Lotnictwo

Strajku w LOT nie będzie? Sąd stwierdził: byłby nielegalny

materiały prasowe
We wtorek o godzinie 17.00 związki zawodowe w Polskich Liniach Lotniczych LOT miały zadecydować o tym, czy w najbliższych dniach zorganizują strajk. Ich decyzja jednak może nie mieć znaczenia, ze względu na decyzję, jaką podjął właśnie sąd.

Sąd bowiem właśnie udzielił spółce zabezpieczenia do czasu, kiedy na posiedzeniu 20 listopada zadecyduje, czy taki strajk byłby legalny i zakazał przeprowadzenia akcji strajkowej na podstawie referendum, które zostało zorganizowane w dniach 21.03-21.04 2018 do czasu zakończenia postępowania o ustalenie nielegalności strajku.

Sąd uznał, że LOT ma interes prawny, aby żądać zabezpieczenia na czas trwania procesu, aby umożliwić przeprowadzenie postępowania dowodowego i ustalenie legalności bądź nielegalności przeprowadzenia referendum. Jednocześnie sąd uznał, że strajk pozbawiłby LOT możliwości obrony praw i spowoduje niepowetowane szkody materialne i wizerunkowe.

Czytaj także: We wrześniu strajku w LOT raczej nie będzie

Sąd wezwał związkowców do zastanowienia się nad rozważeniem współmierności żądań do strat związanych ze strajkiem. Jak wiadomo, utracone wpływy, które były skutkiem zagrożenia strajkowego na przełomie kwietnia i maja 2018 LOT wycenił na 1,72 mln złotych i taką kwotą obciążył związkowców stojących za organizacją nieudanego protestu.

Odpis postanowienia zostanie w najbliższym czasie zostać doręczony wszystkim związkom zawodowym, którym przysługuje prawo wniesienia zażalenia.

Decyzja o strajku miała zostać podjęta już w poniedziałek, 24 września, ale ją odłożono. Powody były dwa. Na posiedzeniu Rady Dialogu Społecznego nie było szefa Związku Zawodowego Pilotów Liniowych i Komunikacyjnych Adama Rzeszota. Z kolei Monika Żelazik zwolniona dyscyplinarnie z pracy w LOT, ale nadal przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Personelu Pokładowego i Lotniczego zapewniała, że opóźnienie podjęcia ostatecznej decyzji jest wyrazem dobrej woli ze strony związkowców, którzy chcą jeszcze dać szansę na porozumienie z zarządem. Tyle że podstawowym warunkiem tego porozumienia miałoby być przywrócenie do pracy Moniki Żelazik (związkowcy nie zgodzili się na jej zwolnienie), oraz odwołania prezesa Rafała Milczarskiego, a najlepiej całego zarządu, który — zdaniem związkowców— działa na szkodę spółki. Ważny jest także postulat do powrotu do systemu wynagradzania z 2010 roku, czyli znaczącego zwiększenia wynagrodzenia gwarantowanego (pensum) dla personelu latającego i mniejszego uzależnienia wypłaty od realnie przepracowanych godzin. Związkowcy są zdania, że LOT stać dzisiaj na takie rozwiązanie, ponieważ spółka ma zysk.

—To nie pracownicy LOTu chcą strajkować. Strajku chcą związkowcy - uważa Adrian Kubicki, dyrektor PR i Komunikacji Korporacyjnej w LOT.

Monika Żelazik była główną organizatorką strajku, który miał się odbyć w maju. W mailu wysłanym do pracowników nawoływała wtedy, aby na pikietę zorganizowaną pod siedzibą spółki w Warszawie przynieść race i butelki z benzyną. Potem tłumaczyła, że był to żart. Teraz przekonuje, że wśród pracowników nastroje są bojowe.

—Jest to bezczelne straszenie naszych pasażerów. Nie ma żadnych podstaw prawnych do organizowania strajku — denerwował się w ostatni poniedziałek prezes LOTu, Rafał Milczarski. Szef przewoźnika, który jest jednocześnie prezesem Polskiej Grupy Lotniczej był w Rzeszowie na ceremonii podpisania listu intencyjnego w sprawie budowy na lotnisku Jasionka centrum serwisowania dużych samolotów.

LOT poradził sobie także z protestem pracowników, którzy zdecydowali się na prowadzenie strajku włoskiego, który miał opóźniać wszystkie procedury - wprowadził premie za poprawę punktualności rejsów, czyli jak najbardziej efektywne wykonywanie wszystkich czynności związanych z operacjami lotniczymi. Np. w przypadku personelu pokładowego jest to jak najszybsze przygotowanie kabiny pasażerskiej do odlotu.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL