także i delikatnie sugeruje, że lada chwila posypią się zamówienia na najnowszy A330neo. Nowy Airbus będzie nazywał się A321LR, a jego zasięg ma wynieść 7,4 tys. km, czyli na przykład będzie w stanie bezpiecznie dolecieć z Moskwy do Pekinu, nie mówiąc o lotach. Christian Scherer, wiceprezes Airbusa ds. sprzedaży umiejętnie podsyca ciekawość. 

— No myślcie, myślcie, myślcie, może zobaczycie coś wkrótce, może to będzie więcej, niż się spodziewacie. A może jednak nie — mówił w sobotę, 15 czerwca.

Co na razie wiadomo, że będzie to maszyna, która poleci na dość długi dystans i dowiezie pasażerów stamtąd, dokąd wysyłanie dużego liniowca nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Bo jednak wszystko wskazuje, że powoli hubowy model lotnictwa z dużym centrum przesiadkowym do którego mają być dowożeni pasażerowie przestaje być popularny. Wiadomo także, że w jednej wersji nazywanej A321XLR maszyna z 210 pasażerami na pokładzie będzie w stanie przelecieć nawet 7,5 tys. km. W każdym razie nie ma już wątpliwości, że Airbus po raz kolejny wyprzedził Boeinga, który nadal zastanawia się nad tym, czy wprowadzić do produkcji następców 767 i 757. Wiadomo również, że Airbus planuje kolejne maszyny z tej samej serii, które byłyby w stanie wykonywać rejsy o długości nawet 9 tys. km. To pozwoliłoby np. Air France polecieć z Paryża (ale i z Warszawy) do każdego portu na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych.

Boeing taką samą opcję oferował z MAXami, ale Christian Scherer zapewnia, że ich maszyna jest znacznie bardziej ekonomiczna. Zresztą to on będzie w tym roku królem salonowego marketingu. Bo raczej nie ma co liczyć, że obecny już w Paryżu prezes amerykańskiego koncernu, Dennis Muilenburg będzie chciał mówić o wielkich planach dla MAXów, które nadal nie wiadomo, kiedy wrócą do latania. Na razie Muilenburg gdzie może, tam zapewnia, że Boeing z kryzysu wyjdzie tylko silniejszy i stawia teraz na bezpieczeństwo, a jego obecność na paryskim salonie będzie nacechowana skromnością i wolą nauczenia się czegoś nowego. To nie oznacza jednak, że Amerykanie nie liczą na nowe zamówienia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA