fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

#RZECZoBIZNESIE: Przemysław Lutkiewicz: LPP chce wrócić z produkcją do Polski

tv.rp.pl
Rozmawiamy z polskimi szwalniami co zrobić, żeby zwiększyć produkcję w Polsce, bo jej potrzebujemy – mówi Przemysław Lutkiewicz, wiceprezes LPP, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Przychody LPP rosną dynamicznie, ale w I kw. tego roku było 117 mln zł straty, więcej niż przed rokiem.

Strata, którą mieliśmy w I kw. wynika z tego, że jest to zawsze najgorszy kwartał dla branży odzieżowej. Po świetnym okresie sprzedaży świątecznej wchodzimy w wyprzedaże styczniowe. To nigdy nie jest dobry okres. Od marca przychody i zyski się poprawiają.

Wasza ekspansja za granicą jest imponująca. Wczoraj otworzyliście duży sklep w Berlinie.

Zaczynaliśmy od Polski, później mieliśmy kraje bałtyckie, Rosję, Ukrainę, Czechy. Na tych rynkach czuliśmy się bardzo dobrze bo były podobne do polskiego. Później chcieliśmy też wejść do Chin, ale bez znanej marki nie zrobi się tam dużego biznesu. Stąd pomysł, żeby pójść na zachód Europy, zbudować flagowe sklepy i zrobić dużą kampanię, żeby świadomość marki wzrosła.

Czyli wystarczy już sklepów w Niemczech?

Wczoraj otwarliśmy 19. sklep w Niemczech. Czekamy jeszcze na 20. sklep, który będzie otwarty w przyszłym roku we Frankfurcie. I to w zasadzie zakończy nasz pierwszy plan. Teraz będziemy pracować nad poprawą rentowności tych sklepów i na to, żeby były zyskowne. Dopiero wtedy będziemy myśleć o kolejnej fazie ekspansji.

Pojawią się nowe kraje ekspansji?

Przed kilkoma dniami otworzyliśmy pierwsze sklepy na Białorusi. Jest to nasz 19. rynek zagraniczny. W tym roku otworzymy jeszcze sklepy w Serbii, Kazachstanie i Londynie. Sklep na Oxford Street będzie flagowym sklepem Reserved w Wielkiej Brytanii.

Jaką część sprzedaży stanowi zagranica?

Ciągle Polska jest najważniejsza, ale zagranica ma już 45 proc. Lada moment będzie mieć 50 proc.

Który rynek ma największe perspektywy?

Bardzo ważny jest dla nas rynek rosyjski. 20 proc. przychodów pochodzi z Rosji. Jest to rynek trudny, ale bardzo duży i chłonny z dużym potencjałem.

Niemcy to w tej chwili dla nas 5. rynek. W Niemczech mamy 19 sklepów, a robią one taką sprzedaż jak 80 sklepów w Czechach.

Klienci zagraniczni wiedzą, że jest to polska firma?

Nie wiedzą. Nawet wielu klientów z Polski tego nie wie. Nasze nazwy marek są międzynarodowe. Mówimy, że jesteśmy firmą europejską.

Jakie są plany rozwoju w Polsce?

Polska jest już mocno nasycona, mamy już 1000 sklepów. Skupiamy się na tym, żeby powiększać powierzchnie sklepów w dobrych miejscach. W mniejszych miejscowościach być może będziemy musieli część sklepów zamknąć.

A sklepy internetowe?

Są też ważnym elementem. Nasze sklepy internetowe, zanotowały 100 proc. wzrostu sprzedaży w I kw.
Internet mocno podgryza sklepy stacjonarne. Chcemy optymalizować naszą sieć pod kątem bycia w dobrych lokalizacjach, a jednoczesnym stawianiem na internet.

Polski rynek to eldorado dla firm odzieżowych?

Rynek zrobił się bardziej wymagający i konkurencyjny, głównie przez firmy internetowe. Konsument jest bardziej świadomy i wymagający, potrzebuje najnowszych trendów i to staramy się dostarczyć.

Na co klient zwraca uwagę idąc do sklepu?

Przede wszystkim na modę. Trzeba dostarczyć ją szybko i muszą być to najnowsze trendy.

Kto kupuje ubrania?

Jest to branża dla kobiet. Ze statystyk internetowych wynika, że 84 proc. kupujących to są kobiety. Nawet w departamencie męskim większość kupujących to też kobiety.

Gdzie projektujecie ubrania?

Mamy w Polsce 3 biura projektowe (Gdańsk, Kraków, Warszawa), żeby nadążać za nowymi światowymi trendami.

Szkodzą wam wahania kursów walut?

Jesteśmy w pozycji importera, głównie płacąc w dolarach, a czynsze uiszczamy w euro. Wolimy kiedy złotówka jest mocna, a waluty zagraniczne się osłabiają. Ostatni trend osłabienia dolara i euro jest dla nas bardzo korzystny.

Model rozwoju LPP jako „polska Zara” sprawdza się?

To się sprawdza i ta szybka moda jeszcze przyspiesza. Trzeba ciągle zaskakiwać klienta czymś nowym i coś nowego dostarczać.

Czym się różnią Polscy od zagranicznych klientów?

Np. klient niemiecki kupuje więcej droższych sztuk ubrań. Patrząc na Rosjanki widać, że ubierają się bardziej kolorowo. Wolą jasną i krzykliwą modę. Polki i klientki z Europy Środkowo-Wschodniej są bardziej stonowane. Południe Europy już woli więcej krzykliwości i koloru.

Warto mnożyć marki i wchodzić w węższe nisze czy stawiać na wzmocnienie podstawowych marek?

Dobra jest dywersyfikacja ryzyka poprzez posiadanie kilku marek. Główna marka Reserved to 45 proc. sprzedaży, a reszta 55 proc. Te marki mają różne cykle życia i obsługują różnych klientów.

Myślicie o nowej marce?

Nie. Mieliśmy nową markę Tallinder w ubiegłym roku. Z powodu słabych wyników zamknęliśmy ją w tym samym roku. Na razie nie myślimy o żadnej nowej marce.

Będą konsolidacje na rynku odzieżowym?

Rynek odzieżowy jest bardzo rozdrobniony. W żadnym kraju nie ma dominującej firmy. W Polsce z 13-14 proc. rynku jesteśmy największym graczem. Trudno to zwiększyć, więc dla każdego jest miejsce na tym rynku.

Bardzo ważna jest skala biznesu, co pozwala łatwiej negocjować przy zakupie towarów i wynajmie powierzchni handlowych.

Konsolidacje są wskazane i pewnie będą następować. My na razie nie mamy w planach żadnych konsolidacji, czy przejęć, ale zobaczymy.

Jest szansa, że produkcja z Chin wróci do Polski?

Ona cały czas wraca. Jednak gdybyśmy chcieli dzisiaj powrócić z produkcją do Polski nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Jest za mało szwalni, za mało mocy przerobowych.

Rozmawiamy z polskimi szwalniami co zrobić, żeby zwiększyć produkcję w Polsce, bo jej potrzebujemy. To jest trudny temat, bo brakuje pracowników i kapitału dla tych szwalni. Będziemy nad tym pracować.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA