fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Zapłacą fryzjerce za utratę włosów i stres

Adobe Stock
O tym, czy produkt jest bezpieczny decydują okoliczności z chwili wprowadzenia go do obrotu. Ważny jest zwłaszcza sposób zaprezentowania go na rynku oraz podane konsumentowi informacje o jego właściwościach.

Produktem niebezpiecznym może być płyn do trwałej ondulacji. Przekonała się o tym fryzjerka, która nowo zakupiony do salonu preparat postanowiła przetestować najpierw na sobie.

Włosy odpadły z wałkami

Gabriela B. zakupiła zestaw do trwałej ondulacji włoskiej marki X. Ponieważ był to pierwszy zakup tego produktu, powódka – jak ma to w zwyczaju – postanowiła przetestować działanie płynu na swoich włosach. O sposobie i warunkach aplikacji na włosy dowiedziała się z ulotki zamieszczonej na opakowaniu produktu, a także od przedstawicielki handlowej dystrybutora.

Efekt zabiegu był dla fryzjerki szokiem. Jak opisała w pozwie przeciwko dystrybutorowi płynu, bezpośrednio po zabiegu włosy odpadły razem z wałkami, były ciągliwe i gumowate. Ostatecznie Gabriela B. musiała ogolić głowę. Mimo to odrastające włosy były słabe: porowate, szorstkie, kruche, karbowane, puszące się i suche. Po dotknięciu łatwo się łamały i rozpadały w dłoniach.

Fryzjerka udała się do trychologa, który stwierdził znaczny stopień uszkodzenia łodygi włosów spowodowane użyciem zbyt silnych preparatów chemicznych. Gabriela B. wydała ponad 800 zł na zabiegi regenerujące w innym salonie.

Od dystrybutora domagała się zwrotu tej kwoty, a także 9 tys. zł zadośćuczynienia za krzywdę. Swoje roszczenia opierała o przepis art. 4491 kodeksu cywilnego wskazując, że pozwany w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej, wprowadził do obrotu krajowego produkt pochodzenia zagranicznego, nie zapewniający bezpieczeństwa przy jego normalnym użyciu, posiadający niebezpieczne właściwości, o których nie informuje ani ulotka umieszczona na produkcie ani pracownicy pozwanego.

Dystrybutor odpowiedział, że nie ponosi odpowiedzialności za szkodę, jaką poniosła powódka, bo w żaden sposób nie przyczynił się do utraty przez nią włosów. Jak twierdził, u Gabrieli B. zabieg został wadliwie wykonany, gdyż - wbrew zaleceniom z ulotki - nie przeprowadzono wszystkich etapów.

Etapy skręcania włosa

Jak ustalił sąd, zabieg trwałej ondulacji preparatami marki X wykonuje się w pięciu etapach. Najpierw należy przygotować włosy do zabiegu myjąc je szamponem wchodzącym w skład zestawu. Następnie włosy zawija się na wałki i nasącza płynem do trwałej ondulacji, który pozostawia się na włosach na 12 minut. Po upływie tego czasu włosy – bez ściągania wałków – należy umyć ciepłą wodą i zastosować balsam neutralizujący, znów na 12 minut. Potem włosy należy spłukać, usunąć wałki i nałożyć maskę na 5 min. Następnie włosy należy jeszcze raz spłukać i zastosować spray zakwaszający przez 3-5 minut. Na końcu włosy znów trzeba spłukać i wysuszyć. W książce technicznej produktu napisano, że zestaw do trwałej ondulacji przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów (naturalnych, farbowanych, grubych).

U Gabrieli B. nie przeprowadzono wszystkich etapów. Pracownica salonu wykonująca zabieg szybko zauważyła, że z włosami jej szefowej dzieje się coś niedobrego. Zdjęła wałki, przepłukała włosy, które pozostały i nałożyła maskę zakwaszającą.

Przedstawicielka handlowa pozwanego zapewniała powódkę, że zestaw może być stosowany do wykonania trwałej ondulacji na włosach rozjaśnionych. Natomiast powołani w sprawie świadkowie twierdzili, że na szkoleniu dla fryzjerów zorganizowanym przez dystrybutora uczestnikom podano informację, iż preparat może być użyty na włosach rozjaśnionych maksymalnie do 70 proc.

Biegła też eksperymentowała

Zdaniem biegłej z zakresu fryzjerstwa mgr Cecylii J., zabieg trwałej ondulacji jest jednym z bardziej niebezpiecznych zabiegów fryzjerskich. W trakcie tego zabiegu aktywny środek celowo uszkadza spójność cząsteczek budulca włosa, aby ułatwić trwałą zmianę kształtu. Po spłukaniu tego środka cząsteczki nie odbudowują się w 100 proc., przez co tylko nieliczni producenci zalecają użycie swoich płynów do trwałej ondulacji na włosach osłabionych wcześniejszym rozjaśnianiem. Płyn marki X nie zawierał amoniaku, ale był wysoko zasadowy. Pod wpływem takiego preparatu włos mocno pęcznieje na grubość i na długość, przy czym włos rozjaśniony, z uwagi na większą chłonność pęcznieje bardziej co jest niekorzystnym zjawiskiem. Pozostałe kosmetyki z zestawu, o kwaśnym odczynie, miały za zadanie zneutralizować taki skutek.

Biegła przeprowadziła eksperyment, wykonując trwałą ondulację zestawem marki X na włosach naturalnych, koloryzowanych oraz rozjaśnionych. W wyniku tego eksperymentu pasma rozjaśnione uległy uszkodzeniu, w tym jedno całkowitemu. Pasma włosów naturalnych i farbowanych nie zostały zniszczone. Dlatego biegła stwierdziła, że zestaw do trwałej ondulacji X nie może być w ogóle stosowany na włosach rozjaśnionych. Jest dla nich niebezpieczny, nawet z zastosowaniem wszystkich zalecanych przez producenta preparatów tj. kompletnej serii pięciu produktów.

Oceniając rozmiar szkody, biegła wskazała, że powódka musiała wygolić i obciąć włosy o długości około 30 cm. Taką długość włosa uzyskuje się po około 2,5 roku, a więc tyle czasu jest potrzebne, aby włosy powódki odrosły.

Tylko zgodnie z przeznaczeniem

Sąd bardzo pozytywnie ocenił rzetelność opinii biegłej i uznał, że zestaw X do trwałej ondulacji nie był bezpieczny.

– Za produkt bezpieczny należy uznać taki, który w zwykłych lub innych, dających się w sposób uzasadniony przewidzieć, warunkach jego używania, z uwzględnieniem czasu korzystania z produktu, a także w zależności od rodzaju produktu, sposobu uruchamiania oraz wymogów instalacji i konserwacji, nie stwarza żadnego zagrożenia dla konsumentów lub stwarza znikome zagrożenie, dające się pogodzić z jego zwykłym używaniem i uwzględniające wysoki poziom wymagań dotyczących ochrony zdrowia i życia ludzkiego. Oba te pojęcia prowadzą do wniosku, że produkt może być uznany za niebezpieczny tylko wtedy, gdy został użyty zgodnie z jego przeznaczeniem – stwierdził sąd. W jego ocenie nie zaistniały przesłanki, które mogłyby zwolnić pozwanego z odpowiedzialności za szkodę lub zmniejszyć wysokość zadośćuczynienia z uwagi na przyczynienie się poszkodowanej.

Na rzecz Gabrieli B. zasądzona została rekompensata. Ale nie taka, jakiej się domagała. W ocenie sądu kobiecie za utratę włosów wystarczy 8 tys. zadośćuczynienia i 530 zł odszkodowania.

Wyrok nie jest prawomocny.

Wyrok Sądu Rejonowego w Brzesku z 21 lutego 2017 r.

Sygnatura akt:I C 174/16

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA