fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Gospodarki wysyłają niepokojące sygnały

Pexels
Wojny handlowe, słabe dane o produkcji przemysłowej w Niemczech i ujemna dynamika PKB w Wielkiej Brytanii każą postawić pytanie, czy stoimy u progu recesji.

O nieuchronnej recesji światowej gospodarki mówi się już od jakiegoś czasu. Niektórzy twierdzą nawet, że recesja już się zaczęła.

– Dowodów dostarczają dane z rynków finansowych i ceny towarów. Krzywa dochodowości skarbu USA jest odwrócona od ponad dwóch miesięcy i sygnalizuje najwyższe prawdopodobieństwo recesji od kwietnia 2007 r., a główne indeksy akcyjne są płaskie lub spadają w porównaniu z rokiem ubiegłym –mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. Zwraca uwagę, że tempo wzrostu konsumpcji wyhamowało, co powoduje, że ceny surowców innych niż ropa naftowa również spadają lub utrzymują się na stałym poziomie od połowy 2018 r.

Największym negatywnym zaskoczeniem ostatnich tygodni były słabe dane o produkcji przemysłowej w Niemczech.

– W czerwcu spadła ona o 5 proc. rok do roku. Poprzedni tak słaby wynik odnotowano w 2009 r., a więc w szczycie poprzedniego kryzysu. To jedna z oznak tego, że globalna gospodarka prawdopodobnie wchodzi w fazę spowolnienia – podkreśla Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Niepewność podsyca wojna handlowa pomiędzy USA a Chinami. Jej konsekwencje będą mocno odczuwalne w wielu gospodarkach na całym świecie. Szczególnie w tych o dużym udziale przemysłu i handlu zagranicznego, czyli np. Niemiec i Japonii, będących liderami w swoich regionach i mocno oddziałujących na otoczenie.

– Szansą na uniknięcie czarnego scenariusza jest zróżnicowanie sytuacji w poszczególnych gospodarkach oraz zmieniająca się ich struktura. O ile recesyjne tendencje są bardzo wyraźne w przemyśle, o tyle w sferze usług sytuacja jest wciąż bardzo dobra – zwraca uwagę Roman Przasnyski, analityk rynków finansowych.

Na skrajny pesymizm za wcześnie. – Jaskółką dobrych wiadomości mogłoby się okazać potwierdzenie, na razie nieoficjalnych, doniesień o planowanym poluzowaniu polityki fiskalnej Niemiec. Taka decyzja spowodowałaby pozytywny impuls nie tylko w Niemczech czy w strefie euro, ale w całej UE – mówi dyrektor Konfederacji Lewiatan.

Z kolei Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, ocenia, że w ujęciu globalnym do recesji jeszcze daleko, bo nadal widać solidne wzrosty PKB w USA i Chinach. Podkreśla jednak, że strefa euro znajduje się na granicy stagnacji.

W tym trudnym otoczeniu polska gospodarka do tej pory radziła sobie dobrze – w danych w zasadzie nie było widać oznak spowolnienia.

– Pojawiają się jednak pierwsze negatywne sygnały. W czerwcu mieliśmy pierwszy od dawna spadek produkcji przemysłowej. A w lipcu PMI spadł do najniższego poziomu od sześciu lat – wskazuje przedstawiciel Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dodaje, że wpływ globalnego spowolnienia na polską gospodarkę osłabić mogą obniżki podatków i wzrost transferów. – Z tytułu uchwalonych już zmian w finansach publicznych ubędzie, a w portfelach obywateli przybędzie łącznie około 13 mld zł w 2019 r. i 32 mld zł w 2020 r. Ten dodatkowy impuls fiskalny może zadziałać w najbardziej pożądanym momencie – mówi.

Z drugiej strony zapowiedziane wzrosty obciążeń podatkowo-składkowych, rosnące koszty i niepewności regulacyjne mogą przekładać się na wstrzymywanie lub wycofanie decyzji o inwestycjach, bez których nie uda się utrzymać szybkiego wzrostu.

– Szczególnie negatywne w konsekwencjach może okazać się zniesienie górnego limitu składek ZUS. Przepchnięcie tej regulacji spowoduje, że trzeba będzie istotnie weryfikować w dół prognozy dość optymistycznych na razie wskaźników wzrostu PKB na 2021, a może nawet na 2020 – przestrzega Baczewski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA