Po raz ostatni Fitch przeglądu ratingu Polski dokonał w połowie stycznia, w tym samym czasie co agencja Standard & Poor's. I choć ta ostatnia nie tylko obniżyła wtedy ocenę wiarygodności kredytowej polskiego rządu, ale jeszcze nadała jej tzw. negatywną perspektywę, Fitch nie dostrzegł żadnych przesłanek do zmian w swojej ocenie.
Ekonomiści wątpią, aby znalazł je teraz. – Metodologia Fitch Ratings opiera się na ilościowej ocenie czterech grup czynników: strukturalnych (instytucjonalno-politycznych), makroekonomicznych, fiskalnych oraz równowagi zewnętrznej, na co nakładana jest ocena jakościowa. Analiza składników oceny ilościowej wskazuje, że w tym zakresie nie doszło do większych zmian w porównaniu ze styczniowym przeglądem – wskazuje Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP.
Spośród 15 ekonomistów, którzy wzięli udział w naszej ankiecie na przełomie miesiąca lub wyrazili swoje oczekiwania pod adresem Fitcha w niedawnych raportach, żaden nie zakłada, że agencja ta obniży rating Polski z dotychczasowego poziomu A- (to siódmy stopień na 24-stopniowej skali). Jednocześnie 12 z nich oczekuje, że Fitcha zmieni perspektywę tej oceny ze stabilnej na negatywną. To byłby sygnał ostrzegawczy dla rządu, że agencja dostrzega podwyższone prawdopodobieństwo, że obniżka ratingu będzie w najbliższych latach konieczna.
W czerwcu taką żółtą kartkę pokazała polskiemu rządowi agencja Moody's, która jednak ocenia wiarygodność kredytową Polski o stopień wyżej niż Fitch. Dlatego spośród tych ekonomistów, którzy oczekują w piątek zmiany perspektywy naszego ratingu, część podkreśla, że ten scenariusz jest tylko nieznacznie bardziej prawdopodobny niż utrzymanie przez Fitch status quo.
W majowym komunikacie dotyczącym sytuacji w Polsce agencja podkreślała, że duże znaczenie ma dla niej stosunek władz do unijnego limitu deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 3 proc. PKB. Lekceważenie tego ograniczenia przez polski rząd mogłoby popchnąć Fitch do obniżki ratingu. Ale przedstawiciele gabinetu Beaty Szydło regularnie zapewniają, że będą realizowali obietnice wyborcze tak, aby nie doprowadzić do wzrostu deficytu budżetowego powyżej 3 proc. PKB.
– Pewne wątpliwości agencji Fitch może budzić sytuacja gospodarcza. Z jednej strony warunek zdefiniowanej i konsekwentnie realizowanej polityki gospodarczej jest spełniony, ale z drugiej strony osłabienie inwestycji i Brexit mogą budzić obawy o utrzymanie tempa wzrostu PKB – zauważa Bujak.
Analitycy Fitcha już w maju nie wierzyli jednak w założenia rządu, że PKB w tym roku urośnie o 3,8 proc., a w przyszłym o 3,9 proc. Sami oczekiwali, że gospodarka powiększy się odpowiednio o 3,2 i 3,5 proc. Te prognozy, szczególnie na bieżący rok, nie odbiegają znacząco od zrewidowanych po słabym I kwartale br. i Brexicie oczekiwań ekonomistów.
Jeśli Fitch nie zaskoczy inwestorów cięciem ratingu Polski, wpływ jego decyzji na notowania złotego i polskich obligacji powinien być znikomy. – Po szoku wywołanym decyzją S&P w styczniu uczestnicy rynku są mniej wrażliwi na ewentualne zmiany oceny wiarygodności kredytowej Polski – powiedział Piotr Bujak.
Opinia
Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku
W maju Fitch podkreślał, że jakiekolwiek spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego względem optymistycznych prognoz rządu w połączeniu z presją na realizację obietnic wyborczych będzie skutkowało napięciami w finansach publicznych. Tymczasem naszym zdaniem w latach 2017–2018 tempo wzrostu PKB będzie o ok. 0,5 pkt proc. niższe od zakładanych przez rząd 3,9–4,0 proc. Spodziewamy się, że Fitch utrzyma w piątek rating Polski na poziomie A-, ale zmieni jego perspektywę ze stabilnej na negatywną.