fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Konsumenci podtrzymują cud gospodarczy

Adobe Stock
Pozostajemy zaskakująco odporni na spowolnienie za Odrą. Polskie tempo wzrostu wprawdzie zmalało, ale wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. A druga połowa roku może być równie dobra, jak pierwsza.

Produkt krajowy brutto Niemiec, największej gospodarki Europy, zmalał w II kwartale o 0,1 proc., po zaskakująco dużej zwyżce o 0,4 proc. w I kwartale. Wskaźniki koniunktury bazujące na ankietach wśród przedsiębiorstw nie dają jak dotąd nadziei, że III kwartał przyniesie ożywienie. A dwie z rzędu kwartalne zniżki PKB są uważane za początek recesji. Źródłem problemów nadreńskiej gospodarki jest zapaść w przemyśle, która z kolei jest pokłosiem hamowania gospodarki Chin i spowolnienia w globalnym handlu, związanego z wojną celną między Waszyngtonem a Pekinem.

Polska gospodarka jak dotąd skutki spowolnienia nad Renem odczuwa w niewielkim stopniu. W II kwartale urosła o 0,8 proc., po 1,4 proc. w poprzednim kwartale (to, podobnie jak w przypadku Niemiec, dane oczyszczone z wpływu czynników sezonowych). To wprawdzie jeden z najsłabszych wyników ostatnich lat, ale IV kwartał ub.r. był pod tym względem jeszcze gorszy. Patrząc w szerszej perspektywie, polska gospodarka wciąż rośnie w ekspresowym tempie. PKB nieoczyszczony z czynników sezonowych powiększył się w II kwartale o 4,4 proc. rok do roku, po 4,7 proc. w I kwartale. W takim ujęciu gospodarka Niemiec stała w miejscu, po wzroście o 0,8 proc. w I kw.

Fiskalny dopalacz

Struktura wzrostu PKB Polski w II kwartale nie jest jeszcze znana, ale ekonomiści przypuszczają, że zmalała nieco dynamika inwestycji, ale jednocześnie zwiększyła się dynamika konsumpcji. Ta ostatnia może sprawić, że w najbliższych kwartałach polska gospodarka nie będzie już traciła impetu.

– Sądzimy, że wzrost gospodarczy w III i IV kwartale może nawet nieznacznie przyspieszyć, głównie ze względu na impuls fiskalny związany z uruchomionymi już wypłatami świadczeń z programu 500+ na każde dziecko – ocenia Andrzej Kamiński, ekonomista z Banku Millennium. – Utrzymujemy zatem prognozę wzrostu PKB w całym 2019 r. na poziomie 4,6 proc. – dodaje. Dla porównania, w 2018 r. PKB Polski zwiększył się o 5,1 proc. Także ekonomiści z PKO BP uznali, że wyniki polskiej gospodarki w II kwartale są spójne z wzrostem PKB w całym bieżącym roku o 4,6 proc.

Część ekonomistów ostrzega jednak, że przyspieszenie wzrostu konsumpcji, napędzanej nie tylko transferami, ale też dobrą wciąż koniunkturą na rynku pracy, co najwyżej złagodzi dalsze hamowanie gospodarki, ale mu nie zapobiegnie. Tego zdania się m.in. eksperci Banku Ochrony Środowiska, którzy przewidują, że w bieżącym kwartale PKB Polski zwiększy się o 4,1 proc. rok do roku, a w IV kwartale br. już tylko o 3,8 proc. Według nich słaba koniunktura w Niemczech nie tylko negatywnie wpłynie na wzrost polskiego eksportu, ale też ostudzi zapał inwestycyjny naszych przedsiębiorstw. Wraz z już spadającą dynamiką nakładów samorządów sprawi to, że wyraźnie hamował będzie wzrost inwestycji ogółem.

Kursowy stabilizator

W scenariuszu kreślonym przez ekonomistów z BOŚ w całym 2019 r. polska gospodarka powiększyłaby się o 4,3 proc. Przed boomem gospodarczym z lat 2017–2018 taki wynik także byłby powszechnie uważany za bardzo dobry. Co więcej, jak tłumaczył niedawno na antenie Parkiet TV Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP, nawet spadek tempa wzrostu polskiej gospodarki w okolice 3,8 proc., oczekiwany w 2020 r., nie będzie miał negatywnych konsekwencji np. dla koniunktury na rynku pracy.

Ekonomiści z mBanku, którzy spodziewają się w całym 2019 r. zwyżki PKB o 4,9 proc., a w 2020 r. o 4 proc., zwracają uwagę, że wpływ spowolnienia w strefie euro na polską gospodarkę osłabiać może deprecjacja złotego. Polska waluta wyraźnie słabnie od połowy lipca. W rezultacie wobec koszyka złożonego w 50 proc. z euro i w 50 proc. z dolara złoty jest obecnie najsłabszy od 2017 r.

Na deprecjacji złotego skorzystają eksporterzy, ale jednocześnie może się ona przyczyniać do wzrostu inflacji, która już teraz jest najwyższa od 2012 r. (patrz ramka). To z kolei miałoby negatywny wpływ na dynamikę realnych dochodów Polaków, osłabiając ich skłonność do konsumpcji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA