fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Niedzielny zakaz handlu pogrąża galerie, małym kupcom nie pomaga

Adobe Stock
Niedzielny zakaz odebrał centrom handlowym już 9 mln klientów. Najmocniej spadły obroty kin i sklepów z kosmetykami. Zyskują głównie dyskonty i stacje paliw.

12 listopada, dodatkowe święto państwowe z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości, miało być podwójnie nietypowe, bo jednorazowe i z otwartymi sklepami. Senat jednak z przygotowanej niespodziewanie przez PiS i błyskawicznie uchwalonej przez Sejm ustawy wykreślił punkt pozwalający na handel tego dnia. – Ma to być radosne, wolne od napięć święto, ale dla wielu grup będzie może liczeniem strat. Firmy mówią o paru miliardach, nie licząc strat z tytułu zmiany organizacji, te są niewymierne – ostrzegał senator Jan Rulewski z PO.

Ustawa wróci teraz do Sejmu, który najbliższe posiedzenie rozpoczyna 7 listopada. Nawet jeśli poprawki zostaną rozpatrzone pierwszego dnia i ustawę od razu podpisze prezydent (który wszak ma na to 21 dni), firmy handlowe dowiedzą się o ostatecznej decyzji zaledwie cztery dni przed nowym świętem.

– To absurd, zamieszanie i utracone obroty. Nie można w takim trybie zarządzać gospodarką – komentuje jeden z analityków handlu. Według szacunków jeden dzień z zamkniętymi sklepami to spadek obrotów o ok. 1 mld zł. I kolejny problem sektora już zmagającego się z zakazami.

Centra tracą klientów

Od marca, czyli od początku obowiązywania ustawy ograniczającej handel w niedzielę, klientów ubywa – zwłaszcza w centrach handlowych. Do połowy października w 120 badanych centrach było ich ponad 9 mln mniej niż w tym samym okresie rok temu – wynika z badania Retail Institute, udostępnionego tylko „Rzeczpospolitej". – Od momentu wejścia w życie zakazu centra handlowe straciły ponad 15,7 mln klientów robiących do tej pory zakupy w niedzielę, ale część z nich zmieniła nawyki zakupowe, wybierając się do galerii między poniedziałkiem a sobotą – wyjaśnia różnicę Anna Szmeja, prezes Retail Institute.

Zapewne dlatego – jak wynika z badania – od początku roku obroty sieci handlowych w 120 centrach wzrosły o 2,2 proc., licząc rok do roku. Inflacja wyniosła 1,8 proc., więc wzrost obrotów nie jest duży. Nie dotyczy też wszystkich – aż o 11,4 proc. spadły obroty sektora zdrowie i uroda, o 11 proc. – kategorii rozrywka, czyli np. kin, a o 3,7 proc. – restauracji i kawiarni.

Jak podaje Retail Institute, poza takimi sektorami jak odzież czy elektronika branżom ze sklepami w galeriach handlowych obroty spadły ogółem o 3–12 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2017 r. Najwyższe obroty w galeriach nadal odnotowują operatorzy spożywczy oraz specjalistyczne sklepy spożywcze – ich sprzedaż wzrosła o 8,4 proc. licząc rok do roku.

Zmiany widać też w sklepach poza galeriami handlowymi. Z najnowszych danych firmy Nielsen, do których dotarła „Rzeczpospolita", wynika, że tam w sektorze spożywczym i chemicznych (kategoria FMCG) sprzedaż również rośnie – od początku roku do końca lipca o 5,4 proc., a w okresie obowiązywania zakazu handlu – o 5,7 proc.

Wpływ regulacji jest jednak zróżnicowany. – Elementem, który wprowadza zaburzenie w ocenie wpływu niedziel bez handlu na sprzedaż, była bardzo dobra pogoda, która wywindowała wskaźniki sprzedaży wielu kategorii produktów na bardzo wysokie poziomy – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor zarządzający Nielsena w Polsce. – Niemniej można zauważyć, że nie wszystkie kanały dystrybucji w równym stopniu korzystają z tego wzrostu.

Stacje paliw zarabiają

Zdecydowanie najwięcej zyskują stacje benzynowe, których sklepy po długiej batalii uniknęły objęcia zakazem. Od początku roku ich sprzedaż wzrosła o 19 proc., a w okresie funkcjonowania zakazu już o 22,6 proc. Wzrost obrotów, choć nie w takiej skali, widać także w średnich sklepach spożywczych. Wiele z nich działa w ramach grup franczyzowych i są zarządzane przez właścicieli, zatem nadal mogą w niedzielę pracować (o ile to właściciel, ewentualnie z rodziną, obsługuje tego dnia klientów). Tylko minimalnie, poniżej stopy inflacji, zyskują najmniejsze sklepu. Prawie 1-proc. spadek obrotów wykazują hipermarkety.

– Ogółem obroty jeszcze rosną, ponieważ konsumpcję napędza wzrost płac i spadek bezrobocia. Rok 2019 będzie jednak dla rynku trudniejszy, ponieważ handlowa będzie już tylko jedna niedziela w miesiącu (a nie dwie jak obecnie – red.) – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Na fali są dyskonty, które w obydwu badanych okresach zyskują 7,2 proc. W ich przypadku może to być w dużej części efekt zmasowanych promocji i akcji marketingowych. Ogółem do końca lipca ich cennikowe wydatki reklamowe brutto wyniosły ponad 400 mln zł, czyli aż 32 proc. więcej niż rok temu. To zasługa głównie Lidla, którego aktywność reklamowa wzrosła o ponad 46 proc., podczas gdy konkurencyjnej Biedronki o 11 proc. Stacje benzynowe, dla których zakaz dotykający reszty handlu stał się życiową szansą, wydały w tym ujęciu na reklamę 164 proc. więcej, czyli nieco ponad 100 mln zł.

Dane Nielsena obejmują okres do końca lipca, a prognozy dalszego wpływu regulacji na handel są bardziej pesymistyczne. We wtorek wyniki za trzeci kwartał poda Jeronimo Martins Polska, właściciel Biedronki. – Prognozujemy, że sprzedaż porównywalna Biedronki zwolni z 4,5 proc. w pierwszym półroczu do tylko 1,8 proc. w trzecim kwartale, głównie z powodu niższej inflacji i większego negatywnego efektu niedzielnego zakazu handlu (-1,8 proc. wobec -0,9 proc. w pierwszym półroczu) – prognozuje Filipe Rosa, szef działu analiz Haitong Banku w Portugalii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA