fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bielecki: Niemiecko-polskie starcie na słowa

AFP
Jeśli potrzebny byłby ostateczny dowód, że rekonstrukcja rządu zbliża się wielkimi krokami, jest nią awantura, jaka od dwóch dni toczy się między Warszawą a Berlinem.

Poszło o niefortunną wypowiedź minister obrony Ursuli von der Leyen w talk-show telewizji ZDF. Odpowiadając na pytania o Polskę i Węgry, szefowa MON starała się bronić Europy Środkowej i Wschodniej.

„Trzeba być świadomym tego, jak dużo osiągnęła Polska, która z Solidarnością odgrywała rolę prekursora. Chcę kruszyć kopie o to, byśmy zbyt szybko nie rezygnowali (z krajów Europy Środkowej)" – powiedziała. To ważne słowa przed rozmowami i Francji i Niemiec na temat przebudowy strefy euro i Unii dwóch prędkości.

Ale przypominając, że jej dzieci w ramach programu Erasmus studiowały w Polsce, von der Leyen powiedziała też coś mniej jednoznacznego: „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce. Naszym zadaniem jest podtrzymywanie dyskursu, spieranie się z Polską i z Węgrami".

Słowa te podchwyciły media społecznościowe w Polsce i wybuchła burza. W piątek szef MSZ Witold Waszczykowski próbował problem rozwiązać polubownie. „Będziemy starać się w delikatny sposób, ponieważ w dalszym ciągu jesteśmy sąsiadami i przyjaciółmi, wyjaśnić sobie to, dlaczego tak niedopuszczalne słowa są publicznie wypowiadane" – oświadczył.

Ale bardzo szybko został przelicytowany przez Antoniego Macierewicza, który wezwał niemieckiego attaché wojskowego „celem złożenia wyjaśnień". – Słowa, które padły, są niedopuszczalne. Trzeba reagować – grzmiał zastępca szefa MON Michał Duszczyk.

W sobotę Waszczykowski już nie pozostawał w tyle: „Jesteśmy oburzeni tym, że politycy niemieccy, którzy przez kilka lat utrzymywali, że nie wypowiadają się na temat sytuacji w Polsce, po raz pierwszy przyznali, że jednak mają taką politykę i koncepcję, aby wzmacniać i bronić opozycję w Polsce". I przyznał, że on też „wystąpił o wyjaśnienia" do ambasady Niemiec.

Waszczykowski i – niekiedy – Macierewicz są wymieniani w mediach jako ci członkowie rządu, którzy mogliby się pożegnać ze stanowiskiem. Najwyraźniej doszli więc do wniosku, że w takiej chwili nie mogą sprawiać wrażenia słabych wobec zachodniego sąsiada. Ale jest też druga strategia. Politycy, którzy mogliby objąć ster MSZ, np. Krzysztof Szczerski czy Konrad Szymański, milczą. Może liczą, że w nowym rozdaniu bardziej będzie się liczyła skuteczność działania niż spektakularne deklaracje? Jeśli tak, to oby mieli rację.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA