Kraj

Czas zwrócić Niemcom ich obozy zagłady

„Polski obóz zagłady” wszedł już do świadomości młodego Niemca, Brytyjczyka, Amerykanina czy Austriaka. To zasługa świadomego działania niemieckich mediów i wieloletniego braku skutecznej reakcji polskich władz. Teraz ma się to zmienić, i to radykalnie.

Służyć temu ma projekt „Wsparcie wizerunku polskiej dyplomacji w walce z „kłamstwem oświęcimskim”. Realizuje go Stowarzyszenie Patria Nostra z siedzibą w Olsztynie. Powstało ono na początku 2013 r. z inicjatywy olsztyńskiego prawnika Lecha Obary. To Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy” jako pierwsza w Polsce pozwała wydawcę niemieckiego dziennika „Die Welt” –  Potężny koncern Axel Springer SE za sformułowanie „polski obóz koncentracyjny Majdanek”.

 

Dawno temu w Świnoujściu

 

A wszystko zaczęło się w pewien listopadowy wieczór 2008 r. kiedy Zbigniew Osewski ze Świnoujścia dowiedział się, że dziennik „Die Welt” użył sformułowania „polnische Konzentrationslager Majdanek”.

Na niemiecką publikację zareagował nie tylko Osewski - wnuk byłego więźnia niemieckiego obozu pracy w Sztumie i byłego więźnia niemieckiego obozu w Deutsch Eylau. Pod wpływem interwencji polskich służb dyplomatycznych redaktor naczelny gazety Thomas Schmidt skierował do Ambasady RP w Berlinie list z wyrazami ubolewania z powodu publikacji. Sprostowanie ukazało się również na internetowych stronach „Die Welt”. Redakcja przyznała w nim, że użyte sformułowanie „polski obóz koncentracyjny” jest fałszywe. Wyjaśniała, że „Chodziło o niemiecki obóz koncentracyjny, który w okupowanej Polsce SS zorganizowała z rozkazu Heinricha Himmlera”. Redaktor Schmidt nie wyjaśnił jednak, w jaki sposób to „groteskowe odwrócenie faktów” mogło znaleźć się na łamach tak poważnego dziennika.

Nikt nie przeprosił za kłamliwy zwrot Zbigniewa Osewskiego. W grudniu 2008 r. mieszkaniec Świnoujścia pozwał o ochronę dóbr osobistych niemieckiego wydawcę. Domagał się nie tylko przeprosin określonej treści w polskiej prasie: „Rzeczpospolitej” i „Gazecie Wyborczej” oraz portalach internetowych - niemieckim i polskim, ale też 0,5 mln zł z odsetkami na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Świnoujściu. Uznał, że tylko kara finansowa zmusi Niemców do poważnego podejścia do kłamliwych sformułowań. Pozew napisał sam.

Jego sprawę sąd umorzył w październiku 2009 r. bowiem Polak pozwał nie tego Springera. Zamiast centrali w Berlinie podał adres polskiej spółki. W styczniu 2010 r. do sądu wpłynął drugi pozew Osewskiego. Tym razem przygotowali go profesjonaliści z olsztyńskiej Kancelarii Radców Prawnych i Adwokatów „Lech Obara i Współpracownicy”. Od początku działają w tej i innych sprawach dotyczących stosowania określeń typu „polskie obozy zagłady” całkowicie pro bono, a ponadto ponoszą wszelkie koszty i wydatki związane z tymi procesami.

 

Nierychliwe polskie sądy

 

Dziś Patria Nostra skupia prawników oraz byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, a także inne osoby zainteresowane m.in. przeciwdziałaniem kształtowaniu przez zagraniczne media nieprawdziwego wizerunku Polski i Polaków jako współodpowiedzialnych za niemieckie zbrodnie w czasie II wojny światowej.

Potem do sprawy Osewskiego kontra Axel Springer, doszły jeszcze dwie wytoczone niemieckim mediom za podobne kłamstwa. Z powództwa Janiny Luberdy Zapaśnik, byłej więźniarki obozu w Lebrechsdorff, przeciwko wydawcy FOCUS Online – Tommorow Focus Media GMBH. I z powództwa Karola Tendery (dziś ma 96 lat), byłego więźnia obozu w Auschwitz, przeciwko niemieckiej telewizji publicznej ZDF.

Lech Obara przyznawał, że był to skok na głęboką wodę, bo nikt w Polsce takiej sprawy nie prowadził. A tym bardziej nie wygrał. Radcy prawni z Olsztyna Lech Obara i Szymon Topa wygrali. Sądy powszechne potwierdziły istnienie takich dóbr osobistych, jak tożsamość i godność narodowa. Niemiecka telewizja ZDF nie tylko musiała przeprosić publicznie, ale też skierować imienne przeprosiny do Pana Karola Tendery, byłego więźnia Auschwitz.

Nie napawa tu jednak optymizmem zachowanie polskich sędziów. Po pierwsze, sprawy miały ślamazarne tempo. Wydanie wyroków zajęło od 6 do 8 lat, co biorąc pod uwagę wiek byłych więźniów, jest trudne do wytłumaczenia.

W Krakowie i w Białymstoku Sądy Apelacyjne uznały, że przeprosin mogą się domagać tylko byli więźniowie. A przecież są to zazwyczaj ludzie bardzo już starzy, schorowani,

niemający sił, by występować podczas procesów. Sąd Okręgowy w Warszawie w pierwszym odruchu pozew odrzucił. I dopiero zażalenie do Sądu Apelacyjnego ze wskazaniem orzecznictwa i przepisów UE poskutkowało.

 

Wolne media i Obama

 

W ślad za niemieckimi mediami zdanie o „polskich obozach zagłady” powtarzają media na całym świecie. Rocznie placówki MSZ wyłapują kilkadziesiąt takich przypadków. Pisały tak największe media jak „The New York Times” (i to pomimo że umieścił w swoim podręczniku stylu zakaz używania tego określenia!) czy CNN. Ale także media w Austrii, Bułgarii, Danii, Hiszpanii, Portugalii, Francji, Serbii, Bośni i Hercegowinie, Słowacji, Estonii, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Kanadzie, Australii, Izraelu, Belgii.

To właśnie w stolicy Unii Europejskiej Brukseli dziennik „Metro” kilka lat temu rozpoczął artykuł zwrotem „polski obóz koncentracyjny w Auschwitz”. We wszystkich tych przypadkach interwencje polskich placówek dyplomatycznych doprowadzały do sprostowań, przeprosin, wyrazów ubolewania.

Ale nie wszyscy czują się winni. Niemiecki tygodnik „Focus” wyraził w lipcu 2010 r. ubolewanie z powodu użycia w jednym z artykułów określenia „polski obóz zagłady Bełżec”. Rzecznik polskiej ambasady w Berlinie poinformował, że redakcja czasopisma odmówiła jednak sprostowania, ograniczając się do sugestii, aby przysłano „list od czytelników”.

Dużo sprostowań musieli publikować Amerykanie. Pozostawało więc tylko kwestią czasu, kiedy „polski obóz śmierci” wyrwie się poważnemu politykowi. No i się wyrwał – temu najważniejszemu - Barackowi Obamie. W 2012 r. powiedział o „polskich obozach śmierci” podczas laudacji na cześć Jana Karskiego.

Dzięki staraniom polskich dyplomatów i organizacji polonijnych w USA Associated Press umieściło zapis w swym podręczniku stylu, zakazujący określenia „polskie obozy”. Wcześniej podobnych zapisów w księgach stylu dokonały redakcje „Wall Street Journal”, (listopad 2010 r.), „San Francisco Chronicle” (luty 2011), „The New York Times” (marzec 2011), oraz portal internetowy Yahoo (wrzesień 2011).

Stowarzyszenie Patria Nostra wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej w 2014 r. zorganizowało konferencję naukową „Pamięć, tożsamość, odpowiedzialność. Przeciwdziałanie fałszowaniu pamięci o niemieckich obozach koncentracyjnych przez zagraniczne media”.

Temat jest wciąż gorący, bowiem prasa niemiecka wraca do „polskich obozów” co roku, najczęściej tłumacząc potem, że chodzi o położenie geograficzne i tylko o to. Stąd dwa nowe procesy o stosowanie określenia „polskie obozy zagłady” przeciwko niemieckim mediom - bawarskiemu dziennikowi „Mittelbayerische Zeitung” i stacji radiowej B5 aktuell należącej do Bayerischer Rundfunk – bawarskiego publicznego nadawcy.

 

Finis coronat opus

 

I jak podkreślają prawnicy z Patria Nostra, „wniesienie pozwów w tych sprawach stanowi zwieńczenie całego projektu”. Natomiast jego pierwszą częścią była konferencja „Prawda historyczna a odpowiedzialność prawna. Rozważania na gruncie zniekształcania pamięci o niemieckich zbrodniach popełnionych podczas II wojny światowej”, która odbyła się 8 listopada w Warszawie w Centrum Edukacyjnym IPN im. J. Kurtyki. Organizatorami konferencji były Patria Nostra, IPN oraz Instytut Allerhanda - niezależna prawnicza fundacja naukowo-badawcza.

- Zmieniło się wiele w głowach ludzi. Po prostu uświadomiono sobie, w tym najwyższe czynniki polityczne, jak ważna jest polityka historyczna. Jak polityka ta może wpływać na gospodarkę, na bezpieczeństwo narodowe. A przecież widzimy, że coraz częściej Polacy, Polska w mediach zagranicznych są obiektem fałszerstw i przekłamań - powiedział, inaugurując konferencję, mecenas Lech Obara prezes Stowarzyszenia Patria Nostra.

A wicepremier Jarosław Gowin tak napisał w liście do uczestników konferencji: „Negowanie zbrodni przeciwko ludzkości i odpowiedzialności za nie - to wciąż poważny problem i przeszkoda w rozwoju prawa międzynarodowego w tej dziedzinie. Na czym tracą przede wszystkim ofiary i ich rodziny. Walka o prawdę to nasze zobowiązanie i dług, jaki winni jesteśmy pokoleniom polskich ofiar niemieckiego, zbrodniczego systemu, który tak krwawo doświadczył nasz naród. Liczę, że państwa konferencja spowoduje, że choć o krok zbliżymy się ku uczciwości i prawdzie tak potrzebnym w dzisiejszym świecie”.

 

Wojna na narracje

 

Konferencja podzielona została na trzy panele: historyczny oraz dwie części prawne - cywilną i karną.

O politycznych i społecznych skutkach używania fałszywych kodów pamięci mówiła dr Joanna Lubecka.  Zwróciła uwagę m.in. na gwałtowne protesty w Niemczech, gdy przed kilku laty IPN wystąpił z inicjatywą, by w Polsce zmienić treść napisów z „nazistowski” na „niemiecki”. Zachodnia argumentacja brzmiała, że "nie wszyscy Niemcy byli nazistami". „To jest wojna na narracje” - podkreśliła Lubecka.

Filip Rakiewicz przypomniał dotychczasowy stan orzecznictwa sądowego i doktryny w zakresie roszczeń przeciwko zagranicznym środkom masowego przekazu o ochronę dóbr osobistych w związku z rozpowszechnianiem określeń „polski obóz koncentracyjny”, „polski obóz zagłady” oraz podobnych sformułowań.

„Część dziennikarzy tłumaczy wspomniane sformułowania jako tzw. skróty myślowe, dotyczące obozów leżących niegdyś na terytorium naszego kraju - czynią tak jednak najczęściej bez wyjaśnienia, że chodzi wyłącznie o historyczną lokalizację geograficzną. W efekcie stosowania uproszczeń, odbiorcy przekazów medialnych „raczeni” są np. wyrażeniami typu „nazistowska Polska” (Nazi Poland), oznaczające Polskę pod okupacją niemiecką, zastosowane kilkukrotnie m.in. przez „San Francisco Chronicle”,  „Los Angeles Times” czy w tytule książki autorstwa F. Walker, L. Rosena i C. TS. Neile” - wymieniał Filip Rakiewicz.

O wykonywaniu wyroków polskich sądów w krajach UE opowiadała prof. Aurelia Nowicka, a prof. Michał Balcerzak mówił o ochronie pamięci o ofiarach zbrodni II wojny światowej i prawdy historycznej z perspektywy prawa międzynarodowego. Dr Jakub Czepek przedstawił zagadnienia związane z granicami wolności ekspresji i dopuszczalności ingerencji państwa w wypowiedzi zniekształcające pamięć o Holokauście w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Trzecia część konferencji poświęcona była aspektom prawa karnego. Marcin Berent, dr Rafał Guzik, dr Janusz Bojarski i prof. Paweł Wiliński mówili m.in. o penalizacji tzw. miękkiego kłamstwa oświęcimskiego i wykonywaniu wyroków polskich sądów karnych na cudzoziemcach przebywających za granicą.

Jak przyznał Lech Obara, ważnym celem konferencji było nie tylko zapoznanie się bliżej ze stanem faktycznym, ale też integracja środowiska naukowego wokół przeciwdziałania fałszowaniu pamięci o niemieckich obozach koncentracyjnych. A także wypracowanie sposobów i środków służących skutecznemu zwalczaniu tego zjawiska.

 

Projekt stanowił zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 – komponent „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2017”.

 

it

 

 

 

 

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL