fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komercyjne

Billboardy nie będą zasłaniać domów

materiały prasowe
Już od maja w centrum Warszawy nie będzie wolno wieszać reklam wielkoformatowych – mówi Wojciech Wagner.
Gołym okiem widać, że Warszawa ma poważny problem z reklamami wielkoformatowymi.
To prawda. Ale to bolączka nie tylko stolicy, ale też większości polskich miast.
Są sposoby, by ograniczyć ich liczbę. Wystarczy zajrzeć chociażby do prawa budowlanego.
Nie jest to takie proste, jak się wydaje. Przepisy pozwalają działać na trzy sposoby. Najprościej jest w wypadku reklam usytuowanych na nieruchomościach, którymi włada miasto, w tym nadwieszonych nad pasem drogowym, gdzie dysponujemy bezpośrednimi instrumentami nacisku.
Większość reklam pojawia się jednak na prywatnych gruntach. W takim wypadku pozostają nam procedury prawa budowanego i pomoc nadzoru budowlanego, który w przypadku samowoli nakazuje rozbiórkę obiektu. Ale firmy reklamowe zwlekają z wykonaniem tego obowiązku, odwołują się. Bo się opłaca. Zanim ostatecznie przyjdzie im rozebrać reklamę, zarobią na niej duże pieniądze. No i jest jeszcze trzecia możliwość: przygotowanie uchwały krajobrazowej.
Od czterech lat trwają nad nią prace. Czy to oznacza, że w końcu się zakończą?
Tak. W czwartek zajęła się nią Rada Miasta. Dzięki uchwale z centrum znikną m.in. wielkogabarytowe reklamy.
Myśli pan, że uchwała cokolwiek zmieni? Firmy reklamowe zrobią wszystko, by zablokować jej realizację.
Najpierw uchwała trafi do wojewody. Jeśli nie zdecyduje się jej uchylić, powinna wejść w życie w maju. Jestem zresztą przekonany, że i tak zostanie zaskarżona przez firmy reklamowe broniące status quo. Aby podmioty gospodarcze mogły dostosować się do nowych regulacji, uchwała przewiduje dwuletni okres dostosowawczy. Jednak od razu po wejściu w życie uchwały nowe obiekty będą już musiały być sytuowane na zmienionych zasadach.
Uchwała krajobrazowa dotyczy także szyldów. Mają one znajdować się przede wszystkim na wysokości parteru. Tymczasem wiele firm mieści się na wyższych piętrach, a szyldy wiszą m.in. na balkonach. Będą musiały zniknąć?
Tak. Umieszczanie szyldów w dowolnym miejscu na elewacji nie jest uzasadnione funkcjonalnie i estetycznie. Tylko ich właścicielom wydaje się, że są one czytelne. Nikt, idąc ulicą, nie patrzy, czy na czwartym piętrze bloku wisi informacja, że mieści się tam biuro tłumaczeń. Takich informacji szukamy dziś przede wszystkim w internecie. Dlatego znikną one z budynków mieszkalnych. Uchwała przewiduje tu trzyletni okres przejściowy, liczony od daty wejścia uchwały w życie.
Znacznie bardziej liberalne zasady będą dotyczyły budynków o funkcji biurowej, usługowej czy handlowej. Dopuszczone zostaną szyldy na wyższych kondygnacjach, często jednak pod warunkiem zachowania formy ażurowej, tj. pozbawionych tła liter i znaków.
Jeden z rozdziałów uchwały jest także poświęcony ogrodzeniom. Przewiduje, że te istniejące pozostaną. W przyszłości nie będzie już można grodzić otwartych modernistycznych osiedli, co dziś niestety czasem się zdarza.
Nie tylko reklamy czy ogrodzenia są w Warszawie problemem. Przyzna pan, że centrum nie jest najlepszą wizytówką miasta. Jest wiele do zrobienia...
Problemem Warszawy nie jest to, że brakuje miejsc, którymi można się pochwalić. Chodzi o to, że wciąż nie stanowią one spójnej całości. I nad tym musimy pracować. Co nie jest proste. Niektórych spraw nie da się na razie rozwiązać – jak choćby problemu zagospodarowania północnej pierzei Al. Jerozolimskich na zachód od Marszałkowskiej, gdzie mamy nierozwiązany problem własnościowy.
Jakich zmian można się więc spodziewać?
Musimy postępować racjonalnie, bo w ciągu dziesięciu lat nie nadrobimy zaległości wielu dekad.
Czyli jak? Sama wymiana płytek na chodnikach niewiele przecież da.
W przeciągu kilku lat będziemy już mieli gotowe zaczątki zachodniej pierzei ul. Marszałkowskiej (Muzeum Sztuki Nowoczesnej, nowy biurowiec przy ul. Świętokrzyskiej). Zależy nam na kontynuacji tego procesu i przywróceniu jej miejskiego i reprezentacyjnego charakteru.
Szczególne znaczenie będzie odgrywał tu projektowany właśnie tzw. plac Centralny na osi Pałacu Kultury i ul. Złotej. Zastąpi on dzisiejszy odhumanizowany plac Defilad, zaoferuje znaczną ilość zieleni i kameralniejszy charakter, szczególnie po docelowym zamknięciu go od południa kolejnym budynkiem o gabarytach analogicznych do muzeum.
W dwumilionowej metropolii tak centralnie położone ulice nie powinny też mieć charakteru przelotowego ani służyć przede wszystkim parkowaniu pojazdów, sprawia to bowiem, że ich przestrzeń nie jest atrakcyjna i odstrasza użytkowników. Dla ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich docelowo niezbędne będzie więc wprowadzenie standardu obustronnych szerokich trotuarów ze szpalerami drzew i drogami rowerowymi oraz zmiana organizacji ruchu. O ile w przypadku Marszałkowskiej pierwsze – na początek eksperymentalne – działania przewidujemy w nieodległym terminie, o tyle przemiana Al. Jerozolimskich wymagać będzie najpierw przeprowadzenia przebudowy tunelu linii średnicowej, od dawna planowanego przez PKP.
No tak, ale nowe funkcje ulicy w centrum i przejścia dla pieszych to mało. Czy ratusz ma wpływ na estetykę budynków położonych np. w okolicy ronda Dmowskiego? Niestety nie wygląda to najlepiej, a moim zdaniem powstający nowy wieżowiec raczej będzie szpecił.
Jest to oczywiście kwestia gustu. Ale pokazuje też systemową słabość administracji architektoniczno-budowlanej, zakorzenioną w polskim systemie prawnym. Po 1990 r. podjęto świadomą decyzję o pozbawieniu administracji publicznej możliwości oceny estetyki budynków, uznając, że jest to prywatna sprawa każdego inwestora, którą najlepiej ureguluje złota ręka rynku. Rozwiązanie takie odbiega od procedur zachodnioeuropejskich, a efekty jego działania możemy ocenić sami.
Warto przy tym podkreślić, że takie uznaniowe kompetencje pozostawiono jednak konserwatorom zabytków, co pokazuje, że teza, jakoby pozostawianie spraw estetyki w kompetencji władz publicznych stanowiło naruszenie wolności obywatelskich, nie znajduje uzasadnienia.
Ale przecież inwestor, zanim dostanie pozwolenie na budowę, musi przedstawić projekt w urzędzie. Są przecież obowiązkowe kontrole nadzoru budowlanego etc.
Owszem, ale kontrola projektu może być przeprowadzana jedynie pod kątem zgodności z obowiązującymi przepisami. Nie można uzasadnić odmowy wydania pozwolenia na budowę niskimi walorami estetycznymi budynku. Istnieje oczywiście często pewne pole do nieformalnej negocjacji z inwestorem, niemniej oparcie decyzji administracyjnej o zasady estetyki nie obroniłoby się w żadnym sądzie.

CV

Wojciech Wagner jest zastępcą dyrektora biura architektury i planowania przestrzennego Urzędu m.st. Warszawy. Wcześniej w biurze pełnił funkcję naczelnika wydziału estetyki przestrzeni publicznej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA