fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Nizinkiewicz: Nowa konstytucja szybciej niż myślimy

Jacek Nizinkiewicz
Jeśli utrzyma się rosnący trend poparcia dla PiS, Jarosław Kaczyński doprowadzi do wcześniejszych wyborów parlamentarnych, żeby zmienić konstytucję.

Prawo i Sprawiedliwość święci triumfy, o których jeszcze na początku roku Jarosław Kaczyński mógł tylko marzyć. Mimo kontrowersyjnych nominacji w rządzie, decyzji w sprawie sędziów Trybunału Konstytucyjnego, niezręcznych wypowiedzi przyszłych ministrów na temat uchodźców, popularność PiS wciąż rośnie. PiS jest na fali.

Według najnowszego sondażu dla „Newsweeka”, na Zjednoczoną Prawica (PiS wraz z Solidarną Polską oraz Polską Razem) chce dzisiaj głosować 42 procent respondentów. Platforma Obywatelska traci nie tylko poparcie, ale też pozwoliła wyprzedzić się w sondażu Nowoczesnej Ryszarda Petru. Kukiz’15 potwierdza swój wyborczy wynik. PSL i partie lewicowe do Sejmu nie wchodzą. Jarosław Kaczyński może zacierać ręce. Wkrótce okaże się, że PiS nie tylko będzie mógł przegłosować w Sejmie, że czarne jest białe, a białe jest czarne, ale dzięki wysokiemu poparciu społecznemu, będzie mógł zmienić konstytucję. Najpierw prezydent będzie musiał zarządzić wcześniejsze wybory parlamentarne. W Sejmie już powstał Poselski Zespół na rzecz Nowej Konstytucji. Nowa ustawa zasadnicza autorstwa PiS jest tylko kwestią czasu. Wszystko w rękach wyborczej woli ludu i słabości opozycji. I nie pomogą protesty przeciwników partii Kaczyńskiego. Drugiego Majdanu w Polsce nikt nie zorganizuje.  
 
Platforma Obywatelska staje się partią coraz mniej poważną, czego dowodem są głośne spory wewnętrzne i brak pomysłów na bycie konstruktywną opozycją. Ugrupowanie Ewy Kopacz, zajęte walkami frakcyjnymi, nie otrząsnęło się jeszcze po porażce wyborczej. W Platformie nie widać spójnej i zespołowej polityki, która pozwoliłaby sprzeciwić się agresywnemu zawłaszczaniu państwa przez PiS. Nawet symbolicznie. PO nie potrafi odnaleźć się jako partia opozycyjna. W Platformie szefem wciąż jest mało aktywna Ewa Kopacz, ale już dzisiaj Tomasz Siemoniak i Grzegorz Schetyna zachowują się jak jej potencjalni następcy, co prowadzi do dwugłosu szkodliwego dla PO. Dzisiaj nie widać, żeby PO miała pomysł na zatrzymanie spadku poparcia i potrafiła zaprezentować się jako pozytywna alternatywa. Dryfująca Platforma skończy jako partia z dziesięcioprocentowym poparciem społecznym. Na własne życzenie.
 
Dobijanie Platformy przez Petru, to dla Kaczyńskiego przyspieszony prezent gwiazdkowy. Nowoczesna, partia programowo i wyborczo wąsko sprofilowana, nie jest i nie będzie poważną konkurencją dla PiS. Dzisiaj Petru może stanowić konkurencję tylko dla PO.
 
Sytuacja pozostałych partii opozycyjnych wygląda jeszcze gorzej. PSL nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji politycznej. Ludowcy pod przywództwem Władysława Kosiniaka- Kamysza wciąż nie mają pomysłu na to, jaką partią mają być i jak chcą odzyskać elektorat wiejski utracony na rzecz PiS.
 
Lewica jest jeszcze bardziej niemrawa niż przed wyborami. Jedynym formą aktywności Leszka Millera i SLD jest organizowanie konferencji, które cieszą się coraz mniejszą popularnością. Adrian Zandberg i Partia Razem sprawiają wrażenie, jakby jeszcze nie zdecydowali się na pełne zaangażowanie w politykę i działalność publiczną. Nie widać, żeby Zandbergowi chciało się chcieć. Barbara Nowacka powoli znika. Nawet Robert Biedroń pytał publicznie, gdzie podziewa się wczorajsza twarz Zjednoczonej Lewicy. Janusz Palikot całkowicie roztrwonił swój potencjał polityczny oraz resztki wiarygodności. Lewicy jak nie było, tak nie ma. I dzisiaj wiele wskazuje na to, że ten stan szybko się nie zmieni.
Z ponad 30,7 miliona uprawnionych do głosowania Polaków, na wybory poszło ponad 15,5 milionów obywateli. Do zagospodarowania wciąż jest duża grupa wyborców zniechęconych do polityki. Szansą PO na odbicie się, jest zaktywizowanie biernej części wyborców.  Chyba, że PO chce osiągnąć dno, żeby móc się od niego odbić. Jeśli tak, to trzeba Platformę pochwalić w stopniowym realizowaniu planu. Pewne jest, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj sytuacja dla partii Ewy Kopacz byłaby jeszcze gorsza niż 25 października.
 
Dzięki większości w obu izbach parlamentu, życzliwemu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, coraz popularniejszej premier Beacie Szydło i sprawnej polityce medialnej, PiS może spokojnie rządzić pełną kadencję. Tylko czy Kaczyńskiego zadowoli trwanie? Rządy się zmieniają i prezes PiS zdaje sobie sprawę, że jego ugrupowanie nie będzie wiecznie na fali. Tym bardziej, kiedy koszt realizacji obietnic okaże się zbyt duży, a za jakiś czas unijne pieniądze będą płynąć do Polski znacznie węższym strumieniem. Celem Kaczyńskiego jest pozostawienie po sobie nowej Konstytucji RP. Bez większości konstytucyjnej w Sejmie nie ma na to szans. W pierwszych miesiącach rządów Beaty Szydło PiS musi dać odczuć Polakom, że spełnia obietnice wyborcze. Gdy poparcie dla PiS urośnie do 50 proc., opozycja wciąż będzie słaba, prezes Kaczyński nie zawaha się doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Jaki będzie powód? To sprawa drugorzędna. Prezes coś wymyśli. Polacy wiele razy dali się przekonać PiS, jak choćby ostatnio w przypadku ministerialnej nominacji dla Antoniego Macierewicza. A zresztą, za kilka miesięcy znacznie słabiej niż obecnie będzie słychać tych, którzy będą rozliczać partię Kaczyńskiego. Już PiS się o to zatroszczy. Ale to już całkiem inna historia.   
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA